Do wszystkich sfrustrowanych swoją pracą

Na zdj. kadr z filmu „Wielki Gatsby”, reż. Baz Luhrmann

Zawsze przyjmowałem tylko takie propozycje, które były zgodne z mym artystycznym, moralnym i obywatelskim światopoglądem, chyba że… potrzebny mi był większy basen.

Marcello Mastroianni

Pamiętam swoje oburzenie, jak znajoma rzuciła, że to nie jest tak, że nie ma pracy. Że jeśli czegoś już na dzisiejszym rynku nie ma, to pracowników. DOBRYCH pracowników. To jest: zdolnych, sumiennych, odpowiedzialnych, kulturalnych i punktualnych. Bo jak trafi się wreszcie ktoś ze szczątkowym choćby talentem, to od razu myśli, że jest królem świata. Tego nie zrobi, tamto mu uwłacza. Nikt nie przyjdzie do pracy choćby minutę przed czasem i nie zostanie w niej ani minuty dłużej. Zdziwiło mnie to wtedy – dopiero czas pokazał, że niepotrzebnie.

Kiedy pracowałam jeszcze jako dziennikarz w redakcji, miałam przyjemność rozmawiać ze stażystami. Też chwilę wcześniej byłam tam stażystką i traf chciał, że zostałam. Świeżo po studiach, w świetnym miejscu, z przyzwoitą pensją i na etacie. Czyli: da się. Przyszli nowi, mieli milion pytań. Każdy liczył na to samo. Na to, że się uda, że ich też wezmą do pracy. Tylko wiecie. Jest news do napisania, taki na 1000 znaków. Pomyślicie: kwadrans roboty. Pytam, za ile będzie gotowy. Widzę wystraszone miny, słyszę nieśmiałe: na jutro?

Dalej. Pracy od cholery, w redakcji nieogar. Pytam, kto może pomóc. Jedna nie może, bo się umówiła. Druga ma zumbę. Trzeci jedzie do domu, bo weekend. Dziękuję, to by było na tyle. Jak mówi polskie przysłowie: umiesz liczyć, licz na siebie.

Przydział tematów? Ten za głupi. Na tym się nie znam. A tego wolałbym nie. I wtedy się pytam: a kogo to, sorry, obchodzi? W pracy wyznaję zasadę wyrobnictwa. Piszę, o czym mi każą, bo taki jest układ. Wykonana praca to pieniądze, a pieniądze to szczęście i nikt mi nie wmówi, że nie.

Podjęcie pracy to także pewne zobowiązanie. Jeżeli dostajesz za nią pełnowartościowe pieniądze, to wykonuj też za nie pełnowartościową pracę. Jasne, że można wychodzić z założenia, że jaka płaca, taka praca. Ale jeśli od początku masz focha, bo zarabiasz źle, to najzwyczajniej na świecie odpuść. Dopóki nie masz trójki dzieci, kredytu na 30 lat ani zaawansowanego raka, możesz do zmordowania próbować. Szukać, zatrudniać się, zwalniać. Może nie będzie łatwo, ale praca wbrew sobie też nie należy do łatwych.

Natomiast jeżeli wypłatę masz dobrą, to naucz się to jednak doceniać. Mnie też zdarza się pisać głupie teksty na tępe albo totalnie nudne tematy. Na przykład o tym, jak wykorzystywać kompresory w pracach budowlanych, czym wykończyć betonowy kosz na śmieci, żeby mu dodać polotu oraz jak oświetlić elewację na święta, żeby sąsiedzi dostali czkawki z zazdrości. Ale piszę, dopóki mi za to płacą.

Tak samo jest z każdą inną robotą. Nie narzekaj, że jest do dupy. Jeżeli jest – zmień ją. Jeżeli nie możesz – nie myśl o niej, tylko rób swoje. Nie zastanawiaj się, czy to, co robisz, ma sens. Zastanawiaj się, co kupisz za zarobione w ten sposób pieniądze.

Gdzie pojedziesz na wakacje.

Oraz ile metrów będzie mieć Twój nowy basen.