Miłość, żyrafy i inne historie

fot. pixabay.com

Dziś przed Wami kolejna porcja statusów z Facebooka. Żeby nie przepadły nam całkiem w czeluściach internetu, to zbieram je tutaj jak drobne do skarbonki. Ba, ze statusami idzie mi lepiej – skarbonka jak była, tak ciągle jest pusta. Niemniej – enjoy! ;)

  

naprawdę, faceci spuszczali mnie na drzewo już na milion różnych sposobów. ale wszystkich przebił dzisiaj mój szef, który – gdy do niego zadzwoniłam – skończył rozmowę po 20 sekundach, mówiąc:

– wybacz, ale stoi koło mnie przepiękna żyrafa.

znam swoją wartość, z żyrafą nie wygram.

  

podobno podróże pociągami skłaniają do refleksji.

podobno można zadawać sobie wtedy ważne pytania egzystencjalne i – wpatrując się w przestrzeń za oknem – znajdować na nie odpowiedzi.

tymczasem jedynym pytaniem, jakie sobie dzisiaj zadałam, jadąc swoim pociągiem o godz. 6:19, było:

Asia, dlaczego nie włożyłaś dziś drugiej skarpetki?

  

wrocław, monopol, okolice dworca.

– ciepierdole, Henryk, żebyś piwa znaleźć nie umiał? PI-WA? w monopolowym? cieszlag. baby znaleźć nie umiesz, pracy znaleźć nie umiesz. kurwa, piwa nawet znaleźć nie umiesz! to co Ty umiesz, Henryk?
– śpiewać umiem.

  

na skrzynkę wciąż dostaję ten sam spam z pytaniem: potrzebujesz gotówki?

kurwa, a kto nie?

  

komunikacja miejska, dumne pokazywanie zawartości portfela:

– a to mój chłop. fajny.
– no fajny.
– a ty nosisz zdjęcie swojego?
– żartujesz? w portfelu noszę tylko cenne rzeczy.

  

czasem tak mam, że przebieram się kilka razy dziennie, bo tu pociąg, tam praca, tu obiad, a tam dentysta. no i wychodzę tak dzisiaj kolejny raz z domu, na co jeden z robotników, co to nam drogę pod oknami remontują, ociera pot z czoła i rzuca:

– widzę, że u pani dzisiaj też ciężka zmiana. która to już kreacja, trzecia?

i szczerzy się do tej swojej łopaty, a Ty nie dość, że się czerwienisz jak burak, to jeszcze cedzisz przez zęby cichutko: CZWARTA.

  

sklepik w robocie, stoję w kolejce po snickersa. przede mną dwie kobiety, z czego jedna, lat ok. 50+, tłumaczy czule w słuchawkę:

– kochanie, mama tam zrobiła sernik na zimno. tak, z truskawkami. tak, stoi w lodówce. nie, tam wyżej. dosięgniesz? tak, zrobiłam ci, żebyś mógł sobie zjeść. a na stole masz lemoniadę. tak, bez mięty. tak, tylko cytryna. i pamiętaj kiciu, żebyś dużo pił. no, no, mama kończy, pa.

mama chowa telefon do kieszeni, odwraca się do koleżanki i mówi:

– mój Krystianek. ja nie wiem, kiedy minęło tych 30 lat.

  

poranek. wyciągam z torby paczkę fajek, nie mogę znaleźć zapalniczki. wsadzam fajkę w zęby i kopię w tej torbie jak dziecko w 9. miesiącu. w końcu podchodzi do mnie dres, za nim czai się drugi. przykłada mi zapalniczkę do ust i rzuca:

– masz, bo zanim coś znajdziesz w tym worku, to Piter się poszcza ze śmiechu.

dresiarze, kurwa. najlepsi styliści śródmieścia.

  

7 rano, czyli właściwie środek nocy, wsiadam do tramwaju, znajduję miejsce, śpię. podchodzi kanar. czy mam bilet? mam. czy skasowany? o kurczę.

– zapomniałam. środek nocy jest. po ludzku zapomniałam.
– ale pomalować się to pani nie zapomniała.
– …
– i bardzo dobrze, kobieta bez biletu to jednak przyjemniejszy widok niż kobieta bez makijażu. pani śpi dalej, ja pani skasuję.

  

– dzień dobry, poproszę kanapkę z serem.
– dwie mi zostały, muszę pani sprzedać dwie.
– no gdzie, nie zjem dwóch.
– jedną pani zje, tę drugą. bo ta pierwsza to nie kanapka.
– nie?
– nie. to przedgryzka. żeby tej właściwej nie jeść na pusty żołądek.

  

– myślisz, że tak się da? wiesz, z miłością na całe życie.
– mhm, jak z dezodorantem 48h. niby mówią, że działa, a i tak prędzej czy później coś cuchnie.

  

PS. Pierwszą część opowieści znajdziecie we wpisie „Ja i ludzie. Dialogi z drogi”, drugą zaś we wpisie „Kicia, nie miaucz, czyli statusy z fejsa ocalamy od zapomnienia”.