Czy warto iść na nowe „Gwiezdne wojny”? 10 argumentów na „tak”

Kiedy w tamtym roku recenzowałam „Przebudzenie mocy”, przyznawałam wprost: tak, jestem w temacie ignorantką, nie wychowałam się na tych filmach, a jeśli je oglądam, to dla własnej, czystej przyjemności, a nie dlatego, że znać je wypada. I choć od tamtej pory obejrzałam wszystkie części, a i na myśl o kolejnych dostaję wypieków na twarzy, to daleko mi do miana eksperta. Jeśli jednak pytacie, czy warto iść na najnowszą część, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że warto. I spróbuję Was dzisiaj przekonać do tego za pomocą 10 powodów.


1. Darth Vader

Czyli dwa słowa, które nie wymagają – przynajmniej moim zdaniem – absolutnie żadnego uzasadnienia. Vader to ten typ złego bohatera, którego nie sposób jest nie uwielbiać. Ilekroć z głośników wydobywa się to jego charakterystyczne dyszenie, wiadomo już, że zaraz skradnie nam film. „Łotr 1” pokazuje jednak Vadera tym ciekawiej, że… u szczytu mocy. Zwłaszcza ostatnie minuty filmu zdecydowanie należą do niego – o ile na początku tę jego siłę i bezwzględność musimy przyjmować na wiarę, o tyle finał nie pozostawia już złudzeń. Pominę, co działo się tam dokładnie, ale tym, którzy wciąż jeszcze nie oglądali, zdradzę tylko, że Vader w całej swojej mocy i złości został pokazany tu naprawdę kapitalnie. I takiego go oglądać chciałabym jak najczęściej.

łotr 1 recenzja


2. K-2SO to naprawdę pocieszny kawałek blachy

Nie wiem, jak Wy, ale ja „Gwiezdne wojny” kocham przede wszystkim za fantastycznie pocieszne roboty. To znaczy: zaraz obok Dartha Vadera. Uwielbiam R2D2, totalnie rozczula mnie BB-8, a i nawet upierdliwy C-3PO ma swoje własne miejsce w moim nie tak znowu pojemnym sercu. Teraz dołączył do nich K-2SO – rozbrajająco szczery, nie zawsze specjalnie sympatyczny, ale jednak przezabawny robot, którego teksty bardzo mocno wzbogacają film o solidną dawkę fajnego i niewymuszonego poczucia humoru. Oczywiście, innym bohaterom też zdarza się zażartować (bo i co może powiedzieć ślepiec, któremu zarzuca się worek na głowę?), ale to jednak K-2SO wynosi ten film na (nieliczne, ale jednak) wyżyny zabawności.

łotr 1 recenzja

łotr 1 recenzja


3. Dostajecie sceny z aktorem, który… od 22 lat nie żyje

Mowa oczywiście o postaci Tarkina. Otóż Tarkin jak gdyby nigdy nic pojawia się na ekranie, ba – ma nawet jedne z lepszych scen. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że grający go Peter Cushing od 1994 roku pozostaje definitywnie martwy. Wskrzeszony jednak za pomocą komputera, znów cieszy oczy i sama przyznać muszę szczerze, że nigdy nie domyśliłabym się, że nie gra go żywy człowiek. Nie rozumiem też zarzutów o to, że głos nie ten, że „r” wymawiane inaczej – ile osób jest w stanie to naprawdę rozpoznać? Natomiast lekko zniesmacza wskrzeszanie jako sam rodzaj zabiegu – bo jak to tak, nigdy nie jest się dość martwym, żeby przestać grać?


4. Raz jeszcze możecie spojrzeć na Carrie Fisher

A to w kontekście ostatnich wydarzeń nabiera zupełnie nowego znaczenia. O ile jeszcze kilka dni temu można było pieklić się na odmładzanie bohaterów i zastanawiać, na ile pojawienie się młodej księżniczki Lei można uznać za szczęśliwy pomysł (o, w ilu miejscach czytałam, że lepiej było pokazać jedynie jej plecy i uplecione z włosów „bułeczki”, zamiast karykaturalnie odmładzać jej twarz, niczym marni graficy ze specjalizacją z Photoshopa!), o tyle dziś chyba nikt nie ma wątpliwości, że lepsza taka Leia, niż żadna. Pytanie, czy kiedyś – jak w przypadku Cushinga – twórcy posuną się o krok dalej i na potrzeby filmu wskrzeszą nam kolejną postać.


