Jak walentynki, to seks. A seks powinien być dobry

Na zdj. kadr z filmu „Wilk z Wall Street”, reż. Martin Scorsese

Nekrofilia mnie nie pociąga. Lubię, kiedy moje kobiety czują i odbierają bodźce.

E.L. James , „Pięćdziesiąt twarzy Greya”

W trosce o dzieci i wstydnisie uprzedzam, że to nie będzie grzeczny wpis. To będzie wpis o tym, że przytomna kobieta od śpiącej kobiety różni się tym, że czuje, reaguje, doświadcza. Że przeżywa emocje i daje im upust. Że ma swoje potrzeby i potrafi zaspokajać potrzeby swojego partnera. Że umie także dawać, a nie tylko brać. I że miejsce kłody jest w lesie.

(Tekst nie bez powodu celuje w walentynki, bo one mają to jednak do siebie, że jakoś wtedy wszyscy się bardziej kochają i łączą się w ich mózgu neurony, że jak walentynki, to seks. Chociaż mam nadzieję, że nie wszyscy i nie cały dzień spędzą jednak w łóżku, bo wtedy wpisu nikt nie przeczyta :-) A szkoda by było, bo może po nim będzie jednak ciut fajniej.)

Zacznijmy od tego, że „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to nie jest literatura wysoka. Nawet, jeśli trzymasz ją na najwyższej półce w domowej biblioteczce. Jakkolwiek nie oceniać jednak jej walorów literackich, prawdą jest, że zawstydziła niejedną panią, a w co niektórych kręgach zyskała nawet miano pornosa. Więc ja się pytam: dlaczego?

Czasy patrzenia na seks jak na odbębnianie małżeńskich obowiązków mamy od dawna za sobą. Rewolucję seksualną także. Dostęp do internetu to też raczej norma, więc i pornole da się oglądać do woli. I nie mówię, żeby zżynać z nich najdziksze akrobacje, gryźć zębami podłogę i krzyczeć tak, że sąsiad rozniesie miotłą sufit. Mówię, żeby nie bać się okazywać, co nam się naprawdę podoba. Żeby reagować na to, co robi partner, a jeśli nie robi wiele, umieć przejąć inicjatywę.

Kiedyś myślałam, że kobieta posłusznie rozkładająca nogi i zamykająca oczy z miną wyczekującą końca świata to mit. Ale poruszyliśmy ten temat przy jednym piwie, drugim. Z kumplami, rzecz jasna. Bo kobiety o seksie mówią skromnie, a i to zwykle komentując poczynania partnera, nie własne. I to, co usłyszałam, wydało mi się smutne. Czy każda z nas to petarda? Co druga to raczej niewypał.

Po pierwsze, wstydzimy się siebie. Nie lubimy własnych ciał, wiecznie są za chude/za grube, za mało jędrne, za mało opalone, za bardzo zaniedbane, za bardzo utuczone. Ciągle coś jest nie tak. Rada na to jest prosta: źle Ci ze sobą, więc zrób coś z tym. Albo pokochaj siebie taką, jaką jesteś, albo zacznij działać. Jasne, że figury modelki nie doczekasz się w tydzień czy dwa. Ale nigdy nie zaczynając, nie zbliżysz się nigdy do celu. Niezależnie jednak od drogi, którą obierzesz, pamiętaj – w seksie liczy się przyjemność. Twoja i jego. I to na niej Twój facet się skupi. Nie na tym, ile masz na brzuchu pieprzyków, ani jak w czasie akcji rozkłada się Twój cellulit. Naprawdę, będzie miał to w głębokim poważaniu, jeśli sam seks będzie dobry. Bo jeśli rozwalisz mu się na łóżku niczym Rosja na mapie, to nie dziw się, że jutro nie zadzwoni. Ani pojutrze. Ani nigdy.

Po drugie, jesteśmy pozamykane. Boimy się eksperymentować, paraliżuje nas każda myśl o jakimkolwiek urozmaiceniu (i nie, nie mówię o używaniu cukinii w roli wiadomego gadżetu), a łóżka trzymamy się równie mocno, co metalowego drążka w czasie przejażdżki tramwajem. Dziewczyno, puść się. Dosłownie, jak i w przenośni. Nie spodoba Ci się, to więcej tego nie zrobisz. A może spodoba i zaczniesz żałować, jak wiele dotąd traciłaś?

Po trzecie, siedzimy cicho. Jeden z moich znajomych zwykł sobie żartować, że seks to jedyna okoliczność, w jakiej kobiety potrafią zamknąć buzie. Tak, tak, to o nas. My, te wiecznie nadające, wiecznie mające coś do powiedzenia na absolutnie każdy temat, w czasie seksu mamy usta zasznurowane. No, czasem zdarzy się jakieś jęknięcie, ale o to nietrudno nawet w czasie porannego przeciągania albo sięgania po ciasteczka w kuchni. Na litość boską, reaguj! Nic tak nie nakręca faceta, jak kobieta, która umie komunikować. Niezależnie od tego, czy wbijesz mu w plecy pazury, czy wygniesz się z właśnie rozkoszy. Nie bój się jęków, mruczenia, wzdychania. Nie bój krzyknąć, jeśli masz na to ochotę. Ale jeśli przez cały czas trwania zabawy będziesz milczeć jak zabita, skąd on ma wiedzieć, czy wszystko jest z Tobą ok? Nie chciałabyś chyba, żeby co chwilę zastanawiał się, czy przypadkiem mu nie zemdlałaś. Albo nie usnęłaś. Z nudów albo zmęczenia.

Tylko nie przesadzaj z kopiowaniem wzorców. Może bohaterka „Pięćdziesięciu twarzy Greya” za szczyt wyrafinowania uznaje okrzyki w stylu Rany Julek czy O święty Barnabo, ale w prawdziwym życiu sprawdzą się raczej kiepsko. I nikt nie każe Ci pchać się od razu w sadomasochistyczną relację. Nikt nie każe przebierać w stroje pokojówki ani padać na kolana jak w co drugim filmiku Redtube’a. I bez tego może być Wam razem ciekawie. Ale jeśli poczujesz, że i na to masz silną ochotę – śmiało, bo seks jest dla ludzi.

I nie, nie ma nic złego w leżeniu i patrzeniu się w sufit.

Po seksie. Ale nigdy w trakcie.


PS. Tak, możecie uprawiać seks bez fajerwerków, po ciemku i po bożemu. Jeśli tylko obojgu jest Wam wtedy dobrze. Bo z seksem jest trochę jak z klockami Lego – niech się każdy bawi, jak chce ;-)