Kto dzisiaj słucha radia? I czemu ludzie nie mają przycisku ON/OFF?

Na zdj. kadr z filmu „Bezsenność w Seattle”, reż. Nora Ephron

Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki – i nic nie słychać.

Julian Tuwim

Ach, jak piękny byłby świat, gdyby to samo można było robić z ludźmi. Gdyby każdy miał na sobie jakieś pokrętło, jak radio. Choćby malutkie, jak pieprzyk. Gdyby dało się podejść, przekręcić, ściszyć. Niech gada, jeśli musi, byleby tego nie słyszeć. Albo w ogóle guziczek ON/OFF. Tylko pytanie, czy ktoś wciskałby coś poza OFF?

Mówię o tym do Was nie bez powodu, bo dziś jest właśnie Dzień Radia. Takie polskie święto, co prawda ani kościelne, ani wolne od pracy, ale ktoś kiedyś na nie wpadł i zaznaczył w kalendarzu akurat pod 11 kwietnia. Jak mówią internety, „w celu podkreślenia roli radia w codziennym życiu społeczeństwa”.

I tak mnie naszło pytanie, czy i jaka ta rola jest. Słuchacie? Bo mnie się kojarzy tylko z fatalnymi spotami reklamowymi. Zwykle o chorobach, najlepiej kobiecych, jeszcze lepiej – intymnych, bo kobieta niczego innego w życiu nie doświadcza, tylko siedzi, przeżywa swędzenie i co chwila uparcie się drapie. Naprawdę, gdyby zbudować wizerunek kobiety na podstawie reklam, puszczanych w radiu, to chyba każdy zdroworozsądkowy mężczyzna bałby się badziewia dotykać. A już zwłaszcza „tam na dole”. Strasznie lubię to określenie, jak i fanpage na Facebooku, że „Tam na dole to mam stopy”.

W każdym razie, radio potrafi być romantyczne. Jak w, „Bezsenności w Seattle”. Oto piękna Meg Ryan o wiecznie zmęczonej twarzy jedzie samochodem i słyszy. A słyszy tak, że nieważne, że jedzie na Wigilię do domu narzeczonego, bo oto do jej uszu wlewa się głos innego zgoła mężczyzny. Ale głos taki, że chce się go słuchać już zawsze. Żeby mówił tak czule i za te właściwe struny poruszał.

Tylko że ludzie nie mówią dzisiaj tak pięknie. Nie o uczuciach i nie na antenie. Jesteśmy bardziej ekshibicjonistyczni niż kiedykolwiek i łatwiej nam strzelić sobie fotkę po seksie, i wrzucić gdzieś w internet, na Insta, niż opowiedzieć, że źle się mamy i dobrze byłoby kogoś przy sobie w tym życiu mieć. A przecież to takie piękne, tak mówić. Na antenie radia, kiedy słowa lecą w ciszę, gdzieś są przez kogoś słyszane. Nie pokazywać twarzy, pokazywać uczucia. Przecież tam jest wszystko. W słowach, zdaniach, tonie. Zawahaniach, zawieszeniach, drżeniu głosu.

Oczywiście radio, to także muzyka. Ale wybrana przez kogoś, dlatego już dzisiaj niemodna. Jesteśmy niecierpliwi, spieszymy się. Wolimy sami układać playlisty, słuchać wyłącznie tego, na co mamy ochotę. Wygoda? Jasne. Ale przy okazji, ile ograniczeń. Zamykamy się na nowe, wałkujemy w głowie te same kawałki. Sięgamy po sprawdzone numery. W radiu nigdy nie wiesz, co poleci dalej. A przecież to także jest piękne. Niewiedza.

Dlatego nie wiem, co jeszcze radio mogłoby nam zaoferować. Poza tłumieniem nudy podczas stania w korkach. Czy jesteśmy jeszcze w stanie doceniać rzeczy, które może nam dać.

Piotr Kaczkowski w wywiadzie dla „Machiny” powiedział kiedyś, że radio „przenosi i muzykę, i słowo, i ciszę”. I to były najpiękniejsze słowa, jakie dotąd na temat radia słyszałam.