Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma?

Na zdj. kadr z filmu „Cygan”, reż. Martin Šulík

Niewątpliwym atutem mieszkania na wrocławskim śródmieściu jest bliskie sąsiedztwo Romów. Na przykład dziś około 10 razy dostałabym zawału z powodu wybuchających co chwilę petard. Pozdrawiam serdecznie zwłaszcza dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, którzy nie tak dawno pisali, żeby w adwencie myśleć ciepło o Romach. Otóż myślę o nich tak ciepło, że boję się, żeby ich wszystkich, kurwa, nie poparzyło.

Dziś będzie inaczej: zamiast cytatu z książki lub filmu, bardziej osobiście, bo z mojego Facebooka. To takie radosne miejsce, w którym zamieszczam scenki z życia – raz są zabawne, raz smutne, raz przedstawiają mnie jako wsiowego głupka, innym razem – jako głupka z miasta. Ich specyfiką jest zwykle dystans. Do siebie, do świata. Dystans większy od tego, jaki pokonać musiałby Nermal, gdyby Garfield kiedykolwiek faktycznie wysłał go pocztą do Abu Dhabi.

Obrywa się tam wszystkim po równo – najczęściej jednak mnie, ponieważ od zawsze towarzyszy mi wybitny fart do robienia z siebie idioty. Nie potrzebuję w tym zresztą specjalnej pomocy, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że przeprowadzka na wrocławskie śródmieście nie miała wpływu na jakość i ilość moich wpisów i obserwacji. Rozważam nawet popełnienie książki o znamiennym tytule „Śródmieście jako źródło cierpień” – byłby to mój osobisty ukłon w stronę zarówno samej dzielnicy, jak i ojca Freuda, który roboty miałby tutaj po samiuśkie pachy.

Cytowany wyżej wpis cieszył się sporą popularnością. Pojawił się jeden tylko głos krytyczny, bardzo jednak dla mnie ważny. Wypowiedziała go jedna z osób mi najbliższych i przez to zmusiło mnie to do przemyślenia sprawy raz jeszcze.

Zarzut? Promowanie rasizmu, utrwalanie stereotypu, kreowanie mody na bycie antyromskim. No więc: nie. Nie jest modne bycie antyromskim. Nie jest modne bycie rasistą. Mam wrażenie, że modna jest postawa dokładnie odwrotna. Taka, która polega na gloryfikowaniu danej grupy czy narodu bez względu na jego rzeczywiste dokonania.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że w przypadku Romów problem faktycznie jest. Pamiętam swoje rozżalenie, kiedy „Gazeta Wrocławska” strzelała raz po raz mocnymi, uderzającymi w nich tekstami z tytułami typu: „Cyganie atakują na Rynku. Tylu żebrzących nie było od lat” czy „Fontanna w centrum zamieniona w basen dla Cyganów”. Uważam, że w mediach nie ma miejsca na takie zachowania, zwłaszcza, jeśli przejawia je największy dziennik w regionie.

Sama nigdy, ale to nigdy nie opowiedziałam się za krzywdzeniem jakiejkolwiek grupy społecznej. Opisuję jednak swoje życie niezależnie od tego, czy pojawia się w nim Rom, Dziewczynka z zapałkami czy reinkarnacja Steve’a Jobsa. Natomiast moje doświadczenia z Romami są takie, a nie inne.

To, czego doświadczam obecnie na wrocławskim śródmieściu, na tutejszych ulicach, podwórkach, pod sklepami i na poczcie, to jest inna rzeczywistość. Taka, w której spuszczam głowę, bo za każde niewłaściwe spojrzenie mogę dostać w twarz. W której przyciskam torebkę do siebie, bo widzę, jak romskie dzieci biegają i dla żartu potrącają innych przechodniów. W której muszę przechodzić na drugą stronę ulicy, kiedy naprzeciwko mnie idzie grupa młodych Romów, bo inaczej czeka mnie solidna wiązanka za to, że chodnik jest dla nas wszystkich za wąski.

Nie tak dawno pracowałam też na wrocławskim Rynku jako kelnerka. Widziałam romskie dzieci, podbiegające do stolików i plujące klientom na jedzenie. Dziewczynki, wypraszane przez moje koleżanki za kradzieże ozdób z baru, które – przyłapane – zamiast przeprosić i wyjść – gryzły, kopały i pluły. Widziałam ich matki, rzucające przekleństwa i klątwy. Widziałam to wszystko i nie godzę się dziś na stwierdzenie, że ciążący na tej grupie stereotyp jest podsycany przez zawistnych Polaków. Nikt go nie musi podsycać. Romowie robią to sami.

I nie, nie wydaję wyroku na całą grupę. Nie znoszę generalizacji, ale nie pozwolę też na udawanie, że wszystko gra, bo modne jest bycie dobrym. Bo modne jest bronienie uciśnionych i nawet w Piśmie tak stoi. Proszę raczej o odrobinę refleksji – nie tylko zanim się rzuci kamieniem, ale i wtedy, kiedy zechce się przed tym kamieniem za wszelką cenę kogoś bronić.

Oczywiście, nie wszyscy Romowie są tacy. Wierzę, że są wśród nich cudowni, wartościowi ludzie, lepsi ode mnie i od Was i nawet od małego Jezuska. Popieram szlachetną kampanię „Jedni z wielu”, która ma pokazać lepszą stronę mniejszości romskiej. Ale za wielki błąd uważam spuszczanie kurtyny milczenia na wszystko, co Romowie robią złego. Zamiatanie tego pod dywan, aby „nie umacniać stereotypu”. Nawracanie w końcu Polaków, traktowanych jako niesprawiedliwie uprzedzony ciemnogród. Może najpierw należałoby nawrócić pozostałych Romów, aby swoim zachowaniem nie dawali powodów do takiego myślenia?

Swoją drogą, zastanawiające, że nikt nie ma pretensji, kiedy uderzam w Polaków. Albo w samą siebie. Wtedy jest zabawnie i wtedy można się śmiać. Ale nie wolno uderzać w Roma, bo Rom to Rom, gatunek pod ochroną. No więc: nie. Każdemu po równo. Według jego zasług, a nie koloru skóry, narodowości czy sposobu, w jaki mówi słowo „banan”.