Kiedy kończy się miłość? Kiedy zadajesz to głupie pytanie

Na zdj. kadr z filmu „Wilk z Wall Street”, reż. Martin Scorsese

W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze. /Carlos Ruiz Zafón, „Cień wiatru”

Idziesz na trening. Wiesz, że zacznie się o godzinie 16 i skończy o 17.45. Albo ze znajomymi do kina. Jest równo 20, wystarczy dodać 120 minut seansu. Ewentualnie czas na reklamy. Ale nie wszystko jest tak precyzyjne. No to kiedy zaczyna się, a kiedy kończy się miłość?

Pół biedy, jeśli ktoś wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Wtedy ok, może wyznaczyć jakiś moment graniczny. Ale znakomita większość z nas spotykała się z kimś przez pewien czas, zanim poczuła, że to coś więcej, niż zwykła przyjaźń. Czasem może być to olśnienie, grom z jasnego nieba. Wiecie, takie zawołanie w głowie z mocnym wykrzyknikiem na końcu, że Boże, ja chyba go kocham! Ale czasem nawet i to nam się nie zdarza. Jesteśmy z kimś, jesteśmy, aż pewnego dnia orientujemy się, że wpadliśmy po same uszy.

Ale wyznaczyć koniec tej miłości jest jeszcze trudniej. Bo kiedy miałaby się kończyć? W przypadku zdrady? Kłótni? A może tak zwyczajnie, bez powodu? Może miłość wietrzeje tak, jak z czasem wietrzeją perfumy? Bo jeśli jest nam ze sobą dobrze, układa się jako tako, ale emocji większych za bardzo w nas już nie ma, to co wtedy? Czy to jest jeszcze miłość? A może tylko rutyna, przyzwyczajenie? I o tym właśnie mówi cytat z Zafona.

Bo nie wolno mylić miłości z przyzwyczajeniem. To, że uwielbiasz się przy kimś budzić, że uwielbiasz przy nim zasypiać, że kochasz wspólne poranki przy kawie i wieczory przy dobrym filmie, to nie zawsze jeszcze jest miłość. Jeśli byłaś/byłeś w związku i coraz częściej męczy Cię uporczywe pytanie: czy ja jeszcze kocham?, odpowiedź brzmi krótko: już nie.

I nie, nie chodzi o to, by przez całe życie czuć w brzuchu motyle i radośnie emanować tęczą. Nie ma się co oszukiwać – błysk w oku z czasem wygasa, namiętność po dziesięciu latach też już nie będzie taka, jak po pierwszej randce. Ale trzeba umieć odróżnić upływ czasu od zaniku uczucia. Wiedzieć, kiedy się kocha, a kiedy już tylko wspomina. Miłość to nie jest to, co między Wami było. To to, co między Wami jest.

Jasne, że każdy ma prawo do chwili zwątpienia. Jasne, że nie po każdej kłótni należy spakować walizki. Że należy dać sobie jeszcze jedną szansę. Jeszcze trzy, pięć czy dziesięć szans. Zawsze próbuj tyle, ile będzie trzeba. Albo tyle, na ile wystarczy Ci sił. Ale jeśli czujesz, że oto dobijasz do muru i nic więcej się nie wydarzy, odpuść. Kochać, to także umieć odejść i pozwalać innym odchodzić.

 

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment authors
KorektelkaUllalalaDot Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Ullalala
Gość
Ullalala

Co do tego cytatu „W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.”, w oryginale było o momencie, w którym przestajesz myśleć o tym czy kogoś kochasz („en el momento en el que te paras a pensar si quieres a una persona, ya has dejado de quererla para siempre.”) Angielskie tłumaczenie już jest wierniejsze “The moment you stop to think about whether you love someone, you’ve already stopped loving that person forever.” Nie wiem, czy w kontekście znaczenie jakoś lepiej się pokrywa i wiem, że nie ma co się rozwodzić nad słówkiem, ale tak chciałam… Czytaj więcej »

Korektelka
Gość
Korektelka

Przyzwyczajenie nie powinno definiować miłości, ale przywiązanie, bliskość – już tak.

Dot
Gość
Dot

„Chwila” jest synonimem „momentu”, więc mi nie przeszkadza. Najważniejsze, że sens został oddany w 100% :)

Ullalala
Gość
Ullalala

Nie chodziło tu o te słowa „chwila”, „moment”, tylko o pominięte „te paras” co oznacza przestajesz. Jakby przetłumaczyć dosłownie oryginał, byłoby: „W momencie, w którym przestajesz się zastanawiać, czy kogoś kochasz, przestałeś już go kochac na zawsze.”

Dot
Gość
Dot

Rozumiem oryginał, bo znam hiszpański. Jeśli chodzi o pominięte „te paras” zgadzam się z Tobą :)

Dot
Gość
Dot

„Jasne, że nie po każdej kłótni należy spakować walizki. Że należy dać sobie jeszcze jedną szansę. Jeszcze trzy, pięć czy dziesięć szans. Zawsze próbuj tyle, ile będzie trzeba. Albo tyle, na ile wystarczy Ci sił. Ale jeśli czujesz, że oto dobijasz do muru i nic więcej się nie wydarzy, odpuść. Kochać, to także umieć odejść i pozwalać innym odchodzić.”
Mimo że dwoje ludzi się kocha, nie potrafią się porozumieć – myślisz, że to możliwe? Że nie warto próbować po raz sto pierwszy, bo sytuacja jest jasna i niezmienna, więc nie ma co walić głową w mur?