Maria Czubaszek. Najmocniejsze słowa kobiety wyklętej

Kobieta instytucja, od wielu lat działająca na terenie kraju, rozśmieszająca bardziej niż gaz rozśmieszający używany przez ZOMO, przeciwstawiana bywa patetycznej instytucji Matki Polki, Pierwsza Dama polskiej sceny kabaretowej, wybitna autorka, wybitnych skeczy, dosadny przykład na to, że palenie nie zabija, zwłaszcza poczucia humoru.

Tak o Marii Czubaszek powiedzieć miała kiedyś Krystyna Kofta. Kim tak właściwie jest ta charakterna już 76-latka? Tak się składa, że urodziła się właśnie 9 sierpnia 1939 roku. Studiowała dziennikarstwo i filologię angielską, ale żadnego z kierunków nie ukończyła. Dużo za to pisała i pisze zresztą nadal. Nie dla przyjemności, bynajmniej. Dla zarobku? To prędzej.

Znana jako autorka tekstów piosenek, satyryczka, scenarzystka, felietonistka. A także wyrodna żona, co to męża ma już drugiego, i równie wyrodna matka, która dopuściła się dwóch aborcji.

Z okazji urodzin przed Wami kilka wybranych cytatów, które lepiej pozwolą Wam poznać tę charakterną damę:

♦ A co do intuicji, to podejrzewam, że ja czegoś takiego w ogóle nie mam. Gdybym miała, tobym nie wyszła za pierwszego męża, bo by mi intuicja podpowiedziała, że skoro przed ślubem nie był w moim typie, to i po ślubie nie będzie.

♦ Chcę być spalona. Na złość tym wszystkim, którzy zabraniają palić, puszczę dymek jeszcze po śmierci.

♦ Chciałabym się urodzić bez zobowiązań, żeby nikt nie wiązał ze mną żadnych planów, nadziei.

♦ Dla mnie najważniejszy jest początek, tak jak pierwsze wrażenie, kiedy się kogoś zobaczy. Do tego pierwszego zdania wymyślam ciąg dalszy. I dopóki nie wiem, do czego ta historia prowadzi, dopóki sama nie znam zakończenia, pisze mi się dobrze.

♦ Dla mnie seks nigdy nie był czymś bardzo ważnym. Ktoś, kto powiedział, że seks jest przereklamowany, miał rację. I nie mówię tego tylko dlatego, że już jestem stara. Bo ja naprawdę kiedyś byłam młoda. I też tak myślałam.

♦ Kiedy od mężczyzny odchodzi kobieta, to odchodzi kobieta. A kiedy od kobiety odchodzi facet, to wali jej się cały świat.

♦ Kiedy patrzę na swoje bardzo długie już życie, widzę, że wszystko poszło nie tak. Chciałam mało pracować, dużo zarabiać, szybko umrzeć. A jeśli nie, to na starość grać w pokera. Stara jestem, ale w pokera nie gram, bo na to trzeba mieć spore pieniądze.

♦ Krótko byłam dzieckiem. Postanowiłam szybko wydorośleć. (…) Jak miałam osiem, góra dziewięć lat. Kiedy zarobiłam pierwsze pieniądze.(…) Za zjedzenie szpinaku. Którego nie cierpiałam. Tłumaczenie, że jest zdrowy, nie przekonywało mnie.

♦ Ktoś kiedyś powiedział, że mężczyzna, który jest z jedną kobietą dłużej niż dwadzieścia lat, zasługuje na aureolę. Lepiej przyprawić mężowi aureolę niż rogi.

♦ Ktoś ostatnio napisał, że kobietom podoba się mężczyzna w tańcu. Słyszałam o kanonie piękna: statek pod żaglami, koń w galopie i kobieta w tańcu. Ale żeby mężczyzna w tańcu? Dla mnie symbolem piękna jest mężczyzna w bolidzie. No może nie każdy. Schumacher w bolidzie już nie jest tak piękny jak Senna w bolidzie.

♦ Małżeństwo nie szkodzi tylko prawdziwej miłości.

♦ Mężczyzna jest jaki jest i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie, tym lepiej dla niej. I dla niego.

♦ Miłość wydaje mi się przereklamowana. Oczywiście istnieje, ale głównie własna. Kochamy kogoś, kiedy jest nam z nim dobrze, chcemy z nim być, bo wydaje się nam, że bez niego nie umiemy żyć.

