Koty w nauce i popkulturze. Znasz je wszystkie?

Na zdj. Karl Lagerfeld i jego kotka Choupette, fot. YouTube.com/Net-A-Porter TV

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

Michaił Bułhakow, „Mistrz i Małgorzata”

 

17 lutego, dokładnie od 15 lat, na świecie obchodzony jest Dzień Kota. Z tej okazji mam dla Was 7 ciekawostek na temat kotów. Począwszy od gwiazd wielkiego ekranu, przez internetowe, aż po… gwiazdy laboratoriów.

 

1. Orangey. Kocia gwiazda „Śniadania u Tiffany’ego”

– Biedny pokraka – rzekła drapiąc go po głowie. – Biedny, bezimienny pokraka. To trochę niewygodne, że nie ma imienia. Ale nie mam prawa mu go nadawać. Musi poczekać, aż będzie na prawdę czyjś. Myśmy się tylko właściwie skumali któregoś dnia nad rzeką, nie należymy do siebie, on jest niezależny i ja też.

Śniadanie u Tiffany’egoPamiętacie te słowa? Cudna Audrey Hepburn kierowała je do zwierzęcia, które po roli w „Śniadaniu u Tiffany’ego” miało zyskać status najbardziej znanej kotki w historii kina. Jej kariera rozpoczęła się jednak wcześniej, w 1951 r., kiedy zagrała w filmie „Rhubarb”, opowiadającym o milionerze, który cały swój majątek (w tym drużynę baseballową) postanowił zapisać właśnie… kotu. Już tamta rola przyniosła jej nagrodę PATSY (Picture Animal Top Star of the Year), będącej odpowiednikiem Oscarów.

Po „Śniadaniu” kotka została uhonorowana nią ponownie, jako jedyne zwierzę na świecie dwukrotnie zgarniając dla siebie ten szlachetny tytuł. Swój sukces zawdzięczała jednak nie tylko swojej zwinności i pięknemu, rudemu i pręgowanemu futru z białym krawatem, ale także wybitnemu trenerowi – był nim bowiem Frank Inn, którego podopieczni aż 40 razy zdobywali zwierzęce Oscary. Łącznie filmowa kariera Orangey trwała 15 lat.

 

2. Choupette. Rozpieszczona kotka Karla Lagerfelda

– Jada ze mną przy stole, korzysta z iPada i ma dwie osobiste pokojówki. Zachowuje się jak zepsuta kobieta – miał powiedzieć o swojej pupilce jeden z najwybitniejszych projektantów w historii świata mody. Choupette, bo o niej mowa, to bożonarodzeniowy prezent, podarowany mu przez modela Baptiste’a Giabiconiego, będącego muzą 82-letniego, kontrowersyjnego krawca.

ChoupetteLagerfeld do tego stopnia zauroczył się kotką, że dał jej na imię Choupette, co po francusku znaczy „kochanie”. Postanowił uczynić z niej także gwiazdę światowych mediów, zakładając jej konto na Twitterze, regularnie publikując w internecie jej zdjęcia, a także planując wydanie poświęconej jej życiu książki oraz jej własnej… linii ubrań i kosmetyków.

Dzięki słynnemu panu Choupette robi oszałamiającą karierę – pisały o niej wszystkie już chyba magazyny, od „New York Timesa” po „Vogue’a”. Sam Lagerfeld żartuje natomiast, że Choupette jest jedyną kobietą w jego życiu i gdyby tylko mógł, z chęcią by się z nią ożenił.

 

3. Bohumil Hrabal: koty jako ratunek przed samobójstwem

Najbardziej bodaj znany czeski pisarz pod koniec życia miał pod opieką aż 24 koty. Jego żona lamentowała, wypowiadając w kółko zdanie: Co my będziemy robić z tyloma kotami? Tymczasem Hrabal, który nie bez powodu zyskał status jednego z najważniejszych twórców światowej literatury XX wieku, miał w życiu właśnie tę największą słabość – koty.

auteczkoKoty, które równie mocno kochał, co i nienawidził. Koty, które mnożyły się w zbyt dużym tempie, nad którymi nie był w stanie zapanować i które jednocześnie zabierały mu chęć do życia, jak i go przy nim utrzymywały.

