„Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty”, czyli dziś noszę na głowie kokardę

Na zdj. kadr z filmu „Czas na miłość”, reż. Richard Curtis

Dziewczyno, czekaj na te najdroższe prezenty, które wymagają nie pieniędzy i nie sklepu, ale odrobiny serca i uwagi.

Katarzyna Grochola, „Nigdy w życiu”

Bardzo łatwo jest kupić komuś prezent. Wejść do Empiku i wybrać książkę, płytę, patelnię (jeszcze chwila, i w Empikach będzie można kupić nawet dinozaury). Albo zamówić coś na Allegro. Albo zwinąć bukiet kwiatów na stacji benzynowej, a przy okazji wszamać jeszcze hot doga.

Ale przyjemniej samemu stać się prezentem.

Nie, to nie był mój pomysł, ja miałam tylko zawiązać na głowie kokardę. Tylko bez głupich myśli – życie to nie Walentynki, a jak człowiek ma na głowie kokardę, to nie znaczy jeszcze, że poza tym nie ma na sobie już nic i zaraz wydarzy się seks.

Jakkolwiek, plan był prosty. Mam wsiąść w samolot, przylecieć do Oslo. W samochodzie nadmuchać balony. I być. To takie piękne, wiedzieć, że sprawi się komuś radość tak po prostu, będąc.

I była radość i łzy i przewrócenie na łóżko i pisk. Bo wiecie, my z Kaśką przyjaźnimy się dobrych kilka lat. To jedna z tych przyjaźni, których nie złamią faceci, odległość ani zupa, która czasem bywa za słona. To jedna z tych przyjaźni, co do których masz pewność, że zawsze będą trwać. Że możecie nie widzieć się miesiącami, ale niczego to między Wami nie zmienia. Tak, takie przyjaźnie są chyba możliwe. Jakby uszczypnąć Kaśkę, to ona by zaklęła i jeszcze oddała i wtedy obie miałybyśmy pewność, że jesteśmy prawdziwe. Tylko rzadko mamy okazję się szczypać, bo ja jednak tu, a ona raczej tam.

I byłoby beznadziejnie, gdyby nie ta trzecia. Ta trzecia ma na imię Asia i jest jedną z najcudowniejszych istot, jakie ostatnio poznałam. To ona zadzwoniła i powiedziała: no chodź. Że zrobi Kaśce prezent urodzinowy, taki najfajniejszy z możliwych, to jest załatwi jej mnie. To ona kupiła bilety, to jej był cały ten plan. I to jest takie piękne, że i Kaśka się popłakała (niosło to ryzyko porażki, bo goście u drzwi, a ona bez makijażu nie wygląda już tak korzystnie), i mnie się łezka w oku kręci, ilekroć o tym pomyślę.

I nawet teraz nie mam słów, żeby opisać, jak bardzo nam było szczęśliwie. To były jedne z tych urodzin, które pamięta się do końca świata. Albo dopóki nie przyjdzie po nas śmierć.

PS. Była kiedyś taka piosenka. Że miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. Przypomnijcie sobie. A ja Wam życzę jak najwięcej takich prezentów. I żebyście sami mogli być dla kogoś prezentem. To najszczęśliwsze dni w życiu, a o takie przecież niełatwo.