Pitbull: Niebezpieczne kobiety nie takie znowu super

Nie zrozummy się źle: to nie jest zły film. To film poniżej oczekiwań. Bo z takim reżyserem, z takim potencjałem i z taką obsadą, to się zwyczajnie nie mogło nie udać. Natomiast mocno będę się trzymać zdania, że o wiele lepszy okazał się wcześniejszy „Pitbull. Nowe porządki”. I to nie tylko dlatego, że grał w nim Bogusław Linda, na punkcie którego mam od dziecka absolutnego hopla. Ale także dlatego, że tam wszystko zostało ciut lepiej pomyślane. Teraz natomiast Vega popełnił jeden duży błąd: namieszał. Wcisnął w tę fabułę tyle postaci i wątków i tak bardzo spłycił błyszczących ostatnio bohaterów, że człowiek zastanawia się, po co właściwie taki Majami znów nam się na ekranie pojawia. Bo to, że ma super ciało, fajne tatuaże i spoko irokeza, to my od dawna już wiemy.

Zacznijmy jednak od tego, co dobre. A dobra – i to jak! – jest Alicja Bachleda-Curuś. Nie sądziłam, że kiedyś to o niej powiem, ale jaki ta kobieta ma w sobie potencjał! Jeśli Wam też kojarzyła się dotąd jako słodka dziewczyna z modnych gazet i przepuszczonych przez Photoshop zdjęć, to możecie się tu mile zaskoczyć – jej Drabina to prawdziwa petarda! Wrobiona w zabójstwo własnej matki, zakochana w członku motocyklowego gangu, rodząca za kratami więzienia, do bólu zdeterminowana, by walczyć o synka i równie często dobra, jak i zła, jest tu naprawdę zachwycająca.

I wtedy, kiedy łzy lecą  jej z przerażenia, i wtedy, kiedy energicznie pcha wózek, jakby chciała zmiażdżyć nim całe zło tego świata, i wtedy, kiedy w szpilkach i nienagannej kreacji podrzyna komuś gardło jednym, wprawnym ruchem ręki. Naprawdę, największe to jest chyba odkrycie i taką Bachledę mogłabym oglądać codziennie.

Pitbull Niebezpieczne kobiety

Pitbull Niebezpieczne kobiety

Pitbull Niebezpieczne kobiety

VEGA POSTAWIŁ NA SPRAWDZONE NAZWISKA

Świetna jak zawsze jest też Magdalena Cielecka, która pod pseudonimem Somalia sieje postrach jako skorumpowana porucznik z dochodzeniówki. Pozornie tylko niemoralna i zła, bo jak tu grać czysto, kiedy wypłata nędzna, a dziecko w domu potrzebujące rehabilitacji i chore? Zaledwie dwie sceny z nią wystarczyły, aby obnażyć słabość polskiej służby zdrowia, a przy okazji śmieszność wypłat w stosunku do tego, ile trzeba wydawać niekiedy na leczenie. Dlatego jej postać nie jest tu jednoznaczna – bo nawet, kiedy chce przygarnąć od bandyty 50 tysięcy złotych, to wciąż jest to 50 tysięcy złotych na leczenie syna.

Kolejną niebezpieczną kobietą jest Anna Dereszowska – niby wyrachowana i zimna, a jednak regularnie maltretowana przez męża. Twarda na zewnątrz i miękka w środku, jednego dnia kopiąca w krocze pijaków, drugiego dająca umorusać sobie twarz pączkiem. A tuż obok pojawia się  Zuzka – genialna Joanna Kulig, której ta rola perfekcyjnie wręcz przypasowała. Oto Zuzka ma poukładane życie – stała praca w korporacyjnym biurowcu, przystojny mąż, oddana przyjaciółka. Tylko że ten mąż okazuje się gejem, a pracy ona wcale nie lubi – i stąd też pomysł, żeby wziąć los we własne ręce i nawet kosztem mniejszej kasy spróbować walczyć o siebie i innych… w policji.

I tutaj pojawia się zarzut kolejny – bo czy te wszystkie kobiety są niebezpieczne tak same z siebie? Czy może ich zachowanie w pełni determinują mężczyźni? Mężowie, kochankowie, przełożeni? To męskie zachowanie je do tego prowokuje, to w obliczu spotykającej je z ich strony krzywdy stają się tym, kim się stają. Natomiast – niezależnie od motywacji – przyjemnie się na nie patrzy. Minus więc za to, że ich postaci zostały nieco spłycone, plus za to, że w ogóle się w tego typu filmie pojawiły. Nareszcie nie w roli pań do towarzystwa, ale jako samoistne i pełnoprawne bohaterki z jajami.

Pitbull Niebezpieczne kobiety

Pitbull Niebezpieczne kobiety

Pitbull Niebezpieczne kobiety

OD COELHO DO SCHOPENHAUERA

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że dla mnie ten film wygrywa mężczyzna. A konkretnie – Sebastian Fabijański i grany przez niego Cukier. Co to jest za postać! Oto staje przed nami chory na cukrzycę strażak, który w czasie pracy ratuje zakopane żywcem psy, by stać się bohaterem lokalnej społeczności, zaś po pracy… działa na zlecenie niemieckiego gangu motocyklowego, który zabija ludzi bez opamiętania.

