Nie obchodzi mnie, że boicie się obcych kultur. We własnej też macie niezły burdel

Fot. dollarphotoclub.com

Styczeń 2012 roku. 25-letnia kobieta zostaje znaleziona na śniegu na jednej z uliczek między blokami. Opowiada o mężczyźnie w białej kurtce, który uderzył ją w tył głowy i zabrał jej dziecko. Wkrótce zmienia zeznania. Dziecko wyślizgnęło się jej z kocyka i uderzyło główką o próg. Zwłoki ukryła, bo była w szoku. W podobnym szoku pewnie będzie, pozując na koniu na okładce „Super Expressu”. To Katarzyna W., matka małej Madzi. Dziecko nie upadło, to ona je udusiła.

Wrzesień 2014 roku. Na pogotowie dzwoni Teresa Sz. Razem z mężem opiekują się 8-miesięczną siostrzenicą, bo jej rodzice mają w domu remont. Kobieta jest zaniepokojona, bo „dziecko jest chore”. Kiedy małą Gabrysię ogląda lekarz, natychmiast wzywa policję. Dziewczynka ma połamane ręce i nogi, do tego obrażenia narządów płciowych. Okazuje się, że przez dwa tygodnie gwałcił ją własny wujek. 37-latek. Gwałcił. Niemowlę.

Sierpień 2015 roku. 10-letnia Kamila wchodzi razem z rodzicami do jednej z księgarni. Podchodzi do niej 27-letni Samuel N., uderza ją w główkę siekierą. Dziecko umiera niedługo potem, a kraj obiega jej zakrwawione zdjęcie, opublikowane przez byle brukowiec. Mężczyzna mówi, że dziewczynkę zabił przez frustrację. Nie mógł znaleźć pracy, stracił zasiłek. Wybrał przypadkowe dziecko. Chciał ukarać system.

Dlatego nie obchodzi mnie, że boicie się obcych kultur. We własnej też macie niezły burdel.

A gdyby ktoś z Was nie miał jeszcze całkowitej pewności, przypomnę:

1. Nie każdy, kto ma inny kolor skóry, chce od razu gwałcić polskie kobiety i dzieci.

2. Nie każdy, kto ma innego boga, chce od razu gwałcić polskie kobiety i dzieci.

3. Nie każdy, kto wychował się w innej kulturze, chce od razu gwałcić polskie kobiety i dzieci.

Nie każdy z nich chce Wam też zabrać pracę, okupować domostwa i podbierać zasiłki. Nie każdy przyjeżdża tu, żeby Wam zrobić z życiorysów jesień średniowiecza. Nie każdy marzy o tym, by znaleźć się na Waszym miejscu, ale wierzcie mi, że żadne z Was nie chciałoby być na ich.

Rozumiem wątpliwości, nie rozumiem nienawiści. Może działa w nas jakiś podświadomy syndrom wyparcia. Może wydaje nam się, że najlepszym sposobem obrony jest atak. Może odczuwamy głęboką, nieuzasadnioną potrzebę bycia zawsze przeciwko. Ale gdyby któreś z Was zapomniało, to powiem to najprostszym, chłopskim językiem: to też są, kurwa, ludzie.

Sama nie wiem, czy chciałabym, aby do Polski zjechały się nagle tysiące uchodźców. Nie wiem, czy większość z nich to faktycznie 20- czy 30-letnie byki, które mogłyby walczyć w swoich krajach, ale pouciekały, bo są zbyt leniwe. Nie wiem, co mają w swoich plecakach, jak nazywają swoje dzieci i czy wiedzą, gdzie na mapie leży w ogóle Polska. Wiem, że jak ktoś potrzebuje pomocy, to mu się pomaga. Nie na zasadzie wzajemności, bo nam też ktoś, gdzieś, kiedyś pomógł. Nie na zapas, bo możemy my też gdzieś, kiedyś, będziemy potrzebować od kogoś pomocy. Pomaga się tak po prostu. Bez względu na kolor skóry, religię, kulturę, znajomość języka czy sposób, w jaki ktoś mówi słowo „banan”. Pomaga się, bo tyle jesteśmy warci, ile dać możemy drugiemu.


A żeby ten tekst nie był tylko czczym gadaniem – prośba. Anna i Thomas z bloga The Family Without Borders – Rodzina Bez Granic organizują akcję Gość-inność. Nie trzeba wiele. Kupujesz śpiwór, wkładasz do środka kartkę. Wiadomość, pocztówkę, cokolwiek. Kilka słów od siebie. I zanosisz do jednego z miejsc, w jakich organizowana jest zbiórka. Przyjaciele Ani przetransportują śpiwory do Berlina, gdzie w przyszłym tygodniu pojawią się kolejni uchodźcy.

Śpiwory zbierane będą we wtorek, 15 września, między godz. 16 a godz. 22. Listę lokalizacji znajdziecie TUTAJ.

PS. Czytając ten post, siedzicie przed ekranami swoich komputerów, telefonów, tabletów. Nie mówcie mi więc, że nie stać Was na śpiwór. Na jeden, ciepły śpiwór, który trafi do człowieka, który być może nic innego poza nim nie będzie teraz miał.