Planeta Singli 2: 8 argumentów na NIE i tylko 2 trochę na TAK

Niech zgadnę: oglądaliście pierwszą część, uśmialiście się, wzruszyliście i aż przebieracie nogami na samą myśl, że w kinach właśnie odpalili drugą? Spokojnie, miałam tak samo. Co więcej, tak samo miał też jakiś milion innych ludzi, którzy pognali dotąd na seans. I aż mnie ciekawość zżera, ilu z nich przeżyło podobne rozczarowanie. Bo – nie oszukujmy się – „Planeta Singli 2” ma z jedynką tyle wspólnego, co zamek królewski z zamkiem błyskawicznym.

Żeby nie było – ja też dałam się nabrać. Po premierze jedynki pisałam Wam, że tak udanej komedii romantycznej dawno w polskim kinie nie było. Ba, ja nadal to podtrzymuję! Natomiast miałam szczerą nadzieję, że „Planeta Singli 2” chociaż będzie próbowała tamtej dorównać. A ona jest dokładnie taka, jak każda inna, typowo polska komedia romantyczna. Jest ZŁA.

A dlaczego? Może ja to po prostu wypunktuję.

Planeta singli 2

1. ZA MAŁO ANI I TOMKA

W pierwszej części mogliśmy obserwować perypetie chyba najgorzej dobranej pary na świecie. Ona – skromna, poukładana i zahukana nauczycielka muzyki i on – gwiazda telewizyjnego show, z łatką szowinistycznej świni i przeszklonym apartamentem w wieżowcu gdzieś na ostatnim piętrze. Oglądanie tego, jak się ścierają i docierają, jak w końcu się w sobie zakochują – to była wyborna rozrywka. Naprawdę, dawno nie kibicowałam tak żadnej filmowej parze i o ile rozumiem, że „Planeta Singli 2” miała pokazać też tę ciemniejszą stronę związku, tj. czasowe rozstanie, to jednak bez tej chemii między bohaterami wyszło z tego przedsięwzięcie na wskroś nieudane. To trochę tak, jakby obiecać ludziom rurkę z kremem i zapomnieć o kremie. Czyli trochę wstrętnie.

Planeta singli 2

2. ŻENUJĄCE ŻARTY

Nie, nie mam kija w tyłku i potrafię śmiać się z największych durnot w polskim internecie, ale to, jaki poziom humoru prezentuje „Planeta Singli 2”, lekko mnie jednak przerosło. Wprowadzenie postaci jogina poprzez zbliżenie na jego wydatnego – a jakże – penisa? Danie mu na imię Panir – wiecie, jak ten ser, bo chyba tylko takie słowo kojarzy się co niektórym z kulturą indyjską? Ćwiczenia, symulujące kopulację i podziwianie skapującego mu po plecach potu, który ląduje prosto na czyjejś twarzy? To naprawdę miało być śmieszne? Czy może to, jak pies nałykał się tabletek, oczywiście na erekcję? A może wyśmiewanie się z otyłego dziecka i dialogi w stylu:

– Mam problemy z gruczołami.

– Jakie? Żeżarłeś je?

No w opór śmieszne.

Planeta singli 2

3. NAJLEPSZA POLSKA KOMEDIA REKLAMOWA

Jeśli już trzymamy się gatunków, to „Planeta Singli 2” na pewno może pretendować do tytułu najlepszej polskiej komedii reklamowej. Naprawdę, product placement jest tu równie subtelny jak grypa żołądkowa i chociaż sama nie mam totalnie nic do reklam w filmach, to jednak przypomina mi się stare, dobre powiedzenie, że co za dużo, to i świnia nie zje. Wielokrotnie migające logo mytaxi? Ok, przecież jakimiś taksówkami muszą po tej Warszawie jeździć. Logo Vaio? Ok, przecież z jakichś laptopów muszą korzystać. Ale scena napisana tylko po to, żeby zareklamować Pyszne.pl? Albo hit: scena z automatem, gdzie są same Princessy i – poza fatalnym zbliżeniem na wafelki – pada jeszcze coś w stylu „uratowałem swoją princessę”. A to wcale nie koniec. Aż chce się spojrzeć w kalendarz i zastanowić, czy do polskiego rynku reklamowego dotarł 2018 rok.

Planeta singli 2

4. SZTAMPA GONI SZTAMPĘ

Ja rozumiem, że komedia romantyczna – a przecież tym jest właśnie „Planeta Singli 2” – to gatunek, którzy rządzi się własnymi prawami. Że jest cała masa kalek, które w kolejnych jej odsłonach są po prostu powielane. Ale nie można by tak… inaczej? Chociaż troszeczkę mniej przewidywalnie? A już finałowa scena, w której Ania pędzi taksówką na lotnisko, żeby powstrzymać przed odlotem Tomka, jest chyba jedną z najbardziej zgranych. Przecież to się działo nawet w „Przyjaciołach”! Niestety, to jest przy okazji najlepsza scena całego filmu. I to chyba przeraża najbardziej. Jakby twórcy byli świadomi, że skopali cały film, więc skończyli go z przytupem, żeby widz przeżył swoje katharsis, popłakał się na koniec i przy wyjściu z kina został z poczuciem, że w gruncie rzeczy to było całkiem śmieszne i fajne.

