Po co komu kultura i kto powinien za nią płacić?

I będę mógł sobie kupić dużo książek i czytać je;
będę wieczorami chodził do taniego kina (…),
a nocami będę słuchał deszczu spadającego na miasto.
I tak będzie aż do wiosny. I aż do wiosny nie będę do nikogo mówił o miłości.

Marek Hłasko

Ponieważ nie jestem już najmłodsza, mam pewne swoje przyzwyczajenia. Nabiera się je zwykle z wiekiem, czasem wysysa razem z mlekiem matki. Jednym z nich jest słabość do kultury. Jeśli w portfelu zostanie mi 20 zł, a do kin wejdzie właśnie długo wyczekiwany film, prędzej spędzę wieczór w sali kinowej, niż zjem sensowny obiad. Jeśli mój ulubiony pisarz (choć tym akurat jest Hank Moody, z którym problemu nie ma, bo… on nie istnieje) wyda po kilku latach wreszcie nową książkę, to ja nie pójdę na wyprzedaż do Mango, bo zamarzyła mi się akurat nowiutka torebka. W życiu są rzeczy ważne i ważniejsze i od tego, co ktoś ma aktualnie w szafie lub w portfelu, bardziej liczy się dla mnie to, co ma w sercu i głowie.

Wracając jednak do tych przyzwyczajeń, to co roku w lipcu odwiedzam Wrocław, gdzie dzieje się fantastyczny festiwal filmowy. Nowe Horyzonty, bo o nim mowa, pozwala na obejrzenie filmów, które w znakomitej większości nigdy nie trafią do regularnego repertuaru. Oglądasz więc rzeczy totalnie inne, czasami cholernie dobre, a czasami cholernie dziwne, potykasz się o aktorów i reżyserów, a jak jesteś szczęściarzem, jak ja, to zdarzy Ci się nawet zasnąć na Andrzeju Chyrze (co prawda oglądając film o holocauście, ale – jakby nie było – przespanie się na kimś to prawie jak scena łóżkowa).

Sami więc widzicie, że sentyment muszę mieć spory. Jakie więc było moje zdziwienie, kiedy – potknąwszy się o znajomego, usłyszałam: „O, Ty znowu na festiwalu? Nie szkoda Ci czasu i pieniędzy”? Od razu chciałam zapytać, czy nie szkoda mu honoru na robienie z siebie idioty, ale mężczyźni, zwłaszcza ci niewidziani od lat, mają u mnie taryfę ulgową. Natomiast popatrzcie na to tak: czy szkoda Wam czasu na przymierzenie dwudziestu par spodni w Zarze? Czy szkoda Wam pieniędzy na wypicie zimnego piwa z przyjaciółmi? Czy w końcu szkoda Wam czasu i pieniędzy, by spędzić wakacje na przykład na Cyprze? Cholera, no nie! Bo są rzeczy, potrzebne i ciału, i duszy.

KIEDY ROZWIJA SIĘ TECHNOLOGIA, ZWIJA SIĘ CZŁOWIEK?

Książka, film, muzyka, obraz – to wszystko jest po to, żeby zwojów w naszym mózgu nie przysłoniły tabele Excela. Żebyśmy nie zabili w sobie do końca dziecka ani tej wspaniałej ciekawości świata, jakie każdy z nas od narodzin w sobie ma. I pewnie, że możliwy byłby świat bez Dostojewskiego, Kinga i Gombrowicza, tak samo jak bez Felliniego, Hitchcocka czy Bergmana, ale… co to byłby za świat? Kultura to nie tylko przekaz, to także doświadczenie, czucie, emocje. I chociaż niektórym kojarzy się tylko z kulturą bakterii w jogurcie, to dobrze jest pamiętać, że stoi za nią trochę większy sens.

