Dziecko ma to do siebie, że trzeba je najpierw urodzić

Na zdj. kadr z filmu „Juno”, reż. Jason Reitman

Widzi pani, która godzina? Pierwsza. A co robią normalni ludzie o tej godzinie? Śpią. Niech pani nie narzeka na niewygody, tylko zabiera się do roboty. Pani rodzi, a potem wszyscy idziemy spać.

Jeannette Kalyta, „Położna. 3350 cudów narodzin”

Nie, nie przymierzam się jeszcze do macierzyństwa, ale tak się złożyło, że moja przyjaciółka już tak. Kiedy więc zobaczyłam na półce tę książkę, złapałam w ręce i zaczęłam wertować. W ogóle często odczuwam maniakalną potrzebę przeczytania czegoś naprędce, a jeśli wpuścić mnie do księgarni, to mogę tam do zamknięcia tak stać.

I naprawdę, nie jestem z kobiet, które rozczulają się na samo wspomnienie malutkiego dziecka. Nie piszczę na widok wbitych w różowe śpiochy bobasów, nie wyrywam matkom niemowląt, żeby móc je ponosić na rękach. Nie kiziam i nie miziam, obchodzę szerokim łukiem. Nie odczuwam potrzeby bliskości, a już tym bardziej posiadania w tym momencie potomka. Ale ta książka!

Ponad trzy tysiące porodów. Dwadzieścia pięć lat doświadczenia i takie ciepło, że ta publikacja nie mogła bardziej się udać. Jeannette Kalyta napisała rzecz absolutnie fantastyczną, tak szczerą, wzruszającą i piękną, że nawet ja rozpływałam się cała w zachwytach.

Bo i czego w tej książce nie ma! Są tu mężczyźni, którzy wyciągają z toreb muszki, by – pełni elegancji – mogli przywitać na świecie swoje nowo narodzone dzieci. Są tacy, którzy w przedporodowej bieganinie pakują do aut bagaże i dopiero po kilku przecznicach orientują się, że zostawili żony przed domem. Są w końcu tacy, którzy wciskają pieluszki pod własne koszulki, żeby ogrzewać je ciepłem własnego ciała i otulać nimi maluchy.

Położna. 3350 cudów narodzinSą też mamy, pełne strachu i stresu, dla których ciąża to stan specjalnej troski, porównywalny z zagrożeniem życia. Takie, które w czasie porodów przeżywały swoje najlepsze orgazmy i takie, które wyklinały cały świat.

Jest w końcu pewna urocza para, która na drzwiach klatki schodowej przyczepiła czerwoną karteczkę z napisem: „Drodzy sąsiedzi, rodzimy w domu naszą córeczkę Anię. Może być głośno”. Piękno. Najczystsze piękno.

Ale ta książka to nie tylko zbiór chwytających za serce historii. To także autobiografia kobiety, na oczach której dokonywały się ogromne zmiany w polskim położnictwie. Która, sama rodząc, leżała z nogami uniesionymi wysoko na zimnych metalowych podnóżkach, z udami obwiązanymi skórzanymi pasami.

Której – już w czasie pracy – zdarzało się zaniemówić z wrażenia, gdy do sali z rodzącą potrafił wejść konserwator, żeby wymienić żarówkę. Prywatność? W Polsce? W szpitalu? Zapomnij.

I coś Wam powiem. Nienawidzę mówienia, że kobiety są stworzone do rodzenia dzieci. Że nie ma sensu chuchać na siebie i dmuchać, bo w końcu rodzimy od tysięcy lat i jakoś to gra. Na litość boską, nie przyszłam tu cierpieć za miliony i żadna inna kobieta także tu po to nie przyszła. Tak, ciąża jest stanem specjalnej troski. Tak, jest zagrożeniem dla zdrowia i życia. I to dwóch osób, nie jednej. I tak, mam prawo się bać. Oczekiwać zaufania, wsparcia i poszanowania mojej intymności. I wydaje mi się to tak bardzo naturalne, że trudno uwierzyć, że to wciąż działać może inaczej. Że kobieta nadal może być traktowana jako sprzęt do rodzenia. Worek, z którego dziecko samo wyskoczy, a który niepotrzebnie sieje wokół siebie histerię.

Że szpital wciąż bywa fabryką, w której matka i dziecko poddawane są taśmowej obróbce.

I tym bardziej fascynujące wydają mi się kobiety takie, jak ta. Które podchodzą do swojego zawodu z pasją i powołaniem. Które dobrowolnie rezygnują z życia prywatnego, by stale być pod telefonem i pomagać rodzącym wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebują.

Jest zresztą w książce piękny cytat. Słowa, jakie do Jeannette wypowiedziała kiedyś jej matka. „Nieważne, co człowiek robi w życiu, czy jest nauczycielem, sprzedawcą, profesorem czy sprząta ulice. To, co robi, musi robić najlepiej, jak potrafi, z sercem. Chciałabym, żebyś nigdy nie żałowała swojego wyboru. Chcesz być położną? Dobrze. Ale pamiętaj, musisz być w tym najlepsza”.

I myślę, że się dziewczyna spisała. A i książkę napisała taką, że ach.