5. Jyn Erso reprezentuje dość ciekawą postawę życiową

Zwykle bohaterowie opowiadają się po którejś ze stron. W tym przypadku: albo stoją po stronie Imperium, albo są zwolennikami Rebelii. Tymczasem obok tak klarownych postaw dostajemy postać dziewczyny, która straciła rodziców i dostała się do niewoli i której aktualnie jest… wszystko jedno. W nosie ma Imperium, ucisk, czasy terroru. Zapytana wprost o to, czy nie przeszkadzają jej powiewające na niebie złowrogie flagi, ma odwagę powiedzieć wprost, że nie widać ich, jeśli nie podnosi się zbyt wysoko głowy. To fantastycznie pokazuje, że wcale nie trzeba opowiadać się po żadnej ze stron – każdą można skutecznie ignorować. I jak wspaniale prezentuje ona uniwersalną postawę życiową, dobrą na każdą niewygodną sytuację polityczną – w myśl zasady: „jak nie popatrzę, to nie zobaczę”. Bardzo, bardzo sprytny myk. 

łotr 1 recenzja

łotr 1 recenzja


6. Nie brak tu fantastycznie skomplikowanej postaci

A jest nią Cassian Andor, który potrafi zamordować nawet własnego informatora. Trochę to spoiler, ale rzecz dzieje się jednak w pierwszych minutach filmu, więc sobie na tę małą uwagę pozwalam. Bynajmniej, nie bez powodu – ta scena pokazuje bowiem, jak oddany Rebelii jest Andor. Służąc jej od dzieciństwa, zgubił trochę poczucie tego, jest dobre, a co już złe.  Zamiast myśleć i czuć – wykonuje rozkazy. Postać to więc mocno tragiczna, bo choć walczy w imię wolności, to sam stał się dość bezwolnym narzędziem. I w tym kontekście jawi nam się zarówno jako kat, zabijający na życzenie, jak i wykorzystywana przez „górę” ofiara. Tym samym staje się on tu jedną z najciekawszych postaci, a przy okazji – jedną z najbardziej skomplikowanych pod względem psychologicznym. Aż żal, że nie poświęcono mu tu więcej miejsca.

łotr 1 recenzja


7. Mamy tu chodzący symbol czasów Jedi

Co prawda niewidomy, ale całkiem jednak nieźle się bijący. Symbolem tym jest oczywiście Chirrut Îmwe, który nieustannie klepie tę swoją „mocową” mantrę i który ma być ucieleśnieniem tego, co w Jedi było najlepsze. Trochę żal, że potraktowano go tak stereotypowo – ślepy, mnich, do tego Azjata, do tego mocno uduchowiony – to jednak dość ograny już motyw. Dlatego chwała twórcom za to, że dla równowagi u jego boku stanął ktoś taki jak Baze Malbus. O wiele twardziej stąpający po ziemi i ratujący go z opresji przyjaciel stanowi dla niego świetne uzupełnienie, a razem składają się na zgrabny i poprawny duet. Co prawda żadna z tych ról nie zbliża się nawet do słowa „wybitna”, ale jak na postaci drugoplanowe, obaj wypadli bardzo dobrze – jest żart, jest przyjaźń, jest w nich obu potężna charyzma.

łotr 1 recenzja

łotr 1 recenzja


8. Dobro i zło miewają tu różne odcienie

A najlepiej pokazują to aż dwaj tutejsi bohaterowie: Galen Erso i Saw Gerrera. W rolę pierwszego wciela się cudowny Mads Mikkelsen (rehabilitując się przy tym po nijakiej roli Kaeciliusa w „Doktorze Strange’u”), który tym razem staje się (wbrew własnej woli, co warto podkreślić) jednym z najwybitniejszych inżynierów w dziejach Imperium. Tworząc na jego zlecenie Gwiazdę Śmierci przyczyni się więc do zagłady setek tysięcy istnień. Z drugiej jednak strony – pozostawi w niej defekt, dzięki któremu w ogóle da się ją zniszczyć. Niby więc godzi się czynić zło, ale jednak w jego sercu wciąż jest niezachwiane dobro. Inaczej ma się chyba Saw, który – choć wychował Jyn i walczył w słusznej sprawie – na koniec mocno chyba już zdziczał. Okrutny dla posłańców, u schyłku swego życia bardzo mocno przypomina już… samego Dartha Vadera. Co twórcy podkreślili także poprzez jego fizyczność. 


