Umberto Eco: Największe cytaty z mistrza

Żartował, że pisze książki na dwa tysiące najbliższych lat. – Piszę z myślą o okresie, gdy tych, którzy mnie krytykują, nie będzie już na świecie – mówił w jednym z wywiadów. Ale tych, którzy go krytykowali, nie było znowu tak wielu. Nie tylu bynajmniej, co czytelników. Dość wspomnieć, że samo „Imię róży” przetłumaczone zostało na 44 języki i ukazało się w ponad 30 milionach egzemplarzy.

Pytany natomiast przez dziennik „La Repubblica” o to, jak sobie radzi ze swoim sukcesem, rzucił kiedyś: „mam zawsze wyłączony telefon komórkowy i trzymam się od tego jak najdalej”. Od teraz jego telefon zawsze będzie już wyłączony, proszę Państwa.

Umberto Eco zmarł wczoraj, w piątkowy wieczór, 19 lutego 2016 roku. 

Dla tych, którzy znają i pamiętają – garść cytatów.


CMENTARZ W PRADZE:

Ludzi cechuje przede wszystkim to, że gotowi są we wszystko uwierzyć. No bo czyż Kościół przetrwałby prawie dwa tysiące lat, gdyby nie powszechna łatwowierność?

Ludzie nigdy nie czynią zła w tak szerokim zakresie i z takim zapałem, jak wtedy, gdy robią to z przekonań religijnych.

Na Boga, módlmy się, żeby nigdy nie zabrakło jakiegoś żyda, którego należy bać się i nienawidzić. Potrzeba wroga, żeby lud nie tracił nadziei.

Nienawiść to prawdziwie pierwotna pasja, anomalię stanowi miłość. Dlatego zabito Chrystusa – sprzeciwiał się naturze. Nie kocha się kogoś przez całe życie; to nadzieja niemożliwa do spełnienia (…) Można natomiast kogoś przez całe życie nienawidzić, pod warunkiem że zawsze jest, że stale naszą nienawiść podsyca. Nienawiść rozgrzewa serce.

Odi ergo sum – nienawidzę, więc jestem.

Trzeba w szczególności wiedzieć to, czego zdaniem innych się nie wie.

Wygrałem wiele bitew, ale jestem przegrany. Nadchodzi chwila, kiedy człowiekowi pęka coś w środku, powodując utratę energii i woli. Mówi się, że trzeba żyć, ale życie to problem, który z czasem prowadzi do samobójstwa.

Za sobą samym szczególnie nie przepadał, ale do innych żywił niechęć tak wielką, że siebie samego jakoś znosił.

Zawsze tak jest – jeśli ci się nie powiedzie, szukasz kogoś, aby oskarżając go, usprawiedliwić własne niedołęstwo.

Żyję z dnia na dzień, lubię ruch, żeby się ruszać, powietrze, żeby oddychać. Umrę, żeby umrzeć… I wszystko się skończy.


IMIĘ RÓŻY:

-A ty – zapytałem z dziecinną zuchwałością – nigdy nie popełniasz błędów?
-Często – odparł. – Lecz zamiast płodzić jeden tylko, wymyślam ich wiele, tak że nie jestem niewolnikiem żadnego.

Czym jest miłość? Nie masz niczego na świecie, ni człeka, ni diabła, ni żadnej rzeczy, którą miałbym równie podejrzaną jak miłość. Z tej przyczyny jeśli dusza nie ma oręża, który nią kieruje, wali się przez miłość w ogromną ruinę.

Dobrem dla księgi jest, by była czytana. Księga uczyniona jest ze znaków, które mówią o innych znakach, te zaś z kolei mówią o rzeczach. Bez oka, które je czyta, księga kryje znaki, które nie wytwarzają pojęć, a więc jest niema.

Kiedy ma się mało czasu, nie należy tracić spokoju. Musimy działać tak, jakbyśmy mieli przed sobą wieczność.

Księgi nie po to są, by w nie wierzyć, lecz by poddawać je badaniu. Mając przed sobą księgę, nie powinniśmy zadawać sobie pytania, co ona zawiera, ale co chce powiedzieć.

Namiętności same w sobie nie są złe, byle były miarkowane przez wolę, którą kieruje rozumna dusza.

– Nie jestem mordercą – zaprotestował
– Nikt nie jest, dopóki nie popełni pierwszej zbrodni.

Nigdy jeszcze nie widziałem, by jakaś machina, doskonała w opisie filozofów, okazała się równie doskonała w swoim działaniu mechanicznym. Gdy tymczasem nóż ogrodniczy wieśniaka, nie opisany wszak przez żadnego filozofa, działa należycie…

Piekło jest rajem, oglądanym z drugiej strony.

Prawdziwa miłość pragnie dobra przedmiotu miłości.

Sen za dnia jest jak grzech cielesny: im więcej go było, tym więcej się go pragnie, a przecież czujemy się nieszczęśliwi, jednocześnie zaspokojeni i niezaspokojeni.

