„Zwierzogród”: Najlepsza bajka sezonu

Są trzy rzeczy, z których nigdy nie powinno się wyrastać. To bajki, marzenia i lody czekoladowe. Ostatnie moją mieć zgubny wpływ na nasze biodra, drugie – na stan konta. Natomiast pierwszych sobie nie żałujcie. Bajki bowiem mają tę magiczną moc przenoszenia nas do innego, lepszego świata. I taki jest właśnie „Zwierzogród”.

KAŻDEMU JEGO DZIELNICA

Nie pamiętam, kiedy ostatnio na jakimś filmie tak często piszczałam pod nosem: „Boże, jakie to ładne”. Bo zacząć trzeba od tego, że „Zwierzogród” to rzecz doskonała wizualnie. Wszyscy fani animacji będą rozpływać się w dopieszczeniu najmniejszych nawet detali. Genialne są bowiem zarówno postaci, jak i cała zwierzęca metropolia. Wszystko wspaniale nie tylko narysowane, ale i przemyślane.

Oto w Zwierzogrodzie tak wydzielono i przysposobiono bowem poszczególne strefy, aby stworzyć komfortowe warunki egzystencji dla przeróżnych gatunków. I tak Chomiczówkę zamieszkują najmniejsze gryzonie, a tamtejsza zabudowa rozmiarami przypomina co najwyżej domek dla lalek. Las Padas stworzono z myślą o mieszkańcach lasów deszczowych, a specjalny system nawadniania pozwala na utrzymanie wiecznej wilgotności. Starą Saharę zamieszkują z kolei zwierzęta pustynne, a Tundrówka to raj m.in. dla niedźwiedzi polarnych.

Wszystkie jednak mogą spotkać się w Sawannie Głównej, czyli ścisłym centrum miasta. Miasta, które funkcjonuje jak niezwykle sprawnie pomyślany mechanizm.

z11

z7

z2

TU SPEŁNISZ MARZENIA

Zwierzogród ma przy tym jeszcze jedną, niezwykle ważną cechę – każdy może tu zostać, kimkolwiek chce. Trochę to więc utopia, a trochę zwierzęce Hollywood. Słowem: miejsce, w którym mają spełnić się najskrytsze marzenia.

A marzenie główna bohaterka ma jedno. Wyrwać się ze wsi, gdzie od pokoleń jej rodzina słynie z uprawiania marchewki, i zamiast tego, zacząć pracować w policji. I pewnie wielu z Was zdziwi się, jaki to problem. Problem to natomiast duży, bo nasza Judy Hopps nie dość, że jest dziewczyną, to jest do tego… królikiem.

Kiedy udaje jej się skończyć policyjną akademię, do tego z wyróżnieniem, Judy ma szczerą nadzieję, że teraz zacznie się jej kariera. Przeszkodą okazują się jednak jej płeć i gabaryty – tym bardziej, że w towarzystwie nosorożców i bawołów nie prezentuje się na odprawie zbyt dumnie. Także sam komendant nie widzi w niej potencjału, wobec czego wojownicza Judy zostaje odesłana do kontrolowania… taksometrów. Wlepianie mandatów daleko leży jednak od jej marzeń, przez co królik popada nam w lekką depresję. Szybko na jego drodze pojawia się jednak… lis.

z8

z4

z6

 

JAK STARSKY I HUTCH

I tutaj wszyscy fani policyjnych teamów powinni czuć się usatysfakcjonowani. Towarzyszący odtąd Judy Nick Bajer jest nie tylko przedstawicielem wrogiego jej gatunku (tak, tak, przed wyjazdem z domu rodzice zaopatrzyli nawet naszego króliczka w specjalny gaz na lisy), ale i wrogiej profesji. Oto drobny przestępca początkowo podpada naszej Judy, aby z czasem stopniowo zacząć jej pomagać. I tak oboje angażują się w najtrudniejszą sprawę w historii Zwierzogrodu, a mianowicie – w sprawę zdziczenia drapieżników.

Ni z tego, ni z owego, mieszkańcy Zwierzogrodu zaczynają bowiem znikać. Co gorsze, w dość niewyjaśnionych okolicznościach. Coraz więcej mówi się o atakach szału, a kolejne zaginięcia wywołują panikę. A że burmistrzem miasta jest lew, to i on ma podstawy, aby zacząć obawiać się nie tylko o dobro swoich mieszkańców, ale i własną posadę…

Jak ze sprawą poradzą sobie nasze zwierzaki? Czyli zdołają w 48 godzin rozwiązać zagadkę, której nie podołała cała zwierzęca policja? Czy może nasz królik wyleci z pracy i raz na zawsze pożegna się z marzeniami? Naprawdę, powinniście to zobaczyć!

z10

z9

z1

 

WYBUCHOWA MIESZANKA GATUNKÓW

Od siebie wspomnę tylko, że ten film to prawdziwa petarda. To nie tylko wspaniała animacja i kolejne cacko od Disneya, ale przede wszystkim – genialna opcja dla całej rodziny. Nieważne, czy masz 20 czy 40 lat. Czy na seans zabierasz chłopaka, dziadków, czy też młodszą siostrę. Wszyscy ubawicie się przednio.

I niech nie zmyli Was, że to bajka. To przede wszystkim świetnie zrealizowany film przygodowy ze sporą dawką pierwszorzędnej komedii. Tutejszy dowcip jest naprawdę na najwyższym poziomie, a okraszenie go odrobiną emocji i wzruszenia wyszło mu tylko na dobre. Co więcej, fabuła została tu tak poprowadzona, że „Zwierzogród” ogląda się jak rasowy film akcji. Jeśli urzekły Was leniwce ze zwiastuna, idealnie parodiujące pracę polskich urzędników, to pomyślcie, że tutejszą mafią rządzi… mikroskopijny kret.

Ten film ma jeszcze jeden, niepodważalny atut. Jest mądry. W całym tym zalewie produkcji tandentnych i bezwartościowych, poza rozrywką przynosi także naukę. „Zwierzogród: to bowiem film o stereotypach. O tym, jakie potrafią być krzywdzące i jakie uprzedzenia niepotrzebnie w nas rodzić. Także tutaj, w świecie zwierząt, nie ominęły nikogo – lisy z pozoru są niebezpieczne, króliki z pozoru tchórzliwe, a owce z pozoru dobre. I tylko leniwce są jak leniwce. Klasycznie, po ichniemu, leniwe.

Słowem: do kina marsz!


A na zachętę – zwiastuny:


Instagram