„Kler” Smarzowskiego: Wielka tajemnica wiary? Złoto i dolary

– Kościół jest święty, ale tworzą go ludzie grzeszni – mówi jeden z bohaterów „Kleru”. I bardzo szkoda, że tak ciężko zrozumieć to ludziom wierzącym. Bo to ich „Kler” oburza dzisiaj najbardziej. To oni najgłośniej krzyczą i to oni zarzucają Smarzowskiemu atak na Kościół. Otóż, Moi Drodzy, Smarzowski nikogo nie atakuje. Jego film nie jest żadną kulą ognia, wymierzoną w Bogu ducha winnych księży ani nawet w ten świetnie prosperujący od wieków biznes, jakim jest instytucja Kościoła. Ba, jego film nie jest nawet odrobinę kontrowersyjny! Jest zwyczajny, prawdziwy.

kler

NIE MA RADY, TRZEBA GWAŁCIĆ

– Dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga – tak w 2013 roku abp Józef Michalik komentował kwestię pedofilii w Kościele. Naprawdę, tak brawurowo przerzucanej winy nie ogląda się często. To nie duchowny, który gwałci dziecko, jest winny. Winny jest rodzic, który nie poświęca dziecku uwagi, który kłóci się ze współmałżonkiem, który się w końcu rozwodzi – twierdził. Winne jest w końcu samo dziecko, bo skoro już tak lgnie do tego księdza, to co on ma biedny zrobić? No nie ma rady, trzeba gwałcić.

Rok później Justyna Kopińska napisała o siostrach Boromeuszkach reportaż, który wstrząsnął całą Polską. Jego główną bohaterką była siostra Bernadetta, dyrektorka ośrodka z Zabrza, która znęcała się fizycznie i psychicznie nad swoimi wychowankami. 

– Dzieci opowiadały, że młodsi zamykani są na noc na klucz w pokoju z 20-letnimi mężczyznami. Jedne twierdziły, że to kara za moczenie się do łóżka, inni mówili, że siostra nie tłumaczy, dlaczego muszą spać w danym pokoju. Jeśli dzieci zgłaszały siostrze Bernadetcie, że są dotykane, nie reagowała, nazywała jedynie molestujących zboczeńcami i pedałami albo karała biciem po twarzy – czytaliśmy na łamach „Dużego Formatu”.

– Inne siostry też biły. Wieszakami, menażkami, chochlami do zupy, pasem, trzepaczkami, kluczami, krzesłami. Najgorzej pobiły Adama, bo miał problemy z mową. Biły go prętami po szyi, aż pojawiła się krew. Później kazały mówić dzieciom, że się przeziębił i dlatego nie ma go w szkole przez tyle tygodni.

klerklerkler

BĄDŹ MIŁA, KIEDY CIĘ MOLESTUJĄ

Mamy 2018 rok, dzieci z ósmych klas szkoły podstawowej dostają do ręki książkę „Życie na maksaPoradnik uczuciowoseksualny”, napisaną przez – a jakże – księdza. Co prawda francuskiego, ale wciąż jednak księdza. I tam – poza całą masą innych bzdur i świństw – czytamy, że jeśli ktokolwiek zaczyna nas – kobiety – molestować, to my powinnyśmy traktować go z szacunkiem i dawać mu do zrozumienia, że schlebia nam jego zainteresowanie.

– W żadnym wypadku nie bądź niegrzeczna, nie okazuj niesmaku: poniżysz i zranisz go, co może sprawić, że zechce się zemścić. Z szacunkiem podejdź do tego, że będzie czuł się urażony. Bądź miłakontynuuje ks. Jean Benoit Casterman. A ja mam ochotę ordynarnie zapytać, z jakiego konia spadł i czy nie uderzył przy tym głową o szafkę nocną.

Nie mija nawet tydzień, a Stanisław Michalkiewicz, publicysta Radia Maryja i Telewizji Trwam – a zatem człowiek z polskim środowiskiem kościelnym związany – podważa milionowe odszkodowanie dla kobiety, która jako dziecko była gwałcona przez duchownego. Kiedy miała zaledwie 13 lat, znajomy ksiądz zabrał ją od rodziców pod pretekstem umieszczenia w szkole z internatem. Zamiast tego, zrobił z niej sobie kochankę. 