Strzeż się proroków i tych, którzy gotowi są umrzeć za prawdę, gdyż – zwykle za sobą, często przed sobą, czasem zamiast siebie – pociągają śmierć licznych.

Świat nasz rodzajem labiryntu: wchodzącym – obszerny, chcącym wyjść – zbyt ciasnym się staje.

Wariaci i dzieci zawsze mówią prawdę.

Wszędzie spokoju szukałem i nie znalazłem nigdzie, jak tylko w kącie z książką.


O BIBLIOTECE:

Rzeczywiście, często się zdarza, że idzie się do biblioteki, bo chce się książki o znanym tytule, ale główną funkcją biblioteki, a przynajmniej funkcją biblioteki w moim domu i w domach wszystkich znajomych, jakich możemy odwiedzać, jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które, jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne.


O LITERATURZE:

Jedną tylko rzecz pisze się dla siebie i jest to lista zakupów. Służy do zapamiętania, co masz kupić, a kiedy już kupiłeś, możesz ją podrzeć, bo do niczego innego się nie przyda. Wszystko inne piszesz, żeby coś komuś powiedzieć.


WYSPA DNIA POPRZEDNIEGO:

Nieobecność jest bowiem dla miłości tym, czym wiatr dla ognia: gasi małą, podsyca wielką.

Pierwszą cnotą prawego człowieka jest pogarda dla religii, która każe nam lękać się rzeczy najnaturalniejszej w świecie, jaką jest śmierć.

Rozkosze miłosne to cierpienia, których się pożąda, to zespolenie słodyczy i męczeństwa, a miłość to dobrowolne szaleństwo, piekielny raj i rajskie piekło, to zgodność upragnionych przeciwieństw, bolesny śmiech i kruchy diament.

Skoro idea Boga nie jest znana w stanie naturalnym, mamy widać do czynienia z wynalazkiem człowieka.


WYZNANIA MŁODEGO PISARZA:

Jeśli chodzi o inspirujący pomysł: przez co najmniej dwa lata miałem ich wiele – a jeśli pojawia się zbyt wiele inspirujących pomysłów, to nieomylny znak, że w rzeczywistości wcale nie są one inspirujące.

Jeśli istnieją złudzenia optyczne, w wyniku których widzimy jeden obiekt jako większy od drugiego, nawet jeśli wiemy, że oba są dokładnie tej samej wielkości,to dlaczego nie miałyby istnieć takie złudzenia emocjonalne?

Po pierwsze „natchnienie” jest niewłaściwy słowem, którym posługują się sprytni autorzy, by przydać sobie artystycznego blasku i splendoru. Jak mówi stare porzekadło, geniusz to dziesięć procent natchnienia i dziewięćdziesiąt procent potu.


INNE:

Badaj twarze, nie słuchaj tego, co mówią usta.

Biblioteka ma zniechęcać do jednoczesnego czytania kilku książek, bo od tego można przecież dostać zeza.

Czasem czujesz, że coś się stanie, zakochujesz się nie dlatego, że się zakochujesz, zakochujesz się, ponieważ w danym momencie miałeś rozpaczliwą potrzebę zakochania się.

Jeśli trzymasz się wielkich ludzi, sam też stajesz się wielki, chociaż wielcy ludzie są w istocie bardzo mali. Władza jest wszystkim, nie ma więc powodu byś pewnego dnia nie wziął jej w swoje ręce.

Każdy skomplikowany problem ma proste rozwiązanie i jest ono błędne.

Kiedy człowiek czyta książki z medycyny, wmówi sobie zawsze bóle, o który one mówią.

Kolekcjonowanie książek przypomina akt masturbacji – odbywa się w samotności.

Książki to ubezpieczenie na życie, maleńka antycypacja nieśmiertelności. Raczej wsteczna (niestety!), niż spoglądająca w przyszłość. Ale nie można mieć wszystkiego i to od razu.

Kto czyta książki, żyje podwójnie.

Matka kretynów jest zawsze w ciąży.

Miast mówić lub milczeć, winno się działać.

Nie wszystkie prawdy są dla wszystkich uszu.

Stosunek heteroseksualny to najkrótsza droga do śmierci; przecież nawet dziecko wie, że ma on na celu prokreację, a im więcej ludzi się rodzi, tym więcej umiera.

Świat jest pełen rzeczy cudownych i że jeśli chcesz je poznać, musisz czytać księgi, bo życia by ci nie starczyło na wędrówki po całej ziemi.

Świat potępia łgarzy, którzy ciągle łżą, nawet w rzeczach błahych, nagradza zaś poetów, którzy łżą tylko w sprawach największej wagi.

Świat to koszmar, kochana, ja chciałbym wysiąść, lecz powiedziano mi, że nie można, że jedziemy pospiesznym, który nie zatrzymuje się przed stacją końcową.

Telewizja ogłupia ludzi kulturalnych i ukulturalnia ludzi, którzy prowadzą ogłupiający tryb życia.

W gruncie rzeczy podstawowe pytanie filozofii brzmi tak samo jak w powieści kryminalnej: kto zawinił?


fot. Dmitrij Paskevic/unsplash.com