♦ Mnie się wydaje, że właśnie do tego kobiecie potrzebny jest mężczyzna. Żeby miała na kogo ponarzekać. We wszystkich innych sprawach da sobie radę. Zarabiać może sama, nie musi liczyć na utrzymanie przez faceta, dziecko może mieć przez in vitro, jak ma ochotę, to może skorzystać z płatnej miłości – zadzwonić i przyjdzie jakiś taki pan. Ale męża warto mieć, żeby było na kogo ponarzekać.

♦ Na pytanie, skąd czerpię natchnienie, co mnie pcha do pisania, mówię, że konkretne zamówienie i niezapłacony rachunek. Ja nie lubię pisać, ale w związku z tym, że nic innego nie potrafię, to piszę. Nie żyję, żeby pracować, tylko pracuję, żeby żyć.

♦ Moim zdaniem lepiej udawać głupszą. Po pierwsze, jeśli można udawać głupszą, niż się jest, to znaczy, że nie jest się tak całkiem głupią. Po drugie, kobiety inteligentne robią wrażenie przemądrzałych.

♦ Najpierw poprawnie, potem szczerze. Najważniejsze jest zdrowie. Zaraz po pieniądzach. Im dłużej żyję, tym bardziej uważam, że pieniądze są potrzebne do wszystkiego. I do tego, żeby być zdrowym – odpowiednio się odżywiać, wypoczywać i, kiedy zajdzie potrzeba, leczyć.(…) Nawet miłość, która jest ponoć najważniejsza, kiedy ludzie myślą tylko o tym, jak związać koniec z końcem i co wsadzić do garnka, można włożyć między bajki.

♦ Na przykład zawsze marzyło mi się, żeby mieszkać w hotelu. Ale nie tak przez kilka dni. Na stałe. Lubię takie miejsca bezosobowe, takie, po których nie widać, kto w nich mieszka. (…) Żadnych zdjęć, zasuszonych kwiatków, dzbanuszków. Dlatego uwielbiam hotelowe pokoje.

♦ Nie lubię mówić o swoich problemach. Zazwyczaj i tak nikt ich za mnie nie załatwi. To po co? Żeby usłyszeć: „Nie martw się, jakoś to będzie”? To sama to sobie mogę powiedzieć.

♦ Nie wierzę w życie pozagrobowe, nie wierzę w to, że gdzieś idzie jakaś dusza.(…) Wiem, że ciału należy się szacunek, że należy je pochować, ale dla mnie życie człowieka kończy się z jego śmiercią. I nie ma w tym nic niezwykłego, ani dramatycznego. To jest naturalne. Chociaż może nie bardzo przyjemne.

♦ Przed ślubem trzeba mieć oczy szeroko otwarte, a po ślubie trzeba je przymykać. I ja zaczęłam przymykać. Nie na zalety, zalety widzę, ale na wady przymykam.

♦ Przychylam się do opinii, że są dwa dni, którymi nie należy się przejmować. To wczoraj i jutro.

♦ Spanie to jest fizjologia. I nie widzę powodu, żeby się nią koniecznie dzielić z drugą osobą. Fizjologia, bo człowiek musi to robić. Wiem, bo próbowałam rzucić spanie. Wydawało mi się, że to strata czasu.

♦ Śmierć uważam za coś tak samo naturalnego jak urodziny i życie po tych urodzinach. Nie lubiłabym codziennie umierać, tak jak nie lubię codziennie jeść, ale wiem, że trzeba.

♦ W czasie pisania siedzę. Na podłodze. Po turecku. (…) Oparta o tapczan, na którym wyleguje się pies. Nie mam biurka, bo jak siedzę tak, że mi nogi dyndają, to nic mi do głowy nie przychodzi. Mam taki niski stoliczek, na nim komputer… A kiedyś maszyna do pisania. Piszę jednym palcem, „metodą dzięcioła”, zawsze jest wielka radość, kiedy znajdę tę właściwą literę.

♦ Życie jest za piękne, aby żyć normalnie.


Cytaty pochodzą z książki „Każdy szczyt ma swój Czubaszek. Maria Czubaszek w rozmowie z Arturem Andrusem”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka w 2011 roku. Poleca się!


Na zdj. Maria Czubaszek na Przystanku Woodstock w 2014 roku, fot. Ralf Lotys/CC-BY-4.0/Wikipedia

 

Instagram