15 oznak tego, że bycie samą jednak Ci nie służy

fot. jaymantri.com

Rzucił Cię facet, albo oboje doszliście do wniosku, że nic dobrego z tego jednak nie wyjdzie. Wracasz więc do punktu wyjścia, to jest do pustego mieszkania, ewentualnie mieszkania z kotem lub przyjaciółką. I jeśli już po kilku dniach z nieba znów leci konfetti, to spoko, niechaj ten bal wiecznie trwa. Ale jeśli zdiagnozujesz u siebie jeden z 15 poniższych objawów, to otrząśnij się lepiej czym prędzej.

A zatem – co świadczy o tym, że bycie samą jednak Ci nie służy?

1. Żresz jak zła

Chociaż w poprzednim związku kuchnia służyła Ci wyłącznie do uprawiania seksu, od czasu rozstania nie wychodzisz z niej przez okrągłą dobę. Nagle odkrywasz w sobie drugiego Gordona Ramsaya, chociaż Twój tyłek to raczej już Kim Kardashian. Na zmianę pieczesz, gotujesz, jesz oraz zmywasz, a Chodakowska jawi Ci się jako zły sen. Słowo „dieta” ląduje u Ciebie w słowniku wyrazów obcych, zaraz obok takich słów jak „kocham cię”, „pragnę cię” oraz „seks”.

2. Tyjesz

Ale nie tak, że trochę, bo trochę to mogą być przecenione ciuchy w H&M. Tyjesz tak, że liczbą opon przebijasz niejeden zakład wulkanizacyjny, a kiedy stajesz w lustrze, zamiast Claudii Schiffer uśmiecha się do Ciebie ludzik Michelin. I nieważne, że przez całe życie byłaś raczej chuda – teraz o wszystko obwiniasz genetykę i nie robisz nic, aby nie przebić za chwilę wagą załadowanego po sufit tira.

3. Wyjesz jak bóbr

Byle co doprowadza Cię do rozpaczy. Pusta butelka, pełna butelka. Nawet gra w butelkę. Wszystko przypomina Ci byłego albo wyobrażenie przyszłego. Roztkliwiasz się zarówno na widok matek z dziećmi, jak i na nową reklamę Durexa. Gdybyś miała porównać się do jednego z punktów na mapie świata, prędzej byłaby to Niagara niźli mityczne Eldorado. Chociaż jak patrzysz na swoją szafę, to prędzej już Chinatown.

4. Zaniedbujesz się

Zaczynasz chodzić w ciuchach, w jakich nawet Bracia Figo Fagot chodziliby wyłącznie dla zgrywy. Stawiasz na rozciągnięte swetry i kolorowe leginsy, bo nic tak dobrze nie pasuje do przetłuszczonych już włosów. Makijażu nie robisz już wcale albo ponosi Cię w drugą stronę. Farbujesz włosy na kurczakowy blond, robisz niemodne już tipsy, a całość dopełniasz sztucznymi rzęsami, które z powodzeniem mogą zaczepiać o linie wysokiego napięcia. Wyglądasz tak strasznie, że nawet osiedlowy zakapior pierwszy mówi Ci „cześć”.

5. Upijasz się

Wstajesz w sobotę rano i myślisz, że wstawisz pranie, po czym wstawiasz jeszcze się. Później upijasz się też w inne dni tygodnia. Ale nie wódką, bo do tego brakuje Ci jaj, tylko piwem, winem albo tanią whisky. Nie pijesz butelki albo dwóch, po tygodniu wydaje Ci się, że sama jesteś butelką. Do tego słuchasz Natalii Nykiel, chociaż na trzeźwo sama dobrze wiesz, że ta muzyka jest po prostu zła. Na imprezach robisz za królową imprezy, chociaż stopniem upicia przypominasz co najwyżej giermka. W krytycznym momencie proponujesz, że zatańczysz na rurze, ale że wyszliście właśnie z klubu, to rzucasz się ochoczo na drogowy znak. Co gorsza, nie trafiasz.

6. Dzwonisz do byłego

Albo wysyłasz mu smsy w ilościach hurtowych. Zawsze po pijaku i zawsze z pretensjami. W przypadku jednym na tysiąc z propozycją seksu, ale przecież i tak się z tego wycofasz, bo do słownika wyrazów obcych dołączyła też depilacja.

7. Nosisz obciachową bieliznę

Pończochy zamieniasz na rajstopy, które z powodzeniem mogłabyś zaciągnąć w okolice szyi albo chociaż pępka, a stringi rytualnie palisz i wmawiasz sobie, że tak naprawdę, nigdy nie było Ci w nich wygodnie. Wygodnie jest Ci za to w majtkach, w jakich przechadza się każda polska sześciolatka, a jakie za zabawne uznajesz tylko Ty, Twoja matka oraz 60-letnia sprzedawczyni z targu, która właśnie Ci je sprzedała. Najlepiej różowe, błękitne albo zielone, z postaciami z kreskówek albo chociaż podobiznami Twojego ulubionego gatunku psa.

8. Kupujesz kota

Bo co to za różnica, do kogo się tulisz. Nazywasz go Garfield, Marian albo Salem, bo przecież imiona z bajek i seriali wydają Ci się takie fajne i śmieszne. Mówisz przyjaciołom, że teraz nikogo więcej nie potrzebujesz, bo wreszcie jest obok Ciebie ktoś, kto Cię rozumie i świata nie widzi poza Tobą. To ja mam dla Ciebie mały test. Wyślij kota po kubek gorącej kawy. I starzej się, czekając, aż Ci go przyniesie.

9. Okłamujesz innych

Wszem i wobec powtarzasz, jak fajnie jest być singlem i ile to masz czasu dla siebie. Zapytana, kiedy ostatnio byłaś w kinie, przeczytałaś książkę inną niż autorstwa E. L. James i czy zapisałaś się wreszcie na siłownię, odwracasz głowę tak mocno, że boisz się, że w końcu strzeli Ci kark. Ponieważ jesteś panią swojego czasu, a dawno już zniesiono niewolnictwo, nie robisz z tym czasem nic. Siedzisz, pijesz, śpisz i płaczesz, bo przecież Twoja doba jest znowu tylko Twoja i jak każdy biały człowiek, masz niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia.

10. Okłamujesz siebie

Powtarzasz sobie, że facet jest Ci niepotrzebny, bo przecież jak nikt na świecie kocha Cię Twoja najlepsza przyjaciółka. To ja nieskromnie przypomnę, że fakt ten nie rozwiązuje problemu Twoich orgazmów, a już z pewnością ich braku.

11. Robisz rzeczy, których normalnie byś nie zrobiła

Powtarzasz sobie, że co Cię nie zabije, to Cię wkurwi i dlatego każdy weekend spędzasz od teraz u matki. Tak naprawdę kryjesz w ten sposób lęk przed byciem samą, które, jak wiadomo, kojarzy Ci się nie najszczęśliwiej. Minus jest taki, że gdy wracasz do rodzinnej miejscowości, na każdym rogu mijasz sąsiadki ze wszystkowiedzącym uśmiechem, które muszą zapytać, kiedy: a) wychodzisz za mąż, b) rodzisz dziecko, c) wyprowadzisz się od rodziców. Nieważne, że nie mieszkasz z nimi od 1995 – zdołuje Cię nawet to.

12. Odkrywasz w sobie nowe pasje

Na zmianę: wspomniane już pieczenie, plewienie, robienie na drutach, haft krzyżykowy, modelarstwo, układanie puzzli oraz działalność na rzecz lokalnej społeczności. Wybierz jedno z listy albo od razu uderz się w łeb.

13. Włącza Ci się desperacja

Okrywasz w sobie małego terrorystę i postanawiasz przyprzeć do muru każdego samotnego mężczyznę, który przyjdzie na tę samą imprezę. Nie przeszkadza Ci nawet to, że ma 1,50 m wzrostu i śmierdzące pachy – ba, nie przeszkadza Ci także to, że całując Cię ma minę, jakby nakazał mu to kurator sądowy. Po którejś imprezie z rzędu ze smutkiem zauważasz, że nie umiesz wyjść z niej ani z majtkami na dupie, ani z koroną na głowie, co nie przeszkadza Ci w zamówieniu kolejnego drinka. Bo przecież zabawa ciągle trwa.

14. Wymazujesz z pamięci słowo „seks”

Nie, nie ma go już w żadnym słowniku, seks dla Ciebie już nie istnieje. Przecież to w ogóle nie było fajne i zawsze w trakcie układałaś w głowie listę na najbliższe zakupy. A jeśli już poprzednia impreza była całkiem udana i zdołałaś przytargać z niej do domu na wpół przytomnego faceta, to i tak z seksu nici, bo oboje jesteście tak pijani, że nie wyobrażacie sobie żadnej pozycji, która nie wymuszałaby na Was oparcia pleców. Dlatego rano otrzepujesz kolana i wmawiasz sobie, że to ludzka rzecz pomylić najebanie z miłością i wypraszasz tego biednego chłopca w rozpiętych od wczoraj spodniach, a on wychodzi bez słowa, jak stał.

15. Wpadasz w depresję

Jeszcze chwilę temu czułaś się pępkiem świata i chciałaś, żeby ten świat spijał z Ciebie tequilę. Teraz zmienia Ci się perspektywa i choć wciąż masz nadzieję, że ten sam świat ciągle stoi przed Tobą otworem, to coraz częściej nachodzi Cię myśl, że ten otwór to po prostu dupa.