Podano do łóżka #48: Gen taniej randki i smutne prawdy o życiu

W dzisiejszym odcinku zobaczycie ciężko zapracowane pingwiny oraz kolejny zestaw brawurowo zilustrowanych, życiowych prawd. Przeczytacie też o kulisach pozyskiwania środków na działalność gospodarczą oraz sensie ubierania dzieci w lumpeksach. Nie zabraknie także pięknych profili na Facebooku i Instagramie, relacji z zapierającej dech w piersiach Islandii oraz wywiadu z… Robertem Biedroniem. Będzie też trochę o macierzyństwie bez ściemy oraz szalonych nazwach w biologicznej nomenklaturze. A na deser zobaczycie cudną sówkę oraz rozwiążecie tylko z pozoru łatwy test. Miłego czytania!


Linki, w które warto kliknąć:

 Słowa zaczęły więznąć w gardle gdzieś między Selfoss a Vik. Nie umiem powiedzieć dokładnie, bo nie miałam do kogo się odezwać, żeby sprawdzić. Pomyślałam o kierowcy, ale od 40 minut trzymał jedną rękę w górze, próbując osłonić oczy przed światłem. Wyglądał, jakby dawał słońcu znać, że się poddaje. Ale Islandczycy nie poddają się łatwo. Czyli Maryśka Organ o wspaniałej podróży, z której zdążyła już wrócić, a której ja każdego dnia tak samo mocno jej zazdroszczę. Dopisując oczywiście Islandię do swojej listy marzeń.


 Wychowywałem się w rodzinie w której ojciec był alkoholikiem i przemocowcem. Była nas czwórka rodzeństwa, rodzice stracili pracę w latach 90. – zamknięto szkołę, w której pracowali. Musieli wyjechać do Stanów Zjednoczonych, moja mama straciła słuch, mój ojciec zachorował na raka i zmarł. Dowiedzieli się, że jestem gejem… Do tego pochodziłem z rodziny, która była – delikatnie mówiąc, sceptycznie nastawiona do religii, więc zostałem wychowany jako ateista. Proszę sobie wyobrazić dwa powody do wykluczenia: gej i ateista. Czyli Robert Biedroń (a prywatnie mój ulubiony polski polityk) w szczerym wywiadzie opowiada m.in. o tym, jak ludzie oczekiwali, że znajdzie sobie dziewczynę i będzie mieć dzieci.


 Jeśli tak jak ja kochacie piękne zdjęcia pięknych kwiatów, to koniecznie musicie poznać Kwiaty&Miut. Każdy ich bukiet jest po prostu przecudny!


 Smutne prawdy to taki mój zbiór humorystycznych obserwacji na temat złośliwości rzeczy martwych i innych frustrujących sytuacji, które z pewnej perspektywy wydają się całkiem zabawne. Bo w końcu jak, jeśli nie z odrobiną komizmu, wytłumaczyć sobie zdarzenia, które często nie ocierają się nawet o jakąkolwiek logikę? Czyli Paulina z bloga One Little Smile i kolejna odsłona jej fantastycznego pomysłu. Zawsze mam taką samą fryzurę i dokładnie taki sam podpis!


 Wiem, że dla wielu osób to problem – no ale jak to tak? Własne dziecko ubierać na szmatach? Czy takiego noworodka w ogóle można przyoblec w używanego pajaca za złotówkę?  Otóż można. Bo cena jaką się płaci za odzież dziecięcą nie jest odzwierciedleniem miłości rodzicielskiej.  Mówiąc wprost – to, że moje dzieci chodzą w ubraniach z lumpeksów nie znaczy, że ich nie kocham!  Moje dzieci nie będą czuły się bardziej kochane w szatach za miliony. Czyli Miss Ferreira z tekstem o tym, że ubiera dzieci w lumpeksach. Chociaż sama nie jestem w stanie tam kompletnie nic kupić, czytam ten tekst, rozumiem motywację i nawet podziwiam!


 I have this thing with floors, czyli jeden z najładniejszych i najciekawszych profili na Instagramie, jakie ostatnio wpadły mi w ręce. Znalezione na blogu Thoughts Blender, poleca się!


 Obraz macierzyństwa w mediach to głównie Photoshop: matki są wymuskane, szczupłe i promienne, dzieci czyste i uśmiechnięte. Inne spojrzenie nie jest mile widziane. Ten stan rzeczy wreszcie ktoś postanowił odczarować, a efektem tego jest książka „Macierzyństwo bez Photoshopa”. Autorzy przekażą całość honorarium na konto chorego na rdzeniowy zanik mięśni Mikołajka Kamińskiego z Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, więc jak chcecie poczytać, a przy okazji pomóc, to właśnie nadarza się doskonała okazja!


 Choć na co dzień jawią się nam jako grupa smutnych ludzi w jeszcze smutniejszych fartuchach, z twarzami zakrytymi maseczkami i okularami, z dłońmi skażonymi niebezpiecznymi substancjami oraz z sercami skąpanymi w ciekłym azocie, tak naprawdę naukowcy potrafią był całkiem miłymi istotami. Bywa nawet, że oprócz odmieniających oblicze świata odkryć, udaje im się nawet wymyślić wcale niezgorszy żart i nadać mu miejsce w oficjalnej nomenklaturze. Czyli Kasia Gandor i takie cuda jak… białko sonic hedgehog, pająk Dawidbowie oraz gen taniej randki. Te nazwy są po prostu piękne!


 Nie wiem, co to, nie wiem, skąd to, ale jest świetne. Pingwiny robiące na drutach i ubierające w swetry miśki polarne. Co prawda sezon jakby nie ten, ale sami tylko popatrzcie:


 W ramach dotacji na działalność gospodarczą możesz otrzymać ok. 21 tys. złotych. Dokładna kwota zależy od konkretnego urzędu pracy. Otrzymane pieniądze możesz wydać na to, czego potrzebujesz do pracy. Komputer, meble, narzędzia, samochód, strona internetowa, kampania reklamowa, towar do dalszej sprzedaży – opcji jest wiele. Jak je jednak zdobyć? Zdradzi Wam to Wojciech Wawrzak z bloga praKreacja.pl i jego tekst pt. Dotacja na działalność gospodarczą. Jak ją dostać? Sama z niej skorzystałam i wszystkim Wam mocno polecam! Wkrótce sama pewnie napiszę o tym wpis, a póki co, odsyłam Was właśnie do Wojtka.


 Na pewno znasz tych bohaterów książek dla dzieci i młodzieży, ale czy rozpoznasz ich tylko po opisie? Czyli świetny quiz do rozwiązania w mniej niż minutę! Wyłożyłam się na dwóch pytaniach – teraz Wasza kolej!


 A na koniec najsłodsze zdjęcie, jakie znajdziecie dzisiaj w internecie. Maleńka sówka, chroniąca się pod muchomorkiem przed deszczem!


fot. Markus Spiske/raumrot.com/pexels.com

Instagram