Nie chcę, żebyś odsłoniła sutki, bo boję się, że pokażesz też resztę

Na zdj. kadr z filmu „Czas na miłość”, reż. Richard Curtis

Dawniej kobiety piersiami żywiły niemowlęta – dziś producentów filmowych.

Jean Cocteau

Nie lubię się powtarzać, ale – wywołana do tablicy – zdaje się, że powinnam zabrać głos. Kilka miesięcy temu całkiem niezłą popularnością cieszył się wpis Dziś taki ładny dzień. Porozmawiajmy o cyckach. W nawiązaniu do niego pojawiła się kontra Adriana z bloga Niska kultura, przewrotnie zatytułowana Zakryj te sutki, kobieto! Powód do dyskusji trafił się nowy, ponieważ Instagram usunął zdjęcie, na którym Chelsea Handler parodiuje półnagie zdjęcie Vladimira Putina na koniu. Tylko że goła klata Putina a goła klata Chelsea to jednak dwie różne klaty. Co nie każdy zdaje się dostrzegać.

Zacznę od podstaw, bo już te zaczynają nam umykać. Żyjemy w takiej, a nie innej kulturze. Nie jesteśmy oswojeni z nagością, nie są z nią oswojone także nasze dzieci. Robimy aferę o seksistowskie reklamy, nie pozwalamy na uprzedmiotawianie naszych ciał i robienie z nich oręża. Z drugiej strony same żądamy prawa do tego, żeby tymi sutkami móc wojować. To się nazywa schizofrenia, współczesna medycyna to leczy.

Co więcej, nagie kobiece sutki wciąż mają wyraźne konotacje seksualne i nie są postrzegane tak samo, jak sutki męskie. Tak już po prostu jest i próba zmienienia tego jest jak próba wmówienia nam, że Buka i Tatuś Muminka to jedno.

Oczywiście, wszystkie te argumenty zdają się nie docierać, to może powiem dosadniej: nie życzę sobie widoku gołych bab. Tak, jak nie mijam na ulicy odsłoniętych klat męskich, tak samo nie mam ochoty mijać odsłoniętych klat damskich. Tylko mężczyźni wydają się tu o niebo inteligentniejsi, bo wychodzą z założenia, że to, że coś im wolno, nie znaczy jeszcze, że powinni to robić. Bo poza prawem, jest jeszcze coś takiego, jak wyczucie. Dobre wychowanie. Estetyka w końcu. Gdyby pani ze zdjęcia wyżej nieoczekiwanie zsunął się ręcznik, pierwsza zrobiłabym wooow. Ale spójrzmy na siebie i spójrzmy dookoła. W znakomitej większości nie mamy ciał Afrodyt i Adonisów, więc oglądanie ich na masową skalę nie dawałoby raczej oczekiwanych doznań. Nie wiem, jak Wy, ale ja, kiedy widzę normalne, gołe ciało, jakoś nie pieję z zachwytu. No chyba, że jest to Robert Lewandowski, ale na niego gołego ciągle jeszcze czekam.

Mężczyzn przywołuję tu zresztą nie bez powodu i nie bez powodu wielokrotnie sugeruję ich wyższość nad nami. Tak, wiem, że wiele z Was się w tym momencie oburzy, ale trzymajmy się tego jednego tematu. Mężczyźni mogą odsłaniać uda tak samo, jak kobiety. A jakoś nie chodzą we wpijających się im po pachwiny, jeansowych szortach. Mogą farbować włosy na różowo, kolczykować sobie pępki i pleść warkocze z włosów pod pachami. Ale nie robią tego, bo poza prawnym przyzwoleniem, mają też coś takiego jak mózg.

Jak więc dla porównania zachowują się kobiety, żądające „sutkowej równości”? Powiem Wam, jak. Jak przekupy na targu, które znowu drą się o coś, czego wcale nie potrzebują. Dowartościowana, pewna swojego ciała kobieta nie potrzebuje się z nim obnosić. Jest świadoma swojej seksualności, swojej cielesności, swojego potencjału. Nie obnosi się ze swoimi sutkami jak ze sztandarem, bo od tego są tanie reklamy i dziewczyny z Redtube’a.

Tak, kobiece ciało jest piękne i cudownie jest mieć je przed kim odkrywać. Ale czy to musi być dziewięćdziesięcioletni pan Aleksander, który ostatkiem sił robi w mojej kamienicy za portiera? Aptekarka, wydająca mi leki? Banda Romów na placu?

Nie.