Jakub Małecki: Piecze ciasta i dźwiga ciężary. A do tego pisze świetne książki

Kiedy na niego patrzę, brew unosi się znacząco. Pierwszy raz – przy zdjęciu na motorze. Drugi – gdy pochyla się nad blachą własnoręcznie robionego tiramisu. Może moje zdziwienie byłoby mniejsze, gdyby nie fakt, że pełnoetatowo Kuba pisze jeszcze książki. Bardzo dobre książki. A zatem, Drodzy Państwo, jeśli szukacie czegoś, co pochłoniecie w jeden wieczór – w ciemno sięgajcie po najnowszą „Rdzę”. Bo Małecki to pisarz, który nie sprzedaje książek – on sprzedaje naprawdę ogromne emocje.


Joanna Pachla: Uprawiasz jakiś sport? Dźwigasz ciężary? Wybacz, że zaczynamy w ten sposób, ale jesteś totalnym zaprzeczeniem stereotypowego pisarza. Ani brzydki, ani wątły, ani nawet stary!

Jakub Małecki: Za to mocno już w tej chwili zawstydzony… Obiecuję więc niniejszym, że w przyszłości postaram się być stary, jest też duża szansa, że wyłysieję. Nie traćmy nadziei…

A trochę bardziej serio: tak, w młodości ostro ćwiczyliśmy z kolegami podnoszenie ciężarów i to zamiłowanie zostało mi do dziś. Ale sam również miałem zawsze w głowie podobny stereotyp pisarza. Dlatego, kiedy ktoś pyta, czym się zajmuję, to udzielając odpowiedzi mam wrażenie, jakby na grzbiecie pojawiał mi się nagle wyciągnięty sweter, a na twarzy wyrastały wąsy.

jakub małecki

Tomasz Pluta

Celowo wrzuciłam na fanpage zapowiedź Twojej „Rdzy” z taką, a nie inną zajawką. Podobasz się kobietom i to chyba żadne zaskoczenie. Ale wiesz, jaka uwaga do Twojego zdjęcia pojawiała się najczęściej? Że mogłeś zdjąć jednak obrączkę. Twoja żona nie jest zazdrosna, kiedy bombardują Cię takie miłe, ale może nie do końca właściwe komentarze? 

Słuchaj, tu akurat sprawa jest bardzo prosta: mam tak piękną żonę, że to ja powinienem być o nią zazdrosny, a nie odwrotnie.

To teraz już na poważnie, dwa tylko pozornie podobne pytania: Jak to jest być pisarzem? I jak to jest być pisarzem w Polsce? 

Pisarzem: fajnie. Pisarzem w Polsce: też zaskakująco fajnie. Wszyscy w kółko powtarzają, że w naszym kraju nie czyta się książek, a to nieprawda. Pisząc książki mam się finansowo lepiej niż wtedy, kiedy pracowałem na etacie.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że bardziej cieszysz się z premier książek innych autorów, niż własnych. To tak ogromny stres? Czy teraz, kiedy i krytyków, i czytelników masz po swojej stronie, nadal się tym tak przejmujesz? 

jakub małeckiTrochę rzeczywiście tak jest, bo jeśli czekam na nowy kryminał J.K. Rowling (a na nic chyba tak bardzo nie czekam), to wiem, że czeka mnie tylko przyjemność. W przypadku własnej książki nie chcę zawieść czytelników, nie chcę ich rozczarować, dlatego oczekiwaniu na premierę każdej kolejnej powieści towarzyszy też niepewność. Ale nie jest to tak, że wpadam w jakiś popłoch, nie. Po prostu czekanie na nową Rowling jest dla mnie czymś bardziej przyjemnym niż czekanie na nowego Małeckiego.

A jak się czujesz, kiedy ktoś pyta, czym zajmujesz się w życiu? Zawód-pisarz – to chyba wciąż nie brzmi u nas do końca poważnie? U mnie masz za to ogromny szacunek, ale co na to typowy wujek Zdzisiek? Czy może masz szczęście nie posiadać takich?