Hrabal czuł się za nie odpowiedzialny. Kiedy nie był w stanie poradzić sobie z kolejnymi domownikami, zdecydował się na rozpaczliwy mord. Nie spodziewał się jednak, że wyrzuty sumienia okażą się na tyle silne, że wina zacznie przypominać tę Raskolnikowa ze „Zbrodni i kary”.

Polecam sięgnąć po jego „Auteczko”. Ta krótka historia dowodzi ogromnej walki psychicznej, jaka stała się udziałem Hrabala. Walki, która kazała mu napisać: Najlepiej byłoby uszyć ogromny pocztowy worek i w nim najpierw zatłuc wszystkie koty, a potem samemu wejść do tego worka i utopić się w leśnym stawie. Zabić się jednak nie mógł, bo… kto wtedy karmiłby pozostałe koty?

 

4. Stworzyli kwantowego Kota z Cheshire

– A skąd pan wie, że pan jest zwariowany?
– Normalny pies nie jest zwariowany – odrzekł Kot. – Zgadzasz się z tym, prawda?
– Sądzę, że ma pan słuszność.
– A więc taki normalny pies warczy, kiedy jest zły, a macha ogonem, kiedy ma powód do radości. Ja zaś warczę, kiedy jestem zadowolony, a macham ogonem, kiedy ogarnia mnie wściekłość. Dlatego jestem zbzikowany.

Kojarzycie Kota z Cheshire? Pewnie, że kojarzycie. Kto nie zna dzisiaj zawadiackiego zwierzaka z „Alicji w Krainie Czarów”. Otóż kot ten, chociaż w książce Lewisa Carrolla pojawia się zaledwie trzy razy, jest jedną z jej najmocniejszych postaci. Głównie dlatego, że potrafi pojawiać się i znikać w dowolnym miejscu i czasie. Co ciekawe, jako ostatni znika zwykle… jego uśmiech.

Alicja w Krainie CzarówFakt ten postanowili wykorzystać naukowcy z Uniwersytetu Technologicznego w Wiedniu. Pracując na wiązce neuronów, spróbowali oddzielić je od tzw. momentu magnetycznego. I tak, jak koci bohater oddzielony był od własnego uśmiechu, tak i cząsteczki zostały oddzielone od swoich właściwości fizycznych.

Od razu przypomina się tutaj inny naukowy kot, a mianowicie – kot Schrödingera. Czyli zwierzę, które może być jednocześnie… i żywe, i martwe. Nazwą tą w mechanice kwantowej określa się znany eksperyment myślowy, opracowany w 1935 roku przez Erwina Schrödingera. Obmyślił on urządzenie, działające na zamkniętego w pojemniku z trującym gazem kota. Poza zwierzęciem należało umieścić w nim źródło promieniotwórcze w postaci jednego atomu, zdolne wyemitować cząstkę promieniowania jonizującego, a także detektor promieniowania, który w momencie wykrycia owej cząstki uwalniałby trujący gaz.

Po zamknięciu pojemnika istniałoby 50 proc. szans na to, że kot jest żywy oraz kolejne 50 na to, że jednak martwy. Jeżeli bowiem doszłoby do radioaktywnego rozpadu i gaz zostałby uwolniony, to kot powinien zginąć. Jeśli do rozpadu by nie doszło – zwierzę wciąż pozostawałoby przy życiu. A to z kolei prowadzi do wniosku, że przed otwarciem pojemnika i sprawdzeniem jego zawartości kot jest jednocześnie i żywy, i martwy.