Szaleńczo zakochany w Drabinie i pragnący założenia własnego kościoła, na zmianę rzuca górnolotnymi wyznaniami miłości w stylu Paulo Coelho oraz… cytatami z Arthura Schopenhauera. Raz biega za podwórkowymi dresami z piłą mechaniczną w ręku i hoduje mało przyjaznego jednak pytona, innym razem spaceruje z wózkiem po parku i buduje na drzewach tunele, aby jego syn mógł podziwiać wiewiórki. Naprawdę, tak kompletnej i wyrazistej męskiej postaci nie widziałam w polskim kinie od dawna. Jego Cukier to nowa legenda „Pitbulla”, o wiele bardziej złożona, niż przewidywalny i zachwycający poprzednim razem Majami.

Ano właśnie, Majami – problem z nim jest taki, że grający go Piotr Stramowski – poza fantastycznie wyrzeźbionym ciałem – nie ma nam już chyba nic nowego do pokazania. Jasne, że jest tu poprawny, jasne, że fajny i wiarygodny. Ale ten sam numer, zagrany dwa razy, nie ma prawa za każdym razem tak samo mocno nas cieszyć.

Jego postać ratuje tu tylko Maja Ostaszewska, która – mimo ponownie identycznej jak poprzednio roli – broni się swoim talentem i ogromnym urokiem. Z całym szacunkiem dla niej, bo świetną jest jednak aktorką, ale tak genialnej idiotki też nie mieliśmy u nas od dawna. Grana przez nią Olka jest tak fajna, że nawet nie przeszkadza nam, kiedy kolejny raz w nieziemsko wysokich szpilkach zwija całymi dniami po galeriach handlowych. Natomiast nie zmienia to faktu, że w porównaniu z częścią pierwszą ta para niknie wśród innych bohaterów i finalnie prezentuje się raczej dość słabo.

Pitbull Niebezpieczne kobiety

Pitbull Niebezpieczne kobiety

Pitbull Niebezpieczne kobiety

STRACHU I SPÓŁKA

Podobnie rzecz się ma też z Tomaszem Oświecińskim. Jego Strachu poprzednim razem to było jednoosobowe show, prawdziwie mistrzowski kabaret. Przerysowany mięśniak sypał głupotami jak z rękawa, a ja wciąż nie mogłam wyjść z podziwu, że można grać takiego debila z tak śmiertelną powagą. Tutaj tego jednak zabrakło – Strachu sili się bowiem na żarty, ale ni straszne się okazują, ni śmieszne. Oczywiście, to nie wina samego aktora. Ale żal trochę, że taką krzywdę wyrządził mu tak poprowadzony scenariusz. A jeśli już o niebezpiecznych mężczyznach tu mowa, to ponownie sprawdza nam się Andrzej Grabowski jako ekranowy Gebels – i ta postać, niezależnie od tego, jak duży ma udział w akcji, nie zawodzi ani przez moment.

Cudownie było w końcu pławić się w nowej odsłonie Artura Żmijewskiego, który – zdarłszy z siebie sutannę i zostawiwszy gdzieś daleko wizerunek poczciwego ojca Mateusza, wcielił się w powiązanego z mafią paliwową pracownika wywiadu skarbowego. Jego Szelka to bandzior na miarę XXI wieku – zarabiający nie obijaniem komuś mordy, ale na wielomilionowych przekrętach. Do biura przychodzący w nienagannie odprasowanej koszuli, a w domu znęcający się nad własną żoną. Ach, jak cudownie było Żmijewskiego właśnie takim zobaczyć. Po raz kolejny pokazał zresztą, jak wielowymiarowym potrafi być aktorem i jak dobrze idzie mu odgrywanie nie tylko wzorów cnót wszelakich, ale i biznesmenów-chamów.

Podsumowując: jest dobrze, ale nie jest najlepiej. Bo chociaż obsada spisuje się tu na medal, to zawodzić okazuje się sama akcja. Dialogi nie są tak śmieszne, wątki są za to rozproszone, akcja nierówna, a wszystko upstrzone taką liczbą dodatków, że błyszczy się jak market na święta. Sama, kiedy przeczytałam na ekranie, że w zeszłym roku 40 procent funkcjonariuszy przyjętych do policji stanowiły kobiety, to na taki film właśnie liczyłam – na film o kobietach-policjantkach. Tymczasem tutaj przedstawienie kradnie nam Cukier i cała ta męska zgraja. Co nie zmienia faktu, że nowego „Pitbulla” zobaczyć warto – choć ode mnie leci oczko mniej niż za część pierwszą i film oceniam na 8 punktów na 10.

Pitbull Niebezpieczne kobiety

Pitbull Niebezpieczne kobiety

Pitbull Niebezpieczne kobiety


A dla ciekawskich – zwiastun:

Instagram