Mam akurat bardzo fajnych wujków (i ciocie), którzy wiedzą, że nie jestem typem artysty zwlekającego się z łóżka w południe, aby napisać dwa zdania i pójść w miasto. Codziennie rano wstaję na budzik i dużo pracuję, dlatego ci, którzy mnie znają, nie uważają pisania za coś mniej poważnego niż choćby ta moja poprzednia, etatowa praca.

Dwa zdania to na pewno nie są, bo masz zaledwie 35 lat, a „Rdza” jest już dziewiąta na liście. Ile czasu zajmuje Ci w takim razie napisanie jednej książki? Robisz sobie przerwę, zanim usiądziesz do kolejnej?

Piszę książkę około roku, poświęcając na nią 3-4 godziny dziennie. Resztę czasu w ciągu dnia przeznaczam na moje dodatkowe zajęcia, takie jak tłumaczenie książek z angielskiego, pisanie opowiadań, scenariuszy filmowych itp. Co do przerw, to teraz pewnie każdy krytyk literacki mnie zje, ale ja nie robię ich sobie prawie w ogóle. Kończąc książkę, zazwyczaj mam już tak szczegółowo obmyśloną nową historię, że nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę mógł się za nią zabrać. To oczywiście pewnie kiedyś się zmieni, ale jak na razie nie cierpię na brak pomysłów – raczej na ich nadmiar.

jakub małecki

Z żoną Martą

Czytelnicy mogą tego nie wiedzieć, ale wcześniej pracowałeś w banku. Pisarz-bankowiec? Pisarz-doradca finansowy? Co się stało, że rubryki w Excelu zamieniłeś na kursor migający w Wordzie?

Odchodząc z banku miałem już pięć opublikowanych książek, dostałem też wtedy propozycję tłumaczenia grubej powieści z angielskiego, i musiałem coś wybrać. Wszystkiego bym nie uciągnął, dlatego zaryzykowałem i postanowiłem zająć się tylko literaturą. Bo wiesz, tłumaczyłem sobie, że do banku zawsze mogę wrócić. A nie chciałem w wieku 60 lat pluć sobie w brodę, że miałem okazję spróbować innego życia i tego nie zrobiłem.

I nie bałeś się, że w pewnym momencie zatęsknisz za regularną pensją?

Oczywiście, że się bałem. Podjąłem się jednak wtedy tylu literackich projektów, że pracę zapewnioną miałem na prawie rok naprzód. A to przecież rzadkie bezpieczeństwo, nawet przy pracy etatowej.

A jak piszesz? Masz swoje ulubione miejsce, godziny, rytuały? Bo w jednym z wywiadów wspominałeś, że choć rzuciłeś etat, to wciąż pielęgnujesz ten reżim. Naprawdę, zero spania do trzynastej? Żadnych nadprogramowych dni wolnych?

Naprawdę. Wstaję na budzik, mam dzienne normy, trzymam się planu. Nie posiadam natomiast żadnych rytuałów. Pytano mnie już o to i nawet trochę się boję, że rozczarowuję tym ludzi, bo gdybym powiedział, że podczas pisania koniecznie muszę moczyć nogi w spirytusie, posiadać ładny widok z okna albo przynajmniej paproć na parapecie, to byłoby jakoś ciekawiej. Ale nie mam żadnych takich wymogów. Biurko może być byle jakie, krzesło byle jakie, na ścianie może nic nie wisieć albo może nawet wisieć plakat „Backstreet Boys”, nie ma to dla mnie znaczenia. Nawet komputer mam zawsze po żonie, bo ona lubi gadżety bardziej niż ja, więc przejmuję po niej te stare.

jakub małecki

Z żoną Martą

Kuba, to przechodząc już konkretnie do „Rdzy”: jak się pisze książkę o wojnie, jak się nigdy nie było na wojnie? I dlaczego ta wojna jest u Ciebie tylko tłem? Nie kusiło Cię, żeby porwać się na dzieło bardziej historyczne (żeby nie rzec: patriotyczne)?

