Siedem lat później. Wellman i Wiśniewski ponownie w duecie

Co Janusz Leon Wiśniewski myśli o polskiej polityce? Czy kiedykolwiek przespał się z fanką? Jaka jest jego ulubiona potrawa? Jak wyobraża sobie swoje życie w Gdańsku? Dlaczego ukrywał w pracy fakt bycia poczytnym pisarzem? Skąd jego popularność w Rosji? Z jakimi pisarzami konkuruje na niemieckich półkach? Czy tęskni za krajem, interesuje się jego losem? Jak układa mu się z byłą żoną, z córkami? Czy wierzy w związki na odległość? Co myśli o celibacie? Jak dogaduje się ze współpracownikami-naukowcami, dla których pisanie powieści jest pewnie zwykłą fanaberią? Po co w końcu kobiety zostawiają mu swoje wizytówki? I co on z nimi robi?

Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie teraz w tej książce. Książce, która tak naprawdę jest zapisem rozmowy dwóch niesamowitych i bliskich sobie osób. Każde o mocnym charakterze, silnym tyłku, ale równie miękkim sercu. Każde o ugruntowanej pozycji zawodowej, z charyzmą, empatią, poczuciem humoru i inteligencją, jaką można by obdarzyć pasażerów kilku autobusów. Każde w końcu z własnym bagażem doświadczeń, systemem poglądów, granicą szczerości i intymności. Oboje wspaniali, choć tak bardzo różni.

KSIĄŻKA DLA KAŻDEGO?

Od razu ostrzegam lojalnie – „Siedem lat później” ma prawo nie spodobać się przy tym każdemu. Jeśli nie wie się, nie zna tych dwojga, nie ma pojęcia o tym, jacy są, z czego są znani, jak minęły im ostatnie lata – można poczuć się trochę jak rozbitek na ciemnym morzu. Bo ta książka to żaden tam wywiad, to absolutnie szczera, ciepła i wielowątkowa rozmowa, zaczepiająca o najróżniejsze konteksty. Ciekawa głównie dla tych, którzy wiedzą, kogo słuchają. Którzy zasiądą z nimi przy jednym stole albo na jednej kanapie i cierpliwie, w skupieniu, będą w stanie ich wiernie wysłuchać.

Sama mam to szczęście znać dobrze oboje – Dorota Wellman ani na chwilę nie daje o sobie zapomnieć, swoją przebojowością młócąc całe zastępy koleżanek po fachu. Bezpardonowo zabiera głos w sprawach dla ludzi najważniejszych. Potrafi zwyzywać księdza, nakarmić głodnego, stanąć po stronie kobiet, kiedy milczy nawet ich prezydentowa. To kobieta-taran, która nie godzi się na kompromisy i nie przebierając w środkach walczy o godne jutro dla siebie i dla innych.

Czy jest szczupła? Młoda? Zjawiskowo piękna? Nie i ma to tak głęboko gdzieś, że prędzej by się człowiek do złotego pociągu dokopał. Jest więc cudownym zaprzeczeniem tego, co wmawia nam dziś telewizja, a jednocześnie… sama w tej telewizji pracuje. I oby pracowała jeszcze długo, bo dzięki jej charakterowi i pazurowi wszystkie te śniadaniówki są po prostu lepsze.

NAUKOWIEC Z DUSZĄ HUMANISTY

Naprzeciw niej siada on – magister fizyki i ekonomii, doktor informatyki, doktor habilitowany chemii i… rybak dalekomorski. A do tego autor bestsellerowej powieści „Samotność w sieci”, „Zespołów napięć”, „Bikini”, „Granda” i kilkudziesięciu innych pozycji literackich, pisanych bądź to w pojedynkę, bądź w duecie – jak choćby „Miłość oraz inne dysonanse”, którą stworzył razem z Iradą Wownenko czy „Arytmia uczuć”, której współautorką była właśnie Wellman.

siedem lat pozniej okladkaCzłowiek, o którym mówi się, że jak nikt inny rozumie działanie kobiecych mózgów i serc. Wie, jak się przywitać, co powiedzieć, jak całować w nadgarstki. A także – jak widać – jak łączyć karierę wziętego naukowca, świetnie opłacanego w jednej z międzynarodowych firm, oraz polskiego pisarza, którego książki najnamiętniej czytane są w Rosji, a także… w Albanii, Turcji czy Wietnamie. Człowiek w końcu, z którym sama miałam przyjemność przeprowadzać kilka lat temu wywiad i który tak oczarował mnie swoją życzliwością, wdziękiem i dżentelmeństwem, że wyszłam spłoszona jak ostatnia pensjonarka, z drżącymi rękami i rumieńcami na twarzy.

