IKEA robi to dobrze. Nawet, jeśli się krzywisz, bo wilk pożera babcię

– Babuniu! – powiedziała dziewczynka. – Jakież ty masz wielkie uszy!?
– Bym cię lepiej słyszała – odparł wilk, udając babunię.
– A jakie ogromne oczy!?
– Bym cię lepiej widziała.
– A jakie ogromne ręce!?
– Bym cię mogła lepiej schwytać.
– A jaką ogromną paszczę!?
– Bym cię łatwiej mogła połknąć. Rzekłszy to, wyskoczył wilk z łóżka i połknął biedną dziewczynkę.

Fragment bajki pt. „Czerwony Kapturek”

IKEA promuje adopcję psów

IKEA raz na jakiś czas musi zaliczyć wtopę – a to dziecko zadusi się kablem od lampki, a to ktoś kupi śledzie, w których znajduje się szkło. Tym razem rzecz poszła o miśka, to znaczy najzwyklejszą maskotkę. Przedstawiającą radosnego wilka w czerwonej, kraciastej koszuli i sympatycznie ściskaną przez niego, uśmiechniętą babcię.

I pewnie nikt by się nie przyczepił, gdyby nie fakt, że babcię można upchnąć wilkowi do paszczy, a stamtąd przeciągnąć do brzuszka. A potem ją stamtąd wyciągnąć i tak zresztą w kółko. Od razu pojawiły się więc głosy oburzenia, że jak to tak, żeby wilk zżerał babcię. Że to nie jest zabawka dla dziecka, pomysł niehumanitarny i uczy niechęci do wilka. I ja czytam te brednie i mam ochotę rzucić parafrazą z Bieńkowskiej, że sorry, takie mamy bajki.

Tak, tak, w bajce o „Czerwonym Kapturku” wilk NAPRAWDĘ zjadł babcię. A potem przyszedł myśliwy i rozpruł mu brzuch. Nie wiem, w jakiej żyć trzeba niewiedzy, żeby inaczej kojarzyć fabułę. A skoro dzieci od lat słuchają tej samej historii, to dlaczego by im jej w taki sposób nie podać? Czy maskotka, pokazująca to, co i tak serwuje im wyobraźnia, jest tu czemukolwiek winna?

IKEA promuje adopcję psówPoza tym w ostatnich dniach IKEA zrobiła coś o wiele lepszego, o czym większość mediów woli już jednak pomilczeć. Może dlatego, że rzecz się dzieje w Singapurze, nie w Polsce, a może dlatego, że nie leje się krew, a dzięki krwi najłatwiej sprzedać coś jako sensację.

Otóż tamtejsze sklepy postanowiły wspomóc schroniska i w ramach akcji Home for Hope poszukać domów dla bezdomnych psów. Ale jak poszukać! Zobaczcie sami, bo to jedna z najlepszych kampanii w temacie, z jakimi się kiedykolwiek zetknęłam. Otóż w sklepach szwedzkiej marki stanęły… tekturowe podobizny zwierzaków. Między tymi wszystkimi meblami i akcesoriami, między tak słodko i przytulnie zaaranżowanymi wnętrzami. Patrzysz i widzisz: tu dom, a tu pies. Cudowne dopełnienie obrazka.

IKEA promuje adopcję psówKlienci, odwiedzający sklepy IKEA, mogą podejść do wybranego zwierzaka, zeskanować jego kod QR, znajdujący się na obroży i dowiedzieć więcej o swoim potencjalnie przyszłym pupilu.

Naprawdę, takie akcje chwytają mnie mocno za serce. Pokazują nie tylko olbrzymią kreatywność stojącej za pomysłem agencji DDB, ale i rzeczywistą otwartość marki na tego typu przedsięwzięcia. Bo wspierać przy użyciu portfela potrafiłby każdy, ale przy użyciu głowy – to już prawdziwa rzadkość.

Oczywiście ludzie nie byliby sobą, gdyby i tu się nie przyczepili. Od razu pojawiły się bowiem pretensje, że to uprzedmiotawianie zwierzęcia, prezentowanie go w roli elementu wystroju domu, który – kiedy się znudzi – można wystawić za drzwi albo wymienić na nowszy.

pies12Więc ja chciałabym im powiedzieć, że nie. Że są sytuacje, kiedy cel faktycznie uświęca środki, a tekturowe podobizny zwierzaków w żaden sposób im krzywdy nie robią. A mogą rzeczywiście pomóc – może ruszy to czyjeś serce, tak jak ruszyłoby moje?

Poza tym to świetny dowód na to, że kampanie społeczne mogą być dzisiaj naprawdę dobre. Że nie musi zalatywać od nich nudą ani sztampą, bo nawet tak trudny i ograny na milion sposobów temat, jak adopcja psów, można przedstawić ciekawie. I to chyba o niebo ważniejsze, niż jakaś tam babcia, wciskana wilkowi do pyska. Ostatecznie brzuch się rozpina i w każdej chwili babsko może z niego wyjść.

A na materiał z kampanii popatrzcie zresztą sami: