7 powodów, dla których w walentynki warto się wybrać do kina [+KONKURS]


Zimowa wyprzedaż w Zalando! Rabaty do -70%


Istnieje masa powodów, dla których nie warto wychodzić czasem z domu. I to nawet nie takich, jak smog. Raz wolimy po prostu zawinąć się w kocyk i zrobić z siebie meksykańskie burrito, innym razem kotwica w postaci braku humoru przyczepi nam się do nóg. Jeszcze innym – już, już byśmy się gdzieś chętnie wybrały, ale akurat kanapa zabarykaduje nam drzwi. Natomiast walentynki to taki dzień, kiedy nikt nie powinien siedzieć w domu – ani w duecie, ani tym bardziej już sam. Dlatego dziś podam Wam 7 powodów, dla których warto wybrać się wtedy do kina oraz 1 sposób na to, by… zaliczyć lot nad Warszawą. Enjoy!


A zatem – dlaczego w walentynki warto iść właśnie do kina?

1. Na ekrany wchodzi nowy Grey

A konkretnie – „Ciemniejsza strona Greya”. Trudno sobie wyobrazić lepszą okazję, żeby zobaczyć ten film. Boski Jamie Dornan i towarzysząca mu Dakota Johnson powracają jako Christian Grey i Anastasia Steele w drugiej części ekranizacji światowego bestsellera E.L. James. Fanką książek nie jestem (a już na pewno nie polskiego tłumaczenia), ale oglądanie Dornana na wielkim ekranie to jakiś wyższy rodzaj przyjemności, którego nie śmiałabym sobie odmówić. Zwłaszcza, gdy towarzyszą mu piękne wnętrza, szybkie samochody i te wspaniale umięśnione plecy.

Poza tym to pozycja obowiązkowa zarówno dla fanek serii, jak i tych wszystkich par, które żar namiętności dawno już zamieniły na ciepło domowego ogniska. „Ciemniejsza strona Greya” w kontekście nadchodzących walentynek zapowiada się zatem jako doskonała gra wstępna – niezależnie od tego, jakie wcześniej panowały w Waszym związku reguły gry. 

50 Shades Of Grey GIF - Find & Share on GIPHY

2. Po ciemku łatwiej jest zrobić pierwszy krok

Jeśli natomiast dopiero zaczęliście się spotykać, a Twój nowy facet ma w sobie tyle odwagi, co patrzący pierwszy raz na profesora Snape’a Harry Potter, to zapewne nie będzie wiedział, co i kiedy może tak właściwie zrobić. I chociaż wiem, że obłapianie się w kinie było dobre na etapie gimnazjum, to jednak w kinie łatwiej się złapać za rękę czy – zwłaszcza na przerażającym horrorze – niby to przypadkiem w to jego ramię wtulić. Można też iść na ostatnią ekranizację „Makbeta”, którego nawet Michael Fassbender nie zdołał uratować i wtedy pójść na całość i zasnąć w fotelu na swoim chłopie, jak ja.

Odradzam tylko metodę z musicalu „Grease” – po pierwsze dlatego, że kino samochodowe mogłoby nie sprawdzić się w typowo polskie, lutowe walentynki, a po drugie dlatego, że to jednak było niestosowne, kiedy Danny próbował złapać Sandy za pierś. Kto pamięta scenę z trzaskającymi drzwiami, ten wie zresztą, jak bidulek skończył.


3. To pięknie weryfikuje, na jakiego trafiłaś faceta

Oglądałyście „Taksówkarza”, jedno z największych dzieł Martina Scorsese? Robert de Niro zagrał tam chyba swoją życiową rolę. Wcielił się wówczas w weterana wojny z Wietnamu, Travisa. I tenże Travis miał jeden, podstawowy problem – szalenie cierpiał na samotność. I kiedy już, już wydawało się, że oto strzała Amora może i jego wreszcie dosięgnie, wziął piękną Betsy na mocno oryginalny film. Dość chyba powiedzieć, że do kina… porno. No i tyle im wyszło i z randki, i w ogóle z miłości.

Mężczyźni, z którymi spotykałam się do tej pory, nie działali co prawda z podobnym rozmachem, choć nigdy nie zapomnę walentynek, które spędziłam na… „Jajach w tropikach”. Najkrótsza recenzja zawierałaby się w jednym słowie: DNO.


4. Ra – Ra – Rajan

Czyli film znany też jako „La La Land”, którego tytuł udało się uratować i tym razem nie powstał żaden potworek typu „Kra Kra Kraj” (to nie jest śmieszne – aż tyle szczęścia do tłumaczenia nie miał choćby ostatnio „Łotr Jeden”). Film od dnia premiery zbiera naprawdę dobre recenzje, tłumy walą na niego drzwiami i oknami, a – przyznajmy sobie szczerze – nawet niezależnie od tego wszyscy znamy przynajmniej trzy powody, żeby zobaczyć go na własne oczy. Te powody to kolejno: Ryan Gosling, Ryan Gosling i… Ryan Gosling. No i trochę też Emma Stone.