 

5. Koty mają swój musical. Do tego jaki!

„Koty” to jeden z najpopularniejszych, najczęściej granych i najbardziej kasowych musicali w historii. Już same okoliczności jego powstania warte są przywołania – oto brytyjski kompozytor, Andrew Lloyd Webber, szykował się do podróży samolotem. W sklepie na lotnisku jego wzrok przyciągnął tomik wierszy T.S. Eliota, poświęcony właśnie kotom. Ponieważ w dzieciństwie te same wiersze czytała mu matka, Webber z sentymentu postanowił je sobie przypomnieć.

kotyWtedy też wpadł na pomysł stworzenia musicalu, będącego później najdłużej wystawianym spektaklem w historii teatru musicalowego. Dość wspomnieć, że od dnia premiery w 1981 r., aż do głośnego zdjęcia z afisza po 21 latach, w roku 2002, „Koty” obejrzało ponad 50 milionów widzów w 26 krajach.

Akcja musicalu rozgrywa się na londyńskim śmietniku, będącym miejscem dorocznych spotkań kotów. Spotkania to zresztą nie byle jakie, bo poza opowieściami i wspomnieniami, na chwilę przed świtem następuje nominacja jednego z kotów do nowego życia w niebiańskim świecie. Tym razem spotkanie przerywają nieoczekiwane odwiedziny niebezpiecznego kota o imieniu Macavity, a także niechlubny powrót Grizabelli – niegdyś kotki pięknej, dziś starej i schorowanej. „Koty” to zatem nie tylko ciekawa historia, ale i niesamowite kostiumy, opanowane przez aktorów do perfekcji kocie ruchy, dobry dowcip i genialna piosenka „Memory”.

 

6. Powstała kuweta dla kotów, wzorowana na… norze hobbita

Oczywiście w Hollywood, gdzie najlepsi producenci rekwizytów budują w ramach programu „Super Fan Builds” nietuzinkowe przedmioty dla fanów filmów, komiksów, gier i szeroko pojętej popkultury.

kuwetaPrzy okazji premiery ostatniej części trylogii „Hobbita” Petera Jacksona dostali dość nietypowe zlecenie – otóż partnerka niejakiego Mischy Pollacka, zagorzałego fana „Władcy Pierścieni” i posiadacza niezliczonych gadżetów z tolkienowskiego świata, wpadła na pomysł stworzenia jak najbardziej oryginalnego domu dla jego dwóch kotów, nazywających się – a jakże – Bilbo i Frodo.

Tim Barker, specjalizujący się w tworzeniu rekwizytów, wraz ze swoją ekipą stworzyli więc porośniętą bujną zielenią kuwetę, przypominającą norę hobbita. Wiedzie do niej wyłożony kamieniem chodnik, zaś koty wita okrągłe wejście. Obok znajduje się drapak, owinięty wykonanym ręcznie sznurem i zaopatrzony w „oko Saurona”, wypełnione kocimiętką.

 

7. Grumpy Cat, czyli najpopularniejsza maruda na świecie

Grumpy CatGwiazda internetu, bohater niezliczonej ilości memów i mistrz jednej miny – przed Wami Grumpy Cat, czyli najlepiej zarabiający kot świata. Dla swojej właścicielki zarobił już ponad 100 milionów dolarów, czyli więcej, niż niejedna gwiazda Hollywood.

Zwierzę tak naprawdę nazywa się Tardar Sauce, jest kotką, a jej wiecznie skwaszona mina spowodowana jest wadą genetyczną, mającą związek z karłowatością.

Zanim kot zyskał rozgłos, jego właścicielka wiodła skromne życie kelnerki. Dziś może poszczycić się dochodami większymi od Ronaldo, zaś główna bohaterka zamieszania występowała już na okładkach takich gazet jak „The Wall Street Journal” oraz „New York Magazine”, ma własnego menedżera do spraw zarządzania marką oraz tytuł najbardziej wpływowego kota na świecie. Więcej na temat Grumpy Cata przeczytać możecie w osobnym tekście.

♦ ♦ ♦

Tutaj z kolei znajdziecie garść cytatów, poświęconych kotom. Jedne bardziej, inne mniej znane – wszystkie jednak dopełniające już i tak dość oryginalnego, kociego wizerunku.

Ponadto 9 marca nakładem wydawnictwa „Znak” na rynku ukaże się książka Madeline Swan, nosząca jakże wymowny tytuł „Historia kotów”.

♦ ♦ ♦

A na deser – piosenka:

fot. imarksm/pixabay.com