Pamiętam, jak przeczytałam kiedyś słowa pewnego rosyjskiego pisarza, Siergieja Łukjanienko, który uważa, że inteligentny człowiek, będąc w obcym mieszkaniu, powinien najpierw obejrzeć książki, a potem dopiero resztę. Bynajmniej nie dlatego, że budzi się w nim zmysł szpiega i od razu chce zlustrować, co drugi człowiek w tym swoim domu ma. Ale dlatego, że książki szalenie dużo mówią o danej osobie. I nieważne, czy na jego półkach zalegają „Muminki”, Kafka, Grochola czy też „Zabić drozda”. Ważne jest to, czy ktoś w ogóle czyta. Bo czytać to znaczy żyć podwójnie, poszerzać swoje horyzonty, wzbogacać język, odkrywać nowe światy. To chcieć być innym człowiekiem, podróżować między stronami i między fabułami.

I nawet, jeśli są to książki specjalistyczne, o coachingu, biznesie czy programowaniu, to świadczą o tym, że człowiek chce się jednak rozwijać. Bo z dzisiejszą cywilizacją problem mamy jednak taki, że – mimo banalnie łatwego dostępu do kultury – jako społeczeństwo wciąż się rozwijamy, ale jako jednostki, pod względem kulturalnym przynajmniej, coraz mocniej i boleśniej się jednak zwijamy. Trochę jak naleśnik, a trochę jak człowiek, który wraz ze swoim kocem chce stworzyć arcysmutne burrito.

KTO MA PŁACIĆ ZA KULTURĘ?

Co z tego, że mamy XXI wiek i coraz lepsze technicznie cywilizacje, kiedy nie potrafimy dotrzeć do drugiego człowieka, a rozwój emocjonalny i duchowy większości ludzi pozostaje w epoce kamienia łupanego? – pytał Woody Allen i ja dzisiaj Was także o to samo zapytam. Ale ktoś inny może zapytać: po co nam w ogóle kultura? Po co te muzea, biblioteki, galerie, kina i czytelnie, w których nie ma ludzi? Po co nam wykładać pieniądze na kulturę, z której nikt nie korzysta? Po co utrzymywać jakąś postrzeloną mniejszość, skoro większość woli od świtu do zmierzchu zapieprzać w korporacjach, a w godzinach wolnych od pracy łapać Pokemony? No właśnie po to, moi drodzy. Żebyśmy kompletnie nie zidiocieli i nie wrócili mentalnie do czasów mamutów i jaskiń.

I to nie jest tak, że kiedyś były książki i dobre filmy, a teraz już tylko smartfony, tablety i granie na konsoli. Technologia nie wyklucza kultury, nie wypiera jej jak ciasne jeansy nadmiaru ciałka z boczków. Jedno i drugie wspaniale się uzupełnia i jedno drugiemu jest dzisiaj potrzebne. Dlatego przez komórkę zarezerwujesz bilet do kina albo wypożyczysz książkę. Zobaczysz streaming z koncertu i przeczytasz powieść. Głupotą byłoby kazać ludziom wybierać. Sztuką jest pokazać im, jak jedno połączyć zgrabnie z drugim.

I tutaj wielki buziak po raz kolejny wędruje w stronę T-Mobile, które finansowo dzielnie wzięło te Nowe Horyzonty na klatę (a zaraz potem także festiwal Dwa Brzegi). Bo w ten sposób pokazuje, że ładuje swój hajs nie tylko w kolejne anteny czy podwyżki dla dyrektorów, ale w coś, z czego wszyscy możemy korzystać. W czasach, kiedy wydawać by się mogło, że mecenat kultury jest bliski wymarciu jak niegdyś dinozaury, wciąż znajdują się marki, które mimo znakomitej pozycji na rynku potrafią wyciągnąć rękę do tych małych. Pomóc, dofinansować, zrealizować. Zatem da się? Da się. Ale do tego trzeba mieć też otwarty umysł i serce, a nie tylko sprawny kalkulator.

COŚ WIĘCEJ NIŻ TELEWIZOR Z JAPONII

Kiedy słyszę słowo kultura, odbezpieczam rewolwer – powiedzieć miał pewien niemiecki dramaturg (czy może raczej: grafoman) Hanns Johst. Tymczasem pięknie przerobił to Godard w swoim filmie pt. „Pogarda” – tam amerykański producent mówi do artysty: Kiedy słyszę słowo kultura, sięgam po książeczkę czekową.