– Miałam 13 lat, gdy zgwałcił mnie po raz pierwszy. Był silny, ważył sto kilo. Krzyczałam, błagałam, by przestał. Gdy skończył, owinęłam się w koc, położyłam przy ścianie i płakałam. „Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie”. (…) – czytamy w kolejnym reportażu Kopińskiej w „Dużym Formacie”. Ksiądz miał też zmuszać ją do brania leków. – Byłam po nich otępiała. Bił mnie, groził, że zabije. (…) Gwałcił mnie nawet kilka razy jednej nocy – mówiła.

– Dostać milion złotych za molestowanie, że tam ktoś kiedyś wsadził rękę pod spódniczkę, no któż by nie chciałskwitował w swoim „felietonie” na YouTubie Stanisław Michalkiewicz.

klerklerkler

W KOGO BIJE „KLER”?

Po co Wam o tym wszystkim piszę? Żeby pokazać, że „Kler” Smarzowskiego nie jest oderwany od rzeczywistości, nie jest wyjęty z kontekstu. Co więcej, ten kontekst nigdy nie był szerszy, wyraźniejszy, lepiej rozbudowany. Grzechy Kościoła nigdy nie były aż tak nagłaśniane. Nie było mediów, nie było też za bardzo odwagi. Molestowanie? Tam od razu molestowanie. Pewnie jednej z drugą się przewidziało, a nawet, jak ksiądz dotknął, to na pewno nie w złej wierze. Przecież to ksiądz jest, on by się nie skalał grzechem.

Pogrzeb? Brak wolnych terminów. Chyba, że za tysiąc, to nawet jutro. Pochować samobójcę na placu? Niemożliwa sprawa, musi być pod płotem. No chyba, że za dwa tysiące, to zrobimy wyjątek. Brzmi znajomo? Ile ja się nasłuchałam podobnych historii przez lata, to moje. I Smarzowski też słuchał. Ale w przeciwieństwie do nas wszystkich, on na słuchaniu nie skończył. Przeciwnie, zebrał w kupę te wszystkie historie i ułożył je w film. Tam się nawet specjalnie nie trzeba było wysilać z wymyślaniem fabuły – tę fabułę polski Kościół napisał za niego sam. 

I ja się wcale nie dziwię, że „Kler” bije dzisiaj rekordy popularności. Że choć od premiery minęło zaledwie 10 dni, to film już zobaczyło ponad 2,5 miliona osób. Jasne, że ludzie są żądni krwi, ciekawi tej pedofilii w Kościele, tych łapówek i przelewającego się przez ręce duchownych złota. Ale są w ogromnym błędzie, jeśli myślą, że to wszystko jest wyssane z palca, że stworzono je na potrzeby chwili. I to jest chyba najbardziej druzgocący fakt dla całego polskiego Kościoła – że chcieliśmy podkoloryzowany film obyczajowy, lawirujący na granicy prawdy i fałszu, skandalizujący i przerysowujący, a dostaliśmy – o zgrozo – dokument.

klerklerkler

ROLA ŻYCIA JACKA BRACIAKA

Dla niewtajemniczonych – „Kler” opowiada o losach trzech księży, których różni chyba wszystko, a łączy jedynie to, że zdołali uciec z pożaru i spotykają się w każdą jego rocznicę, suto ją zakrapiając. Jest tu więc podejrzewany o pedofilię ks. Kukuła, grany przez Arkadiusza Jakubika, jest ks. Trybus – grany przez Roberta Więckiewicza, żyjący z kochanką alkoholik i jest w końcu ks. Lisowski – grany przez Jacka Braciaka istny geniusz zła, który dla posady w Watykanie nie zawaha się szantażować samego arcybiskupa. Przy czym każda z tych postaci została napisana w sposób mistrzowski, a każda z tych ról – równie mistrzowsko zagrana.

