Dostać wpierdol na ulicy Sympatycznej. Da się

Na zdj. kadr z filmu „Siódma pieczęć”, reż. Ingmar Bergman

– No i tak się zdarzyło, że zakochałem się w niej dokładnie wtedy, gdy ona odkochała się we mnie. Niezła ironia losu, co nie?
– To nazywasz ironią losu? Ja dostałem wpierdol na ulicy Sympatycznej.

Jakub Żulczyk

Nie, dzisiejszy wpis nie będzie o miłości. Ani nawet o ironii losu. Będzie o tym, że nie umiemy słuchać. A także o targowaniu się – o tym, że zamiast rozmawiać, ścigamy się na zdania. Że nie wchodzimy ze sobą w dialog, tylko prowadzimy dwa kiepsko zsynchronizowane ze sobą monologi.

Spotykasz się z przyjaciółką. Leniwy poranek przy kawie, urocze miejsce gdzieś w centrum miasta. Ona rzuca, że ma problem. A Ty zaczynasz od: „to jeszcze nic”, „u mnie tak samo”, „a ja…”

Ja, ja, ja. Pewnie, że jesteś ważna. Możesz być nawet pępkiem świata, możesz pić wino z wazonu i jeździć fioletowym Porsche. Ale nie na tym polega rozmowa. Kiedy jeden człowiek zaczyna coś mówić, drugi powinien go słuchać. A później nawiązać do tego, co mówił rozmówca. Rozmowa nie powinna przypominać gry w szachy, kiedy jedna strona czeka w skupieniu na ruch drugiej, żeby samej móc przystąpić do kolejnego ataku. To też nie wyścigi, nie chodzi o to, kto powie o sobie najwięcej. Chodzi o to, by autentycznie skupić się na tym, co ludzie mają nam do powiedzenia. I odpowiednio na to reagować. Dialog powinien opierać się na schemacie akcja – reakcja. Bo jeśli druga strona jest Ci potrzebna wyłącznie do tego, żeby się wygadać, to może lepiej zainwestować w kanarka?

Przeczytaj raz jeszcze ten fragment. Pierwsza wypowiedź jest właśnie o nieszczęśliwej miłości. O tym, jak ludzie się w tych swoich uczuciach mijają. Jak trudno zgrać się z kochaniem. To wypowiedź człowieka, który być może właśnie stracił szansę na miłość. I co słyszy od swojego rozmówcy? „Stary, nieważne, bo mnie tu właśnie pobili”. Pewnie nie pierwszy i nie ostatni raz. A już na pewno nie jakoś dotkliwie, skoro nie leży teraz w śpiączce gdzieś na dalekim OIOM-ie.

A zatem, czy naprawdę jest to historia, która nie może poczekać? Czy nie może zostać przytoczona za pięć minut czy dziesięć? Chyba, że ma służyć odwróceniu uwagi, szybkiej zmianie tematu. Wtedy ok, to też dobra metoda. Tylko czy tego właśnie oczekują od nas ludzie? Żebyśmy odwracali ich uwagę od realnych problemów, którymi chcieli się z nami podzielić?

Nie jest sztuką umieć mówić. Sztuką jest umieć słuchać. Nie licytować się na historie, nie zarzucać drugiego człowieka milionem tematów, tylko skoncentrować się na tym jednym, jedynym. Nie wyciągać co chwilę swojego „ja”. To nie jest królik z kapelusza, nie udusi się, jak jeszcze chwilę tam w środku posiedzi.

Warto słuchać, żeby później samemu być wysłuchanym. Bo jeśli zignorujemy kogoś raz, drugi, trzeci, to jaką mamy pewność, że zechce porozmawiać z nami jeszcze po raz czwarty? Że nie zostaniemy wtedy sami pośrodku pustej sceny, z gotowymi scenariuszami kolejnych monologów? A wtedy, Drodzy Państwo, będzie je można wsadzić sobie głęboko. Do kapelusza, albo gdzie kto chce.