Co więcej, świetnie wpisujemy się też w klimat walentynek, bo „La La Land” to jednak komedia romantyczna, a do tego dajemy raz jeszcze porwać Damienowi Chazelle, który wcześniej stworzył naprawdę genialny „Whiplash”. I choć fanką musicali nie jestem, to korci mnie, żeby zobaczyć ten film.


5. E – E – Eryk

Oczywiście, Lubos. Jeśli kiedykolwiek miałyście wątpliwości co do tego, czy ze swoją dość problematyczną urodą nadawałby się do roli kochanka, to z pewnością rozwieje je jego ostatni film. „Sztuka kochania” w pierwszym rzędzie opowiada co prawda historię Michaliny Wisłockiej, ale i Lubos ma tutaj sceny, w których staje się numerem jeden. Jak sam o sobie mówi w wywiadach, ma twarz mordercy i wrażliwość dziecka, a dziennikarze już zdążyli zobaczyć w nim najbrzydszego polskiego amanta (choć moim zdaniem tę rolę zawłaszczył już równie cudowny Robert Więckiewicz). Jakkolwiek, choćby dla Lubosa warto zobaczyć ten film.

No i nie zapominajmy też o fabule – „Sztuka kochania” opowiada nam w końcu o bohaterce narodowej. O kobiecie, która zrewolucjonizowała seksualność Polaków i której książki czytały po sobie kolejne pokolenia. Ogromnie jestem więc ciekawa i samego filmu, i grającej główną rolę Magdaleny Boczarskiej. I w kinie będę wyglądać mniej więcej tak:


6. To lepsze niż granie w gry

Nigdy nie zapomnę, jak jedna z moich przyjaciółek postanowiła zrobić niespodziankę swojemu facetowi: obiecała, że w walentynki będą robić, co tylko szczęściarz zechce. W jej głowie snuły się już marzenia o romantycznej kolacji i szampanie w towarzystwie truskawek, a specjalnie kupiona na tę okazję bielizna skutecznie wyzerowała jej stan konta do czasu najbliższej wypłaty. Tymczasem co zaproponował jej chłopak? Tak, tak, że będą grać w gry. I nie, że „Twister”, „Monopoly” czy „Tabu”. Zamiast klasycznych planszówek, które miałyby może jeszcze odrobinę uroku – „Heroes” w wersji na PC.

Jak zareagowała wówczas moja przyjaciółka? Żeby Wam to jakoś zobrazować – jak Hulk w „Avengersach” na spotkaniu z Lokim.


7. Zawsze mogło być gorzej

A może zaliczasz się do tej części ludzkości, która – niczym mój facet – jak ma już obchodzić walentynki, to obchodzi je szerokim łukiem? I jak ognia unika wtedy wszystkich zatłoczonych miejsc, woląc celebrować to święto pod kocem, na własnej kanapie? Jeśli tak – pocieszę Cię. Może kino w Dniu Zakochanych nie zapewni Ci zbyt wiele romantyzmu i intymności, ale przypomnij sobie pewien bardzo stary i bardzo dobry film. Benjamin Braddock, czyli tytułowy „Absolwent” umówił się w nim na randkę z piękną Elaine, ale zamiast do kina, zabrał ją do… klubu ze striptizem. Taki miał chłopak gest!

Co gorsza, Twój facet mógł Ci się także oświadczyć – rozrzuciwszy na dywanie płatki róż i odpaliwszy zestaw tanich, czerwonych świec. Do tego, w domu Twoich przyszłych teściów. Jakby nie było w kalendarzu innych dat, a na świecie – lepszych miejsc. A po wszystkim zaproponować na przykład… lecący właśnie w telewizji mecz. To jak, może jednak kino? ;)


♥ UWAGA, KONKURS! DO WYGRANIA LOT HELIKOPTEREM! ♥

Z okazji zbliżającej się premiery „Ciemniejszej strony Greya”, Multikino przygotowało dla Was aż dwie niespodzianki. Po pierwsze, film będziecie mogli zobaczyć u nich przedpremierowo już 9 lutego, a po drugie… możecie sprawdzić swoje szczęście w niecodziennym konkursie!

Dlaczego niecodziennym? Ano dlatego, że nagrodą główną jest… przelot helikopterem! Do tego – w towarzystwie aktora Mikołaja Roznerskiego. Poza tym możecie też zgarnąć vouchery na produkty polecanej tu przeze mnie wielokrotnie marki God Save Queens.

Jak wziąć udział w konkursie?

W tym celu wystarczy wejść na fanpage Multikina na Facebooku i wysłać wiadomość prywatną o treści „Hey Grey”. W ten sposób rozpoczniecie rozmowę z automatycznym botem, który najpierw poprosi o akceptację regulaminu, a następnie zada Wam pytanie konkursowe. Proste? Proste! A w razie czego, tutaj znajdziecie małą instrukcję obsługi.

Ale uwaga, lepiej się pospieszyć! Konkurs już wystartował i potrwa jeszcze do 14 lutego, a wyniki zostaną ogłoszone już następnego dnia! Szczęśliwców o wygranej poinformuje ChatBot – także w wiadomości prywatnej. A zatem – do dzieła!


fot. główne: studiostoks/fotolia.com
grupa na fb fajne dziewczyny
ikona zapisu do newslettera

Instagram