Spór o orzeszki, czyli Michał Rusinek się sprzedał

Na zdj. kadr z filmu „Epoka lodowcowa”, reż. Chris Wedge

Kiedy energii czujesz spadek
i kiedy dość masz czekoladek
orzeszki Felix żwawo chrup,
a choćbyś nawet był jak trup,
wnet znajdziesz siły na lambadę!

Michał Rusinek, limeryk dla marki Felix

Oto Michał Rusinek, przedstawiany w kampanii reklamowej popularnych orzeszków jako mistrz limeryków, literaturoznawca i wieloletni sekretarz Wisławy Szymborskiej, pojawia się w nowej dla siebie zgoła roli, a mianowicie – jako juror konkursu Popołudnie z Felixem. Akcja jest prosta – przekonać ludzi, że orzeszki mają zbawienny wpływ na ich mózg, poprawiają pamięć i koncentrację, a przy okazji są smaczną i zdrową przekąską. I to nikogo nie dziwi. Przy okazji Felix organizuje też wspomniany konkurs, co również nie powinno dziwić. Pretensje jednak są o to, że jedno i drugie nie powinno ze sobą iść w parze. To jest Rusinek z orzeszkiem.

I ja nie wiem, dlaczego. Dlaczego Doda może reklamować salony Media Expert, Marcin Dorociński ubezpieczenia PZU (a robi to genialnie!), Piotr Fronczewski promocje Getin Banku, a Czesław Mozil, Kamil Bednarek czy Maciej Stuhr – nową ofertę Play, a Rusinek już nic nie może? Bo co, bo pracownik naukowy? Bo przedstawiciel wyższej kultury? Bo uniwersytecki prestiż kłóci się z komercyjnością projektu? Bo kiedy słyszymy o literatach, to chcemy widzieć chudzielców w rozdartych na piersi koszulach, przymierających głodem i żyjących o chlebie, maczanym w mleku, a najlepiej w wodzie?

Granice się przesunęły, linie się zatarły. A pieniądz jest pieniądz i „wysoka kultura” mogłaby to wreszcie ogarnąć.

Ja także wychodzę z założenia, że nie należy mieszać pewnych porządków. Ale przecież nie mamy tu do czynienia z Jerzym Pilchem, reklamującym tampony, ani Krystyną Miłobędzką, polecającą nawóz do kwiatów. Żaden pomnik tutaj nie runął i nie ma co wyciągać miotełki. Tymczasem czytam komentarze kolegów-literatów i jeden za drugim tu szydzi. Bo kasa to niesława, to zło oraz to hańba.

Od razu przypomina mi się tu Stuhr, który pytany o angaż w reklamie żartował: Bliska jest mi koncepcja mojego ulubionego aktora Marcello Mastroianniego, który powiedział, że nigdy w życiu nie sprzeniewierzyłby się ideałom swojego zawodu, chyba że będzie mu potrzebny nowy basen.

Piękne to było i ucinało dyskusje.

I życzę Rusinkowi równie celnych ripost. Oczywiście, że stoi za nim konkretny dorobek. Oczywiście, że kojarzony jest z nazwiskiem Szymborskiej. Ale przypominam, że ona już chwilę nie żyje, a on ma się całkiem nieźle i może robić z tym życiem, co zechce. Osiągnął pozycję zawodową, która pozwala mu czerpać z tego profity. Co więcej, występuje w konkursie jako juror bliskiej sobie kategorii. Oceniać ma limeryki, więc gdzie tu potwarz, gdzie hańba?

A może sama idea konkursów jest zła? Bo głupie, bo nikt nie wygrywa, bo udział biorą idioci? To ja Wam powiem, że z tych samych orzeszków wygrałam sobie netbooka. Był mały, był biały, był piękny. Sony Vaio, nówka nieśmigana, za hasło reklamowe. Że orzeszki Felix wodzą na przekąszenie. Da się? Da się. Banał? To trzeba było wygrać. Czterdzieści takich dawali. Kilka lat temu, słów wystarczyło pięć.

Bo wszystko jest, misie, dla ludzi, a już zwłaszcza uczciwie zarobione pieniądze. Więc ja tylko kiwam głową z uznaniem, że Rusinek tak sobie dorobi. Czego sobie i Wam również życzę w ten obrzydliwie słoneczny dzień.