Genialny jest i Jakubik, który z ofiary sam zmienił się w kata, genialny też Więckiewicz, któremu aparycja pozwala nader wiarygodnie grać rolę zagubionego, wsiowego pijaka, genialny w końcu Braciak, który kradnie właściwie ten film i króremu wreszcie trafiła się rola życia. Naprawdę, to są aktorzy, stworzeni wręcz pod ten film. Tak samo zresztą, jak Janusz Gajos, któremu przypadł do odegrania wspomniany arcybiskup Mordowicz – człowiek, który budowę Świątyni Opatrzności finansuje z łapówek i który przed snem zamiast baranów jak nic liczyć musi dolary. On zresztą udzielił wywiadu, w którym na chłodno skomentował „Kler” i w którym to padło bardzo mądre zdanie:

– W tym filmie, mogę z całą odpowiedzialność powiedzieć, nie ma nic takiego, co mogłoby obrazić ludzi głęboko wierzących, ale myślących jednocześnie – mówił. 

I z tym ostatnim co niektórzy mają niestety dziś problem. Bo wierzyć to można w Boga, ale nie można wierzyć na ślepo w nieomylność i świętość zasłaniających się nim księży.

klerklerkler

CHCIELIŚCIE SKANDALU, A DOSTALIŚCIE POLSKĘ

Cóż. Wojciech Smarzowski znany jest z filmów mocnych, które łapią widza za gardło i do końca seansu już nie puszczają. Tak jest i tym razem, taki właśnie jest kler. Ale błędem jest powtarzanie, że ten film uderza w Kościół – on go po prostu pokazuje. Inaczej, bo nie na klęczkach, ale z pozycji ołtarza. Pokazuje to, co zwykłemu śmiertelnikowi w głowie się jednak nie mieści. Ogromne pieniądze, łajdactwo, wyuzdany seks, picie i zagłuszane kolejnymi szantażami zbrodnie.

Ale „Kler” daje także nadzieję. Jest w nim odpowiednia dawka empatii, jest – przynajmniej gdzieniegdzie – jakaś próba, jakieś pragnienie poprawy. Owszem, Smarzowski pozwala nam patrzeć na tę patologię od wewnątrz, ale nie wciska nam jej do gardeł, nie moralizuje i nawet specjalnie tu nie ocenia. On nam to wszystko tylko ukonkretnia, zbiera do kupy, podaje. 

Trzeba przy tym zaznaczyć, że „Kler” to film nie tylko o księżach. To także film o samych wiernych. Oraz o prawdzie starej jak świat, że gdzie jest władza i pieniądze, tam będą też nadużycia. I to nie to powinno być w tym wszystkim najbardziej wstrząsające. Wstrząsający jest brak konsekwencji. Zatajanie krzywd i win, uciszanie świadków, brak poczucia odpowiedzialności, brak wyraźnych zmian na jakichkowiek szczeblach. I chwała Smarzowskiemu za to, że zrobił taki film właśnie o polskim Kościele – może wreszcie te wszystkie ślepo zapatrzone w swoich pasterzy owce przestaną opowiadać bajki, że zło i zgorszenie to tylko na Zachodzie. Bo czas zaktualizować sobie bazę danych i zrozumieć, że Sodomę i Gomorę to my mamy tutaj – wśród naszych księży, w starej, dobrej Polsce.

„Kler” – zwiastun filmu:

Zdjęcia: materiały prasowe filmu „Kler”, źródło: Kino świat

28
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment authors
MarzenaMagdalenaPaulaMonikaMarek Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Wiki
Gość
Wiki

Asiu o której wyniki konkursu bo nie.moge nigdzie znaleźć?

Monika
Gość
Monika

*spoiler*

Tylko, że Jakubik nie został katem, był tym kim był od dziecka – ofiarą, to nie on to zrobił, tylko właśnie Braciak.

Angela
Gość
Angela

Miałam zamiar to samo napisać!

Anna
Gość
Anna

Ale Kukuła pedofilem przecież nie był. Był ofiarą.