Tom Hardy w podartych jeansach i przepoconej bluzie, czyli recenzja „Venoma”

Obiecałem sobie ostatnio, że będę częściej w kinie. Brakuje mi tego. Lubię obejrzeć coś od czasu do czasu, abstrahując już nawet od tego, na co się patrzy. Zwłaszcza, że lubię chodzić na filmy proste, niemęczące, czytaj: niezbyt wymagające. Takie, przy których odpoczywam i nie myślę zbyt dużo. Czasem kubeł tłustego popcornu i wiadro coli to jest to, czego mi trzeba. Ot, relaksuję się, wyciągając kukurydzę z dekoltu. Tak samo miało być i tym razem. Na ekranie „Venom”, a w fotelu ja – odprężający się przy oglądaniu filmu, na który zaraz po premierze wylano wiadro pomyj. 

„VENOM” OBERWAŁ ZA MOCNO

Tylko wiecie, jaki mam problem z tymi wszystkimi krytycznymi recenzjami? Ano taki, że recenzje to jedno, a odbiór widzów to zupełnie co innego. Film dostał po uszach od wielu krytyków, dziennikarzy, blogerów i znawców popkultury. Ale na Filmwebie i IMDB notuje twarde 7.0. Czyli powiedziałbym, że to taki przeciętniaczek.

Dlaczego zatem tak się dzieje? Ano dlatego, że krytyka skupia się w wielu aspektach na tym, o czym nie wiedzą przeciętni widzowie. Oni nie patrzą na odwzorowanie postaci z komiksu, poziom wykorzystania potencjału Venoma czy sensowność użycia tego czy innego antagonisty. Oni idą i oglądają. Podobnie jak ja. I wiem, że „Venom” dla wielu geeków będzie solą w oku. Tak, jak i cała masa innych, gorszych lub bardzo słabych produkcji. Tutaj jednak jestem w stanie zaryzykować tezę, że film oberwał za mocno. Zasłużenie, ale jednak za mocno.

Poszedłem więc na „Venoma” głównie z ciekawości. Z reguły nie robię sobie takiej krzywdy, bo jeśli widzę dość sensowną krytykę bez spoilerów, to zwyczajnie odpuszczam sobie taką produkcję. Ale „Venom” budził u mnie jakiś sentyment. To ciekawa postać, o której w zasadzie nie wiem nic poza tym, co przyniósł film ze Spidermanem. Film – nie nie bójmy się tego dodać – bardzo słaby. I „Venom” pasował w nim wówczas jak pięść do nosa. Ale nic to. Poszedłem, zobaczyłem, nie żałuję. Bawiłem się dobrze, chociaż film dobry nie jest. W mojej prywatnej skali to najwyżej średniaczek, ale średniaczek ciekawy.

venom

FABUŁA NIE PORYWA, ALE ŹLE NIE JEST

Fabuła w filmie superhero zwykle jest mało skomplikowana i przewidywalna. Może poza kilkoma wyjątkami nie są to raczej produkcje mocno zagmatwane, zawrotne czy nieprzewidywalne. Jest prosto. Czy musi tak być? Nie musi. Ale kategoria superhero toleruje takie proste rozwiązania. I ciężko mieć pretensje do twórców. Pamiętajcie, że tym razem za filmem stoi też studio, które nie ma doświadczenia, talentu oraz obsady filmowej pokroju Marvela.

Dlatego też nie mam jakiegoś większego żalu do „Venoma”. Fabuła jest bardzo prosta i łatwa do odgadnięcia, ale kompletna. Na seansie nie czułem się jak podczas sesji „Pamiętników z wakacji”, więc to już duży plus. Na minus zadziałała na pewno pierwsza połowa filmu – nudna i schematyczna. Druga za to próbowała widza zaskoczyć i czasami nawet się jej to udało.

venom

TO CO Z TYMI EFEKTAMI? 

A realizacja samego filmu? Zadowalająca. Słyszałem utyskiwanie na efekty specjalne, na brak mocnych scen. Ale moim zdaniem to nie jest wcale wielki problem tego filmu. Ba, jest nawet lepiej, niż się spodziewałem. Nie ma wielu wybuchów, nie ma pięknych krajobrazów, ale przecież „Venom” to film o szlamie z kosmosu. Ma być ciemny i mroczny. Żaden bohater nie strzela rakietami z tyłka, ale po co komu byłyby tu wybuchy i przesadzone efekty specjalne? Jest dobrze tak, jak jest. Serio.

