O dorosłości i dojeniu krów. Choć o żadnym nie mam pojęcia

Na zdj. kadr z filmu „Muminki w pogoni za kometą”, reż. Maria Lindberg

Są tacy, co zostają w domu, i tacy, co odchodzą. Zawsze tak było. Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić, póki jeszcze czas, i w żadnym razie nie rozmyślić się.

„Dolina Muminków w listopadzie”

Bo najgorsze jest stanie w rozkroku. Wtedy, kiedy jedno by się chciało, a drugie się robi. Kiedy wydaje Ci się, że Twój własny mózg rozjeżdża Ci się jak żaba na lodzie i nie ma bata, żeby go jakoś ogarnąć. A takie momenty zdarzają się równie często, co promocje w warzywniaku na rogu. Przynajmniej mnie. Szczęśliwi, którzy mają inaczej.

Nie wiem, kiedy powinno się podjąć decyzję o odejściu z domu. Wiem za to, kiedy jest najłatwiej. A najłatwiej jest wtedy, kiedy właśnie kończysz LO i możesz wyfrunąć w świat. Jesteś młody, rodzice dają Ci kasę i masz tę cenną cechę, że jeszcze Ci się chce. Bo uwierz, że z czasem chce nam się coraz mniej. Że jak na chwilę zdejmie się tę nogę z gazu, to człowiek zaczyna cieszyć się życiem w trybie slow i zamiast zdobywać szczyty, woli leżeć na trawie i doić krowy. I to naprawdę jest sielskie, jak ptasie mleczko i reklamy czekolady Milka.

Problem pojawia się wtedy, kiedy sobie człowiek przypomni. Że jednak nie o to mu w życiu szło i takie siedzenie w domu jest całkiem fajne, tylko nie sposób tak wygrać życia. Kiedy w piecu ma się napalone, w lodówce zawsze pełno i walczyć o swoje nie trzeba. Bo skoro nie trzeba, to po co się szarpać? Po co chcieć więcej, skoro to, co się ma, zwyczajnie nam przecież wystarcza?

Tylko widzicie. Spokój i zen to jedno, a potrzeby i marzenia to drugie. Błogosławieni, którzy potrafią to zgrabnie połączyć. Bo ja mam zupełnie inaczej. Ja lubię, jak w głowie szumi mi miasto, jak dzielę dni między kawiarnie, kina, bieganie. A nie pieczenie babeczek, mycie podłóg i polerowanie obiadowej zastawy. Jedno i drugie jest spoko, ale coś jednak spoko musi być bardziej.

Nie, to nie jest łatwe. Strzelić się w twarz i zaczynać na nowo. O wiele łatwiej wyrywać się solidarnie, kiedy inni znajomi także opuszczają miasto. Kiedy jarają Cię studia, zrywasz się nagle z tej smyczy, dajesz zachłysnąć nowością. Znacznie trudniej jest, kiedy to wszystko już znasz i nie wiesz, co byłoby lepsze. A nawet, jeśli wiesz, to nic z tą wiedzą nie robisz. Nic, tylko siedzisz i myślisz, choć ciągłe analizowanie prowadzi donikąd. To całe rozpisywanie sobie życia w Excelu, robienie tasiemcowych list plusów i minusów. Zamiast kalkulować, łatwiej po prostu żyć. Podjąć decyzję i najwyżej później się sparzyć. Porażki też są w porządku, z nich najprościej wyciąga się wnioski.

Jest taki ładny cytat z Walta Disney’a, że „sposobem na zaczęcie jest skończenie mówienia i podjęcie działania”. Dlatego, jeśli postanawiasz już odejść – skądkolwiek i od kogokolwiek – po prostu to zrób. Jedno ostre cięcie, które wszystko wywróci, które zmusi Cię znów do działania. Bo nowe zawsze jest lepsze od starego. Nawet, jeśli wymaga wysiłku. Ostatecznie, krów też nie doi się łatwo.