Planeta singli 2

5. ALE TO JUŻ BYŁO

Kojarzycie, czym jest w ogóle Planeta Singli? To taka aplikacja randkowa, trochę w stylu Tindera. W drugiej części na plan główny wysuwa się aktualizacja do niej o nazwie Grawitacja. I ta Grawitacja – za pomocą specjalnego algorytmu – ma z dokładnością do jednego procenta określić, czy dane osoby do siebie pasują. Spoko, nie? Tyle, że to jakby plagiat. Piszę „jakby”, bo oczywiście możemy bronić twórców tym, że taki wątek pojawiał się pewnie w wielu innych filmach, ale… on pojawił się nawet jako bardzo konkretny film. Kojarzycie „Miłosny algorytm”? Właśnie ma go w swojej ofercie Netflix. Tam pewna młoda programistka opracowuje rewolucyjny algorytm randkowy, który ma… No właśnie. Ma działać tak samo, jak nasza Grawitacja. Nie wiem, może to być oczywiście przypadek, ale mnie – znającej „Miłosny algorytm” – patrzyło się na „Planetę” bądź co bądź podejrzanie.

Planeta singli 2

6. NAJGORSZY PODRYWACZ EVER

I od razu uprzedzam: nie, nie chodzi o Karolaka. Przeciwnie, Karolak tutaj to taki trochę Rocky Balboa i jak dla mnie, razem z Weroniką Książkiewicz ratują mocno ten film. Ich wątek jest zdecydowanie najlepszy, dialogi najlepiej napisane, a iskry lecą między nimi takie, że z chęcią zobaczyłabym film, w którym zagraliby dla nas na pierwszym planie. I uważam, że bez nich „Planeta Singli 2” w ogóle by się tu nie udała. Natomiast chodzącą katastrofą jest dla mnie postać Aleksandra, czyli coś na kształt polskiego Steve’a Jobsa. O matko. No nie da się, ale to nie da, nic dobrego o nim powiedzieć. Nie wiem, czy to grający go Kamil Kula nie ma w sobie za grosz charyzmy, czy po prostu twórcy filmu nie mieli dla niego litości, ale tak płaskiej i nijakiej męskiej postaci nie widziałam już dawno. Rozumiem zamysł – geniusz, technologie, idealnie wyreżyserowane randki. Ale werwy w tym nie było ani grama, autentyzmu tym bardziej. I nie wiem, kto miałby się na tę miłość nabrać – chyba tylko gimnazjalistki i do tego pijane.

Planeta singli 2

7. SEKS, SEKS, SEKS

Owszem, lubię. Seks na ekranie nie mierzi mnie ani trochę, żarty z seksu – nawet te świńskie – tym bardziej. Ale ile można! Pomijam już te zbliżenia na penisa, pomijam nawet łóżkowe ekscesy mamy głównej bohaterki (które akurat były całkiem zabawne). Ale ta niby śmieszna scena zaplątania się we własne ubrania przez Tomka i jego byłą tak, aby przypominało to kolejne pozycje seksualne? Oczywiście takie, które Ania zobaczy? Ludzie! To nie jest ani trochę zabawne! To jest żenujące i tanie. Tak samo, jak żartowanie z seksu z karłem. I nie, żebym była przesadnie poprawna politycznie, ale to naprawdę było słabe. W ogóle cały wątek z byłą Tomka, graną przez Izę Miko, wypada raczej blado. Ot – uzależniona od seksu i alkoholu upadła artystka, która jak śpiewa kolędy, to oczami wyobraźni widzisz polską Britney Spears. I to niestety nie tę z czasów „Baby One More Time” ani nawet „Oops!… I Did It Again”.

Planeta singli 2

8. „PLANETA SINGLI 2”, „PLANETA WĄTKÓW 100”

Czyli „Planeta Singli 2” próbuje być trochę jak promocja w supermarkecie. Ot, nawrzucajmy jak najwięcej do jednego kosza, a każdy znajdzie coś dla siebie i wyjdzie od nas zadowolony. Wątek porzuconego przez matkę geja? Jest. Wątek podupadłej gwiazdy, zmagającej się z alkoholizmem? Jest. Wątek odrzuconego przez rodziców dziecka, bo zaraz na świecie pojawi się drugie? Jest. Wątek randek w ciemno i seksu po pięćdziesiątce? Jest. Wątek samotnego geniusza, który niczym Steve Jobs przedstawia światu swój najnowszy produkt? Też jest! Zresztą, czego w tym filmie nie ma. Niestety, większość tych wątków pozostaje albo niewytłumaczona, albo przedstawiona tak ekspresowo, że PKP mogłoby pozazdrościć im tempa. A przecież niektóre z nich były naprawdę warte uwagi!