Problem w zasadzie mam jeden i on wynika bezpośrednio z ingerencji studia w pracę reżysera. Film nie może się zdecydować, czym jest. Lekkim thrillerem czy śmieszkowatym filmem akcji. Z jednej strony może zjeżyć włos na ręku, a z drugiej strony wali humorkiem pokroju Tony’ego Starka. To trochę boli, bo ja nienawidzę niekonsekwencji. Ciężko mi ocenić, która wersja byłaby dla mnie ciekawsza. Na początku irytowało mnie wplatanie w film, który zapowiedział się jako thriller, tych dośmiesznionych kwestii. Potem nie wyobrażałem sobie kreacji Venoma jako tego typowego, złego aliena. Co będzie w kolejnej części? Wszystko w rękach reżysera. A może studia? Czas pokaże, ale wydaje mi się, że wersja wesołego kompana z kosmosu jest już przesądzona.

venom

TOM HARDY NIE UDŹWIGNĄŁ ROLI?

Szczerze? Nie znam Hardy’ego za bardzo. Nawet, jak oglądałem jakieś filmy z nim, to nie zwracałem na niego szczególnej uwagi. Ktoś kiedyś polecił mi serial „Tabu”, w który wsiąkłem i tam Hardy zrobił niesamowitą robotę. I to dla niego oraz dla samej kreacji Venoma poszedłem do kina. Natomiast słyszałem wcześniej wiele głosów, że Hardy nie udźwignął roli i wypadł raczej średnio. Co ja o tym sądzę? Cóż. Może to nie był jego szczyt, ale spokojnie dał sobie radę. Gra obok kreacji Venoma i tworzy z nim bardzo fajną postać. Czasami chłopaki sypią dość trywialnymi żarcikami, jednak koniec końców tworzą zgraną całość. Miło się na to patrzy.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie też sam Venom. Zakodowałem sobie w głowie obraz złego kosmity. A tymczasem tutaj fabuła się rozwija, pojawia się nieznaczny twist i nagle okazuje się, że zaczynam lubić Venoma tak, jak lubiłem te upierdliwe stworki z filmu „Gremliny rozrabiają”. I w zasadzie połączenie Venoma z Hardym daje ten miks, dzięki któremu pójdę na kolejną część. A reszta bohaterów? Niestety, bardzo przeciętna. Z antagonistą na czele. Ale o tym już kiedyś pisałem przy okazji filmów Marvela. Mało jest filmów superhero z ciekawym antyhero. Aczkolwiek scena po napisach zapowiada całkiem interesującego antagonistę drugiej części. I oby intuicja mnie tu nie myliła.

venom

TO IŚĆ DO KINA CZY NIE?

Wszystko to sprawia, że nie żałuję, że poszedłem do kina. „Venom” to nie jest to coś, co chciałbym zobaczyć drugi raz, ale z pewnością wart był tego jednego. I naprawdę liczę na to, że kolejna część wyklaruje i wypoleruje wszystkie zgrzytające elementy tego filmu. Bo pomysł na tę postać był fajny. Coś siadło na etapie realizacji, o czym otwarcie mówią zresztą nawet sami aktorzy.

Nie zmienia to jednak faktu, że produkcja jest lepsza niż wiele innych filmów tego gatunku. Ba, jest na pewno lepsza niż wiele filmów emitowanych równolegle w kinach. Jeśli więc chcesz obejrzeć Toma Hardy’ego w podartych jeansach i przepoconej bluzie (nie brzmi najlepiej, ale wygląda dobrze!), żyjącego w symbiozie z czasami zabawnym, czasami strasznym kosmitą, to jest to coś dla Ciebie. Do tego fajna muzyka, ciekawy klimat, trochę dobrego humoru. Czemu nie! Ja bym się nie zastanawiał ;-)

A dla nieprzekonanych – zwiastuny:

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment authors
PawełIwonn Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Iwonn
Gość
Iwonn

Eminem! Eminem nagrał świetny kawałek o nazwie Venom. I tyle mi wystarczy :) Marvel sam w sobie jest dla mnie świetny (brata mego po stopach całować będę za wciągnięcie mnie w ten świat). Film obejrzę. Będę też mieć w pamięci twoją recenzję ;)