9. „Łotra 1” naprawdę świetnie się ogląda!

I to nie tylko za sprawą ciekawych postaci i dobrze pomyślanej fabuły, ale i scenerii – bez względu na to, czy oglądamy spalone słońcem odludzia, jakich dostarcza nam Jedha, czy przenosimy się na o wiele bardziej egzotyczną planetę Scarif, gdzie plaże i wody przywodzą na myśl rajską wyspę. Równie duże wrażenie robią loty przez galaktykę, jak i sceny wybuchów, będące jednocześnie swoistym pokazem mocy. Wszystko to czyni z najnowszych „Gwiezdnych wojen” przyjemną dla oka rozrywkę – kiedy trzeba, jest mrocznie i złowrogo, zaś na tutejszy klimat w równym stopniu składają się chłodne więzienia, sterylne laboratoria czy serie ulewnych burz. Naprawdę, przyjemna dla oka rzecz.

łotr 1 recenzja

łotr 1 recenzja

łotr 1 recenzja


10. Nie trzeba być fanem „Gwiezdnych wojen”, żeby polubić ten film

Wbrew temu, co myślą fanatycy, raz jeszcze przypomnę, że nie wszyscy znają każdą z części „Gwiezdnych wojen” na pamięć. Nie wszyscy się na nich wychowali, nie wszyscy kojarzą postacie i wiedzą w ogóle, o co chodzi w całym uniwersum. Dlatego też pytanie o to, czy wybrać się na „Łotra 1”, kiedy to będzie nasz pierwszy z serii film, wydaje mi się jak najbardziej sensowne. Od razu też uspokajam – tak, wybrać się, i to spokojnie. Znajomość wcześniejszej fabuły nie jest tutaj konieczna. Dostajemy historię, która sama w sobie ma swój początek i koniec i która nie wymaga od nas szerzej zakrojonej wiedzy. Pewnie, że większą gratkę będą mieli wyłapujący smaczki fani, ale nawet laik powinien wyjść z kina zadowolony.


A dla niewtajemniczonych – zwiastuny:


5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment authors
bart knapikMona TeHipisIwona PrzybyłekTravege Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Travege
Gość
Travege

Byłam w kinie w dniu premiery i choć mogłam ogładnąć go tylko po angielsku (mój turecki jeszcze jest na dość marnym poziomie :D) muszę przyznać że dialogi, zdjęcia i gra aktorów jest niesamowita! I choć będąc dzieciakiem oglądałam Gwiezdne Wojny z tatą to wiele wątków mi po prostu uciekło, a mimo wszystko oglądało się jak naprawdę dobry film z ciekawą fabułą. Dopiero potem przypomniałam sobie poprzednie i następne chronologicznie części i te zaczęłam wyłapywać te smaczki o których piszesz :) a postać K2 jest mistrzowska!

Iwona Przybyłek
Gość
Iwona Przybyłek

Nie oglądałam Gwiezdnych Wojen,bo zawsze zasypiam na tych napisach początkowych…”Dawno, dawno temu w odległej galaktyce….” ale jak tak się wszyscy zachwycają Łotrem to może i obejrzę…dla Vadera i dla robotów :)
Fajna recenzja :)

Hipis
Gość
Hipis

Byłam. Absolutnie najbardziej z całego filmu podobało mi się zakończenie. Liczyłam na coś takiego po prostu.
Zazdroszczę ludziom, którzy pamiętają, który bohater jak się nazywał. Ja nigdy nie piszę recenzji bo nie umiem połączyć twarzy z postacią, a co dopiero z imieniem.
Podobały mi się wszystkie końcowe sceny walki, chociaż przez ten tropikalny klimat jakoś niepokojąco kojarzyły mi się z Wietnamem.
No i uśmiechnęłam się do pomysłu, żeby ważną rolę w filmie zajęło archiwum. Czekam kiedy „główną postacią” będzie bibliografia na przykład :D