Głupi i głupszy, czyli najgorszy typ czytelnika

Na zdj. kadr z filmu „Głupi i głupszy bardziej”, reż.  Bobby Farrelly, Peter Farrelly

Podobno bloger bez hejtera jest jak porno bez dźwięku, więc czasem niepokoję się, że u mnie jest raczej spokojnie. Natomiast na Facebooku potrafią dziać się cuda i o nich będzie dzisiaj. Przed Wami zatem moje ulubione pretensje ze strony tamtejszych czytaczy.

1. Przeklinasz / jesteś wulgarna

Jestem, to jestem, na chuj drążyć temat?

A tak całkiem serio, to może grzecznie wytłumaczę, że wulgaryzm to taki sam wyraz, jak każdy inny, a do tego cudnie naładowany emocjonalnie. Jak powiedział kiedyś Michael Fleischer, okrzyknięty profesorem od przekleństw, „polskie przekleństwa są soczyste i akustycznie wspaniałe”. A do tego jakże wymowne! Weźmy taką „kurwę”. Jak zbadali językoznawcy, może mieć ona aż 70 znaczeń i pełnić w zdaniu 40 różnych funkcji.

Nie przeklinasz? I śmiesz mówić mi, że to mój słownik miałby być uboższy?

2. Nie używasz wielkich liter w statusach na FB!

Powołując się tym razem na inny autorytet, a konkretnie – na prof. Jana Miodka – pozwolę sobie zauważyć, że litera może być co najwyżej mała lub duża, bo wielki to może być słoń. Natomiast dużych liter niekiedy nie używam, bo najzwyczajniej w świecie tak mi się podoba. Oczywiście możemy mówić, że taka jest konwencja, że licentia poetica, a poletko moje, ale po co? Od zawsze powtarzam, że mój blog jest jak dobry monopolowy – czynny 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, więc zawsze można do niego wejść, ale i zawsze można z niego wyjść. Obiecuję nie wysyłać za niewiernymi wyszkolonych psów.

3. Nie używasz na FB polskich znaków

To musiał pisać ktoś, kto jest nowy w technologiach i statusy na fejsie publikuje wciąż za pomocą telefonu stacjonarnego. Biały człowiek wiedziałby bowiem, że smartfony mają to do siebie, że ich słowniki są równie inteligentne, co rzeczny wąż i nie zawsze nadążają za wstawianiem ogonków. A nowe media mają to do siebie, że liczy się w nich czas, nie zaś hiperpoprawność. Jeśli kogoś razi zdanie bez polskich znaków, niech zostanie przy Harlequinach – w końcu nie treść jest ważna, prawda?

4. Twoja recenzja jest nieobiektywna

Klasyk. A tymczasem wystarczyło odpalić sobie Google’a i przeczytać, czym właściwie jest recenzja. A jest opinią. Opinie nie są obiektywne. Opinie to oceny. Byłeś na filmie? Podobał Ci się lub nie. Napisz z niego recenzję i uzasadnij swoje zdanie. Bo w recenzji jest tyle miejsca na obiektywizm, co Chanel No. 5 w komunikacji miejskiej latem.

5. Głupi by to lepiej napisał

Śmiało: kontakt@wyrwanezkontekstu.pl. Jak będzie dobre, to nawet opublikuję. Na forum dla grubych nastolatek.

6. A kim Ty jesteś, żeby mówić mi…

Ależ ja Ci nic nie mówię. To Ty wchodzisz i czytasz. Nikt nie każe, nikt nie zmusza, matka nie wpycha rosołu do gardła, a ojciec nie czyha z kablem w sąsiednim pokoju. Po raz kolejny wracamy do tematu zniewolonego czytelnika, skazanego na łaskę i niełaskę wszechmocnego blogera. Otóż – nie. Każdy z nas ma wolną wolę i decyduje o tym, kogo słuchać. Dlatego jedni słuchają rodziców, inni papieża, a jeszcze inni zespołu Boys. I ja to naprawdę szanuję.

7. To ma być śmieszne?

Chcesz, to się śmiej, a chcesz, to się zabij. Zadawanie tak kretyńskich pytań ma dokładnie tyle sensu, ile jedzenie banana ze skórką. Można, ale po co?

8. Za kogo Ty się masz?

Za królową angielską. Nie wiem tylko, co z tym faktem zrobimy.