7-latka ma pretensje do Lego. Bo to chłopcy przeżywają przygody

Na zdj. nowy zestaw z kobietami w roli głównej, fot. Lego

Wszystkie dziewczyny z klocków Lego siedzą w domu, chodzą na plażę i na zakupy i nigdy nie pracują. Za to chłopcy przeżywają przygody, chodzą do pracy, ratują ludzi, nawet pływają z rekinami.

7-letnia Charlotte na łamach listu do Lego, źródło: Time.com

Zdziwieni po przeczytaniu tych słów? Ja także byłam. Generalnie, jest wiele powodów, dla których żałuję, że nie urodziłam się chłopcem. Mogłabym wtedy śmielej podróżować, nie obawiając się, że skończę zakopana w tropikalnym lesie, pięć metrów pod pulchniutką ziemią. Mogłabym też w tym lesie sikać, nie denerwując się, że trawa łaskocze mnie w łydki oraz zalewać się w trupa od zmierzchu do świtu, bowiem w pijanym mężczyźnie jest jednak coś pociągającego i straceńczego (patrz: „Zostawić Las Vegas”), a pijana baba to tylko pijana baba. Natomiast nigdy nie przyszło mi do głowy, że z powodu niebycia chłopcem miałam zbyt dziewczyńskie zabawki.

Teraz „Time” publikuje fragmenty listu tej siedmioletniej podobno Charlotte i ja nie wiem, czy to efekt uboczny wyobraźni dziennikarza, nadgorliwość rodziców czy rzeczywiście dziecko takie samoświadome, że napisało do Lego z feministyczną pretensją. No i w tym całym Lego zamiast zaśmiać się z tego jeden z drugim, to chyba stwierdzili, że co będą z siedmiolatką zadzierać.

Jasne, że teraz kpię, bo krytyka producentów zabawek za powielanie krzywdzących kobiety stereotypów nie zaczęła się dziś ani wczoraj, ale, na litość boską, nigdy za dzieciaka nie przyszło mi do głowy, że dostaję bardziej kijowe zabawki, bo coś nie halo mam w majtkach. Owszem, wolałabym zestaw klocków ze strażakami od zestawu ze SPA, ale nie potrzebuję, żeby ci strażacy byli dziewczynkami. Ba, zdecydowanie bardziej wolę bawić się (z) chłopcami.

Poza tym zasada przecież jest prosta: wartościowy może być każdy, niezależnie od tego, co znajduje się w jego majtkach. Ani czym w dzieciństwie się bawi. Czy naprawdę potrzebujemy parytetów i politycznej poprawności także w produkcyjnych halach, z racji których legendarnym ludzikom będzie się domalowywać warkocze?

Okazuje się, że chyba trochę tak, bo Lego postanowiło ulec i wypuścić kolekcję pt. „Instytut badawczy”, gdzie w roli głównej występują kobiety-naukowcy. Napisałabym, że są to paleontolog, astronom i chemik, ale zaraz ktoś we mnie rzuci kamieniem, że nie, bo paleontolożka, astronomka i chemiczka. I wtedy scyzoryk mi się w kieszeni otwiera, bo serio, tak chcemy siebie nazywać? Serio podoba nam się szpieżka, ministra albo adiunktka? No ale to temat na inną dyskusję, wróćmy do tych zabawek.

Ich projekt przygotowała holenderska geochemiczka (sic!) Ellen Kooijman, znana także pod pseudonimem Alateriel Elensar. Już w 2012 roku pokazała swoje prace na platformie Lego, gdzie pasjonaci marki mają możliwość zgłaszania własnych propozycji. Układ jest taki, że jak któraś zbierze 10 tysięcy głosów poparcia, to firma zastanowi się nad jej produkcją. Wcześniej w ten sposób na rynek trafiły m.in. modele łazika marsjańskiego.

Teraz w ten sam sposób trafią na rynek i baby. Zażartowałabym, że oba projekty z kosmosu, ale wiadomo – polecą kamienie.