Jacek Poniedziałek: Hipochondryk, snob i geniusz

Rocznik 1965. Jeden z tych aktorów, którzy działają jak magnes niezależnie od tego, czy widzisz ich na scenie u Warlikowskiego, czy też przyłapujesz na chałturzeniu w jednym z podrzędnych, polskich seriali. Do tego homoseksualista po głośnym wyjściu z szafy, otwarcie mówiący o środowisku gejowskim i przyznający: tak, chcę świetnie wyglądać, bo grubi geje mają u nas pod górkę.

Do tego hipochondryk, któremu życie nieźle dało w kość już we wczesnym dzieciństwie. Snob, który wyszedł z ubóstwa i – przede wszystkim – fajny facet. Czasami porywczy, nazbyt charakterny. Ale za to jeden z najbardziej wyrazistych, jakie nosiły warszawskie teatry.

Jacek Poniedziałek – najlepsze cytaty:

Fragmenty książki „Jacek Poniedziałek. Wyjście z cienia”, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2010:

♦ Być gejem to wyzwanie. Musisz się starać, żeby wciąż dobrze wyglądać. Grubi w tym środowisku są często w pogardzie. To jest brutalne, ale tak to wygląda.

♦ Boję się chorób i śmierci, no i oczywiście starości. Zapewne wyniosłem to z domu. Wczesna śmierć ojca i brata dają o sobie znać w mojej psychice. Babcia też ciągle mówiła o chorobie i śmierci. Ja nie chcę chorować, dlatego szczepię się, na co się da, badam się raz do roku na wszystko, dbam o zęby, a jak tylko gdzieś mnie coś strzyknie, lecę do lekarza. Niektórzy nazywają mnie hipochondrykiem.

♦ Chcę być szczupły. Dlatego uprawiam te wszystkie sporty: pływam, ćwiczę jogę, jeżdżę na rowerze. Dają mi one psychiczną wolność od moich obsesji. Po każdym ćwiczeniu, po każdym basenie czy przejażdżce rowerowej jestem szczęśliwy. Osiągam spokój. A jeżeli nie znajduję na to czasu albo mi się po prostu nie chce, jestem na siebie zły. Bo te ćwiczenia oddalają wizję starego, tłustego cielska.

♦ Ciągle pamiętam biedę z dzieciństwa. Dlatego dziś nie potrafię żyć skromnie. Chcę sobie zrekompensować wszystkie chude lata i wydaję więcej, niż powinienem. Żyję jak lord. Nie gotuję, chyba że dla gości. Jadam regularnie w knajpach, jeżdżę na bardzo drogie zagraniczne wakacje: zimowe narciarskie i letnie – zawsze do Toskanii. Lubię dobre ciuchy, mam dosyć przyzwoity samochód, który dużo pali. Rower też mam bardzo dobry, nie umiem kupować tanich i kiepskich rzeczy. I mimo że świetnie zarabiam, ciągle mam problemy z kasą.

♦ Czy w czasach, kiedy tak dużo można – błyskawicznie się przemieszczać, dzięki sieci znaleźć sobie kogoś, stosunkowo łatwo zmienić swoje życie – ktokolwiek może być pewien, że poświęci swoją przyszłość, swoją wolność na ołtarzu miłości i choroby?

♦ Dojrzałość jest czymś, czego pragnę i czego mi czasem brak. Dojrzały człowiek nie ugania się za wszystkim, nie ulega emocjom. Stara się kierować rozumem. Ja zbyt często kieruję się impulsami. I popadam w zmienne nastroje.

♦ Jesteśmy postrzegani jako słabi, więc robimy wszystko, żeby wyglądem temu zaprzeczyć.

♦ Lubię alkohol, bo staję się po nim zabawny.

♦ Mam trochę grzechów na koncie. Za wszystkie przeprosiłem, wszystkie przepłakałem.

♦ Nawet jeśli nie jesteś szczęśliwym człowiekiem, nie potrafisz rozstać się z życiem, bo jednak jest wspaniałe. Daje tyle możliwości i tyle radości.

♦ Nienawidzę sztuczności. Widzę to w środowisku homoseksualistów, że się malują, ukrywają przebarwienia skóry, wstrzykują sobie botoks, depilują brwi, a nawet robią liposukcję. Ja też przez moment o niej myślałem, na szczęście w porę się wycofałem. Co to za frajda mieć na ciele cztery widoczne dziurki?

 

„Jacek Poniedziałek. Ludzie i koty”. Wywiad przeprowadził Maciej Kędziak, „Gala”, marzec 2014:

♦ Ból jest dla artysty źródłem, inspiracją.

♦ Brakowało mi punktu odniesienia – takiej latarni czy drogowskazu. Wszystko było chaotyczne, przypadkowe. Życie jak jakaś hybryda – bez wyraźnego celu.

♦ Mam w sobie jakąś niepewność. Podejrzewam, że za sprawą dzieciństwa. Wychowywałem się w bardzo chwiejnej rodzinie: ojciec alkoholik, który bardzo wcześnie umarł, a wokół mnie zostały kobiety: matka, siostra, babcia. Było też dwóch braci, ale oni właściwie nie mieli wpływu na mój rozwój.

♦ Nigdy nie lubiłem się przebierać w damskie ciuchy. Nawet jeśli to były wygłupy imprezowe, jakoś nigdy mnie to nie bawiło. Szminka czy kreska na oku, mascara, pomalowane paznokcie, nie są dla mnie. Wydawało mi się to obrzydliwe (…) Z jednej strony poczułem jakąś niezręczność oraz bardzo silny wstyd, a z drugiej – zachwyt, bo świetnie w tym wyglądałem.

 

„Jacek Poniedziałek”. Wywiad przeprowadzili Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke, „Playboy”, nr 5, 2009:

♦ Kopnąłem ostro w stare BMW. Powód był bardzo poważny. Otóż, mój przyjaciel twierdził, że należy jechać tędy, a ja mówiłem, że tamtędy. Zniszczyłem drzwi, ale w kwestii wyboru drogi miałem rację.

♦ Mam bardzo słaby charakter i czuję się źle, kiedy robię coś, co mnie nie cieszy. A seriale mnie nie cieszą. Z kolei, gdybym robił tylko to, co mnie cieszy, ale nie przynosi dostatku, też bym się frustrował. A wtedy zwykle sięgam po rzeczy, które szybko rozładowują stres: alkohol albo jointa.

Fot. Marcin Oliva Soto