I tak to powinno działać – jeśli państwo nie jest na tyle rozsądne, by inwestować w kulturę, powinien to robić sektor prywatny. Tylko chętnych dzisiaj ze świecą szukać. I chociaż zabrzmi to jak laurka w stronę T-Mobile, to podtrzymuję swoje zdanie z poprzednich lat, że dzięki niemu Nowe Horyzonty naprawdę są festiwalem na miarę Europy. Tym bardziej więc powinniśmy być dumni z tego, że z takim rozmachem robi się dziś wydarzenia w Polsce.

A tym, którzy nie czują się przekonani co do sensu istnienia kultury jako takiej i nie rozumieją, po co w naszym kraju kręci się filmy, organizuje podobne eventy czy wydaje książki, przypomnę pewien wymowny cytat z Andrzeja Sapkowskiego:

Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.

fot. filins/fotolia.com

18
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment authors
LilyBratzacieszycielaNatonatorKasia z CzasNaZiemi.plRunBrash Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Nieidealna Anna
Gość
Nieidealna Anna

Puenta na końcu tekstu jest idealnym podsumowaniem powyższych rozważań. Mam bardzo podobne odczucia, że kultura była, jest i zawszę będzie częścią mojego życia. Wyrosłam już z pogoni za wyprzedażami w sieciówkach, teraz podobnie jak ty ostatni grosz ładuję w nową książkę, spektakl czy płytę. Cieszę się, że w sieci można nadal wpaść na „bratnią duszę” :)

@agnesonthecloud
Gość
@agnesonthecloud

Dziękuję po raz kolejny za piękny kąsek treści. Przy okazji czuję się miłe połechtana, hehe, bo jestem typem, który jak wchodzi do kogoś do domu, to najpierw gapi się na książki. I to jest też jedyny powód, dla którego nigdy nie zostanę minimalistką. Wydam ostatni grosz na kolejną i następną i setną książkę, bo ich potrzebuję do życia. Jak inni wielu spodni od Zary, zapewne.
Mądry, poruszający ostatni akapit i cytat z Sapkowskiego.
Dziękuję.

Natonator
Gość
Natonator

Post naprawdę świetny. Tak kultura jest naprawdę ważna w życiu ja może wielkim miłośnikiem filmów nie jestem ale książek to już co innego. Dlatego też tak mnie boli że kultura w dzisiejszych czasach jest droga. Jak to ujęła moja mama: „30/40 zł za książkę, za bilet do teatru 100 zł i społeczeństwo się dziwi że dzieci teraz książek czytać nie chcą i tak dalej? Przeciętny człowiek zarabia 1000 zł z czego musi opłacić rachunki i pokupować potrzebne rzeczy, jedzenie a do tego te szkolne książki i inne pierdoły! I znać tu człowieku 100 zł na jedno wyjście dla jednej osoby… Czytaj więcej »

Bratzacieszyciela
Gość
Bratzacieszyciela

sa biblioteki, chomikuj, nie trzeba zaraz ksiazek kupowac, zeby poczytac

Natonator
Gość
Natonator

Wspomniałam w moim komentarzu o bibliotekach…

Bratzacieszyciela
Gość
Bratzacieszyciela

ok, widze, ale istnieje nie jedna, a wiele, mozna skladac bezplatnie (z tego co sie ortientuje) zamowienia w bibliotekach publicznych i sprowadza metoda wypozyczen miedzybibliotecznych, jest tez chomikuj.pl, a tam naprawde mozna znalezc sporo pdfow ksiazek, klasyki, wspolczesnych, nawet zdarzaja sie bestsellery (nie lubie tego slowa), jesli chcesz – znajdziesz sposob, jesli nie chcesz znajdziesz powod.
Zdaje sobie sprawe, ze latwo sie wymadrzac, nie znajac wszystkich okolicznosci, ale tak naprawde sprawy sa proste. Czytaja nawet niewidomi, a im jest o tyle trudniej