Jak nie marnować czasu? Ogarnij się, bo doby nie rozciągniesz

Na zdj. kadr z filmu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”, reż. Chris Columbus

Jeśli nie potrafisz wykorzystać minuty, to zmarnujesz i godzinę, i cały dzień, i całe życie! /Aleksander Sołżenicyn, „Oddział chorych na raka”

Tak, ja też chciałabym mieć czarodziejską różdżkę, która rozciągnie mi dobę przynajmniej o kolejnych dwanaście godzin. Takich, żeby na wszystko był czas. Faceta, siłownię, pedicure. Ale, nie oszukujmy się, czarodziejskich różdżek nie ma. A doba to nie guma, nie rozciągnie się. Tylko czy to brak czasu jest naszą największą bolączką? Czy może nieumiejętność zorganizowania go?

Cytatów o czasie jest tyle, że można by nimi wytapetować niejedną kawalerkę. Ale to tym lepiej pokazuje skalę problemu. Bo czas jest dla nas problemem. A raczej jego brak – tak już powszechny, że to najbardziej chyba uniwersalna wymówka ze wszystkich. Masz brudno w mieszkaniu? Unikasz spotkania ze znajomymi? Od trzech lat chodzisz w tych samych jeansach, zamiast pójść na zakupy? Nie znasz angielskiego, chociaż bez niego nigdzie się dziś nie dogadasz? Jak się wtedy tłumaczysz?

Jeśli jesteś matką trójki dzieci, pracujesz na etacie, po godzinach pomagasz w hospicjum, a wieczorami pielęgnujesz pelargonie na oknach, ok, szanuję to i nie wchodzę w dyskusję. Ale ile z nas jest rzeczywiście tak zabieganych, żeby wciąż narzekać na brak czasu? To nie czasu jest za mało. To my nie umiemy wziąć się w garść.

Prawda jest zresztą taka, że im więcej mamy czasu na wykonanie jakiejś pracy, tym więcej nam go ona zabiera. Zakładasz, że posprzątasz mieszkanie w dwie godziny. Zajmuje ci to trzy. A tymczasem wystarczyłaby jedna. O, jak łatwo by poszło, gdyby darować sobie ciągłe przełączanie kanałów w TV, spoglądanie na telefon, podjadanie z lodówki. Wszystko zawsze odwraca naszą uwagę, a to dlatego, że nie potrafimy się skupić na celu. Masz dziś posprzątać – po prostu wstań z kanapy i zrób to. To nie jest trzydniowy maraton, nie musisz co chwilę robić sobie przerwy. Niech tak mało istotne rzeczy, jak doprowadzenie do ładu własnej łazienki czy odkurzenie dywanu, nie przekreślają Ci całej soboty. Wstań, zrób swoje i miej wolne.

Prosta sytuacja – chcesz przeczytać książkę, ale od miesiąca nie masz na nią czasu. Najbliższy weekend też odpada, bo jedziesz z przyjaciółmi za miasto. W piątek dostajesz jednak wiadomość, że kogoś rozłożyła grypa i wyjazd trzeba przesunąć. Bierzesz się za książkę? Brawo, tak trzymaj. Zalegasz przed telewizorem albo śpisz do południa? Marnujesz czas, który Ci dano.

Rozejrzyj się wokół siebie. Dostrzeżesz tam ludzi, którzy łączą pracę po osiem godzin dziennie z kursem nurkowania, nauką wietnamskiego i robieniem własnoręcznie pizzy na każdą kolację. Albo takich, którzy jak Ty pracują na etacie, a w ciągu roku są w stanie odwiedzić 5 państw i 25 miast. A przecież wszyscy mamy tyle samo urlopu, wszyscy podlegamy tym samym świętom i dniom wolnym od pracy. Grunt, to dobrze te dni zorganizować. Tak zaplanować urlop, żeby wycisnąć z niego jak najwięcej. Długi weekend w domu? A po co on komu?

Zastanów się, co robisz z czasem, który masz. Może wystarczy wcześniej wstawać, mniej czasu spędzać na Facebooku, nie tracić miliona godzin na snucie się po galeriach handlowych albo domowe  zaleganie z pilotem w ręku.

Jest taki ładny aforyzm Stanisława Jerzego Leca.

Czas robi swoje. A Ty?