To może zabrzmi dziwnie, ale kiedy pisałem „Rdzę”, wojna interesowała mnie w tym wszystkim najmniej. Ważniejsze było dla mnie to, czy Tośka zatańczy wreszcie z mężczyzną, którego nazywa Niewidzialnym, albo czy Budzik i Szymek pozostaną przyjaciółmi. Ta wielka Historia, która w międzyczasie przetacza się za oknami, jest dla mnie właśnie tylko czymś zza okna: muszę to pokazać, żeby powieść była prawdziwa i wiarygodna, ale fascynuje mnie to, co bliżej. To, co mogłoby przydarzyć się każdemu z nas.

Twój bohater, kilkuletni ledwie Szymek, chowa zabawki w pralce, bo boi się, że mu je Bozia zabierze. Tak, jak zabrała rodziców. Masz świadomość, jak bardzo ten obraz rozrywa serce? To był jeden z fragmentów, które czytałam kilka razy. Tak samo jak ten, kiedy Szymek opowiada o tym babci, a ona – w przeciwieństwie do wszystkich innych babć świata – nie ruga go za to bluźnierstwo, tylko obiecuje, że ona w takim razie tę Bozię zastrzeli. To są niesamowite fragmenty. Ty nie sprzedajesz książek, sprzedajesz emocje. I robisz to cholernie dobrze. 

jakub małecki

fot. Tomasz Pluta

Kurczę, może zabrzmi to patetycznie, ale dla takich pytań warto pisać książki. Ja marzę o tym, żeby czytelnicy po lekturze czuli się właśnie tak. Żeby sceny pomiędzy babcią a Szymkiem rozrywały serca, a inne żeby wywoływały uśmiech. Żeby czytelnika ta historia obchodziła. Naprawdę bardzo się cieszę, że o tym wspomniałaś, bo o to mi właśnie chodziło.

A skąd w ogóle pomysł na Szymka, na tę Bozię i pralkę? Tylko proszę, nie mów, że to autentyczna historia. Dużo w ogóle w Twoich książkach prawdy?

Bardzo często pomysły na jakiś wątek czy jakąś scenę przychodzą mi do głowy po tym, jak usłyszę ciekawą historię albo sam czegoś doświadczę. Później zazwyczaj długo myślę o takiej sytuacji, obracam ją w głowie, a potem zmieniam na użytek opowiadanej historii i ostatecznie to, co znajduje się w książce, całkowicie różni się od tego, co miało miejsce w rzeczywistości. Niestety, w przypadku dziecka i pralki było podobnie. Nieco zbliżona historia wydarzyła się naprawdę.

Podobno zżywasz się ze swoimi bohaterami. Nie żal Ci później odrąbywać im siekierą palców? I jak się w ogóle czujesz po napisaniu książki? Nie idziesz w łatwą literaturę, „Rdza” bywa bardzo trudna emocjonalnie. Nie odczuwasz osobiście tego ciężaru? Nie siadasz później na kozetce u psychoanalityka, nie cierpisz na depresję?

To jest w ogóle bardzo ciekawe, bo czytając wywiady z rozmaitymi pisarzami, których utwory sam lubię, często napotykam na wyznania, że po napisaniu książki ten czy inny autor był psychicznie zdewastowany, że ktoś tam nie może się pozbierać, że ktoś inny, pisząc, przeżywa załamanie i tak dalej, a ja zupełnie tego nie mam. Nie cierpię na żadne ataki smutku, nie popadam w depresję ani nie leżę po kocem, trzęsąc się pod wpływem egzystencjalnych myśli. Podczas pisania książki i po jej ukończeniu czuję się zdumiewająco normalnie.

jakub małecki

fot. Tomasz Pluta

Czyli nie jesteś raczej smutnym człowiekiem? Bo z tego, co się naczytałam w internecie, to zdecydowanie nie. Natomiast Twoja literatura przeczy temu radosnemu obrazowi. Skąd to rozdarcie? Jesteś innym człowiekiem niż autorem? To jest w ogóle właściwe pytanie? 

