Odprowadzać ją po randce czy nie? No stary, popatrz w te oczy

Na zdj. kadr z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego”, reż. Blake Edwards

Niech cię Bóg ozłoci, skarbie. Słodki jesteś, że odprowadziłeś mnie do domu.

Dzisiaj będzie wpis dla chłopców i ogólnie mężczyzn i jak Ci się nie podoba, to wyjdź. Będę też zrzędzić i nieść kaganek oświaty, chociaż nie wiem, czy mi po drodze nie zgaśnie.

Otóż mamy piąteczek. Piąteczek to taki szczęśliwy dzień tygodnia, kiedy nasza efektywność spada do zera, zamiast pracować – przeglądamy fejsbuki, a po powrocie do domu szlifujemy najki na wieczorny wypadzik na miasto. I jak wypadamy sobie z kumplami, to jest ok. Każdy sam przyjdzie i każdy sam później pójdzie, ewentualnie zrobi sobie przystanek na tak zwanego pawia przydrożnego.

Gorzej, jak umawiasz się już z kobietą. I to nie taką, która ma rozszerzenie w JPG ani nie spuszcza z siebie powietrza jak ponton. A kiedy kobieta jest żywa i zechce już z Tobą wyjść, to jest kilka spraw, które zwyczajnie zrobić musisz. I nie, nie mówię o umyciu wszystkich zębów, chociaż od tego powinieneś właściwie zacząć.

Jakkolwiek by się randka nie potoczyła, jak bardzo byś się przy niej nie zbłaźnił (albo i ona się nie zbłaźniła, bo z tego skrępowania i wzajemnej nieśmiałości szliście pewnie łeb w łeb), to zasada zawsze jest jedna – odprowadzasz dziecinę do domu. Czy ma szesnaście, czy sześćdziesiąt lat. Czy usmaży Ci rano naleśniki, czy pogoni już na etapie progu. Bo właśnie – to, że ją odprowadzisz, nie znaczy, że wejdziesz. Dosłownie, jak i w przenośni.

Dlaczego to takie ważne? Bo to kobieta jest. Zła albo nie, to nieistotne. Ona ma prawo się bać, że jej się krzywda stanie po drodze. Że ją ktoś zgwałci albo napadnie. Albo zwyczajnie, przestraszy. Tak, tak – widok zakapturzonego biegacza też potrafi przyprawić o szybsze bicie serca.

Ostatecznie, to nie jest taki wyczyn. Jak już mogłeś się tłuc przez pół miasta, żeby się z nią zobaczyć, to możesz zrobić dubla i bezpiecznie ją teraz odstawić. I nie, wsadzenie jej w autobus nie rozwiązuje sprawy. Ten autobus też się gdzieś w końcu zatrzyma i ona będzie musiała z niego wysiąść. Nawet, jeśli do bramy ma kilka metrów, to nigdy nie wiesz, co czeka na nią w tej bramie.

Uwierz mi, że tu naprawdę dużo masz do stracenia. Pokazując, że o nią dbasz, budujesz w niej poczucie bezpieczeństwa. Sprawiasz, że dobrze się z Tobą czuje i wie, że musi Ci na niej zależeć. Albo chociaż jesteś dobrze wychowany. Więc jeśli choć raz zostawisz ją samą gdzieś na opuszczonym śródmieściu, bo akurat nadjechał Twój nocny, to wiedz, że właśnie coś mocno spieprzyłeś.

Zresztą, nocny to nie cud zmartwychwstania, to nie zdarza się raz na tysiące lat.