I dokładnie teraz, po siedmiu latach od wydania pierwszej wspólnej książki, zasiadają ze sobą Wellman i Wiśniewski i rozmawiają, jakby tej wyrwy w czasie nie było. Jakby tylko kontynuowali raz zaczętą opowieść i z powodzeniem mogli snuć ją przez kolejne wieki. Bo taka trochę ta książka jest – bez twardego początku i końca, bez konkretnych widełek czasowych, jakby wyrwana z większego kontekstu, pokazująca kilka puzzli, ale jednocześnie puszczająca oczko do czytelnika, jakby mówiła: hej, dzieciaku, my mamy tego więcej.

O CO MOŻNA MIEĆ PRETENSJE?

Czy miałabym ochotę na więcej? Pewnie! Bo nieważne, o czym tych dwoje mówi – zawsze mówi ciekawie. Nieważne, czy rzecz dotyczy pierwszej miłości Wiśniewskiego, czy Krystyny Pawłowicz, czy porusza temat homoseksualizmu, niemieckich kazań, polskich małżeństw czy cmentarzy dla zwierząt – Wiśniewski i Wellman mają zdanie na każdy temat i nie boją się o tym mówić. Choć przyznać tutaj trzeba, że to on jest zdecydowanie bardziej zachowawczy i dyplomatyczny. To Wellman nie przebiera w słowach, o nic nie wstydzi się zapytać i nawet, gdy jej rozmówca robi uniki, to wie, jak poprowadzić rozmowę dalej.

Choć tu, jeśli mogę, to pretensję miałabym jedną – czasem te wtrącenia, tak naturalne w rozmowie, tracą, kiedy je przelać na papier. Nic nie wnoszą, sztucznie szatkują wypowiedzi na kolejne akapity, będąc jednak niewiele znaczącymi przerywnikami, rozpraszaczami. Wiem i rozumiem, że książka miała jak najwierniej oddawać zapis rozmowy, ale to jedno momentami mi przeszkadzało – to wcinanie się Wellman, kiedy Wiśniewski mógłby mówić i mówić. A ona wyskakuje z pojedynczym słowem, kończąc jego myśl, jakby jemu samemu zaraz miało tego słowa zabraknąć.

O wiele więcej chciałabym też Wellman w książce. Teraz to ona pyta, on odpowiada, przez co proporcje nie są jednak równe. Pewnie wynika to z samego pomysłu na tytuł, ale aż chciałoby się krzyknąć: to teraz w drugą stronę! Przecież Wellman jest tak ciekawa, tak wybuchowa, wyrazista i temperamentna, że rozmowa ukierunkowana już konkretnie na nią także by była wspaniała! Natomiast „Siedem lat później” polecam dzisiaj wszystkim, ciekawym tych dwojga. Zarówno fanom Wellman i Wiśniewskiego, jak i ludziom zwyczajnie otwartym, zainteresowanych tym, co drugi człowiek może mieć do powiedzenia. To lektura na dwa, może trzy wieczory, wywołująca całą gamę uczuć – od radości, przez wzruszenie, aż po podziw i złość. Złość, że do tanga trzeba dwojga, a przecież człowiek by tak chętnie do tych dwojga dołączył!


A na koniec, w ramach zachęty, siedem cytatów z książki:

Ja oczekuję od kobiety wyzwania – emocjonalnego, ale również intelektualnego. Jeśli dodatkowo ona potrafi mi jeszcze ugotować moją ulubioną kaszankę z kapustą i ziemniakami, to cudownie, ale nie jest to żaden determinant.

Ja się nie zgadzam z tym, że czas goi wszystkie rany, bo niektórych ran nie da się w ogóle wygoić, obojętnie, jak długo byśmy żyli.

Miłość to jest stan najwyższej ciekawości drugiej osoby.

Myślę, że siedem to nieprzypadkowa liczba, siedem, a nie osiem grzechów głównych jest tego najlepszym przykładem. I siedem cudów świata, i siedem sakramentów, i siedem cnót głównych, i to, że niebo i piekło podzielone są na siedem sfer i dlatego niektórzy mogą się znaleźć w siódmym niebie.

O miłości, o emocjach, o przeżyciach mogę pisać tylko po polsku. W innym języku nie byłbym pewny, czy wyraziłem to tak, jak chcę. Język to więcej niż słowa. Język to jest granie słowami, podwójnym znaczeniem. A ja tych subtelności nie potrafię wygrywać w innym języku niż polski.

Pierwsza miłość jest jak pierwsze tsunami. Dla niektórych to gigantyczna fala krótkotrwałego szczęścia, dla innych apokaliptyczna katastrofa, dla jeszcze innych to poruszanie się na fali euforii i tęsknoty.

To jest najważniejsza rzecz w życiu ludzkim – mieć swój azyl, swoje współrzędne geograficzne, w których chce się żyć i być z kimś.


Premiera książki już 31 sierpnia!

Instagram