To jest jak najbardziej właściwe pytanie, ale gorzej z odpowiedzią, bo ja po prostu nie mam pojęcia. Prywatnie naprawdę jestem raczej wesoły. Pamiętam, że czytając „Ślady“ mój tata zadzwonił do mnie i powiedział coś takiego: „Słuchaj, synek, no czytam tę twoją książkę, jestem na siedemdziesiątej stronie i policzyłem, że umarło tu już dwanaście osób. To dalej też tak będzie?” Moi bliscy są nieodmiennie zaskoczeni tym, jak smutne piszę książki i ja też jestem tym zaskoczony.

Być może wynika to z tego, że w ostatnich powieściach próbowałem przedstawiać życiorysy moich bohaterów z „lotu ptaka”, od narodzin aż po śmierć, a jeśli ukazujemy je w taki sposób, to zawsze będą miały ponurą wymowę, już choćby dlatego, że na końcu zawsze jest śmierć.

To powiedz mi jeszcze, w którym momencie poczujesz, że można wreszcie rozłożyć się wygodnie w fotelu i otworzyć szampana? Jak patrzę na to, co mówią o Tobie czytelnicy i krytycy, to myślę, że codziennie powinieneś chodzić pijany. A jednak przeglądam wywiady z Tobą i tam co jakiś czas zdanie, że sukces jest chwilowy, że masz wrażenie, że to się zaraz skończy, albo w ogóle dzieje się przypadkiem.

Bardzo ładnie widać te mechanizmy w dziennikach, listach i wspomnieniach pisarzy, którzy naszym zdaniem odnieśli olbrzymi sukces, a tymczasem z ich perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej. Każdemu ciągle czegoś brakuje i będzie brakować. Staram się cieszyć tym, co teraz dzieje się wokół moich książek, i absolutnie do tego się nie przyzwyczajać.

Bardzo często wyobrażam sobie nadchodzące porażki i dzięki temu wiem, że jeśli, a raczej kiedy, porażka nadejdzie, przyjmę ją z chłodnym uśmiechem buddyjskiego mnicha.

jakub małecki

To nie jest fotomontaż ;)

Wydawnictwo podpowiedziało mi w ostatniej chwili, żeby zapytać Cię o… pieczenie. Jeśli powiesz, że do tego wszystkiego potrafisz jeszcze zrobić ciasto czekoladowe, to uszczypnę Cię, żeby sprawdzić, czy jesteś prawdziwy!

No rzeczywiście, piekę. Bardzo to lubię, chociaż jak już coś zrobię, to staję przed trudnym zadaniem, bo nie mogę zanieść ciasta na przykład do pracy, i kończy się tak, że zjadam je całe. A wszelkiego rodzaju brownie i ciasta czekoladowe to zdecydowanie moje ulubione. Piekę właściwie tylko rzeczy z czekoladą. Przyznam Ci się nawet, że jeśli biorę jakiś przepis, i jest w nim napisane, że należy użyć w cieście na przykład tabliczkę gorzkiej czekolady, to zamiast gorzkiej kupuję mleczną i zamiast jednej tabliczki – trzy.

Wiesz, wszyscy umrzemy, ale zanim przyjdzie na mnie pora, zamierzam naprawdę porządnie obeżreć się słodkościami.


rdza małecki

  

UWAGA, NIESPODZIANKA!

Pod TYM LINKIEM w księgarni Bonito.pl od piątku do niedzieli (6-8.10.) kupicie najnowszą „Rdzę” taniej aż o 30 procent!

Bez żadnych kodów, po prostu klikacie i lada dzień najnowszą książkę Kuby Małeckiego macie już u siebie!

A jeśli chcecie wiedzieć na bieżąco, co tam nowego u Kuby, to koniecznie polubcie jego fanpage – fajnych fanek nigdy za wiele! ;)

  


 

Instagram