Planeta singli 2


Niestety, pretensji do filmu miałabym więcej, ale ponieważ jest to świąteczna komedia romantyczna, to dalsze znęcanie się nad nią już sobie i Wam daruję. Natomiast chciałam wspomnieć o dwóch kwestiach, które minimalnie ratują dla mnie ten film. Jakie to kwestie?


1. OBSADA

Co tu dużo mówić – Maciej Stuhr nadal jest Maciejem Stuhrem i nie zmieni tego nawet najgorsza rola świata. Owszem, kilka razy przeszło mi przez myśl, dlaczego zgodził się zagrać tak głupie momenty, ale to jeden z tych nielicznych aktorów, którym niejedno jestem w stanie wybaczyć. Cudowny jest też wspomniany Tomasz Karolak i Piotr Głowacki w roli Marcela. Cudowne są w końcu Weronika Książkiewicz, Danuta Stenka i Joanna Jarmołowicz. Kulę i Miko przemilczmy, bo największym zawodem tego filmu i tak jest dla mnie Agnieszka Więdłocha. Czyli… główna bohaterka. Sporo zarzutów do niej można było mieć już po pierwszej części, ale moim zdaniem tam mocno ratował ją Stuhr. Tutaj para została rozdzielona i okazało się, że owszem, figurę ma ona nieziemską, ale samo granie to nie jest jednak jej najmocniejsza strona. Naprawdę, gdyby nie finałowa scena, w której wreszcie dała z siebie 100 procent, powiedziałabym, że przez cały film była wiarygodna i charyzmatyczna jak kłoda. Za to bardzo miłym zaskoczeniem na ekranie była Maffashion, czyli Julia Kuczyńska. Co prawda rolę miała maleńką, ale jak dla mnie, z każdej sceny wyszła obronną ręką.

Planeta singli 2

2. FINAŁ

Czyli to, o czym pisałam już wcześniej. Naprawdę, „Planeta Singli 2” to bardzo słaby film. Dużo gorszy od części pierwszej, momentami nieśmieszny, momentami aż żenujący, a już na pewno – boleśnie przewidywalny. Ale jednocześnie też bardzo nierówny. Po całkiem ciekawym rozpoczęciu i okropnym środku, dostajemy naprawdę fajny finał, po którym człowiek zastanawia się, dlaczego ten film nie mógł wyglądać tak cały. Przecież ostatni kwadrans filmu jest dokładnie taki, jaki być powinien: wzruszający, wyciskający z nas łzy i śmiech przez te łzy, no i właśnie – autentycznie zabawny! Nie wiem, czy ta nierówność to taki przypadek, czy twórcy byli świadomi, że serwują fanom klapę, więc podciągnęli końcówkę, jak mogli, żeby ogólne wrażenie nie było aż takie straszne. Natomiast chociaż przez tę chwilę w filmie jest rodzinnie, miłośnie, świątecznie. Dawne błędy zostają naprawione, wątki pospiesznie, ale jednak domknięte, a happy end – jak należy – w porę dowieziony.

No ale nie róbmy sobie jaj i nie mówmy, że ten film był dobry.


A dla zainteresowanych – zwiastun:

Zdjęcia: Maciej Zdunowski, Gigant Films

 

8
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment authors
Cynthiaonaona88PatrycjaAnetaAsia Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Asia
Gość
Asia

dokładnie tak, z wszystkim się zgadzam :) tez bardzo podobała mi się pierwsza cześć i jak dziecko cieszyłam się na druga – a tu takie rozczarowanie. Chociaż na 3 i tak pewnie pójdę :D

Patrycja
Gość
Patrycja

A na walentynki 3 cześć ;) po zwiastunie wydaje się trochę lepsza niż 2, chociaż mi ta 2 to się nawet podobała, może z sentymentu do 1 części, którą znam prawie na pamięć 😀
A jeszcze jeśli chodzi o aplikacje randkowa, dopasowanie itd. to identyczny motyw był w najnowszej Bridget Jones i co najlepsze nasi twórcy nie pofatygowali się nawet, żeby zmienić % dopasowanie par, Bridget i Mark Darcy mieli 8% dopasowania, zupełnie jak Ania i Tomek 👍

Aneta
Gość
Aneta

Zgadzam się w 100 %!!! Mega się zawiodłam. Po jedynce nawet mój nienawidzący komedii romantycznych chłopak chciał zobaczyć dwójkę. Na trójkę już na bank go nie namówię.