A Ty, po co każdego dnia wstajesz z łóżka? [+ KONKURS DLA WAS!]

Zastanawialiście się kiedyś, po co każdego dnia wstajecie z łóżka? Ale nie, że kot miauczy nad pustą miską, budzik wzywa do pracy albo pies ciągnie Was na kolejny niechciany spacer? Pytam tak zupełnie poważnie: co motywuje Was do działania? Co Was napędza, daje Wam energię i siłę? A może, przeciwnie, wcale ich w sobie nie macie?

Nie dalej jak rok temu zapanował szał na hygge, czyli duńską sztukę szczęścia. Czy spróbowałam? No pewnie! Wielkie, ciepłe koce, obszerne swetry, kubki gorącego kakao w ręku, porozstawiane dookoła świece – w tym wszystkim po prostu nie dało się nie zakochać. Czy mam to wszystko wokół siebie i dzisiaj? Tak, zwłaszcza teraz, kiedy za oknami znowu zrobiło się ciemno i przyszła szara, mokra jesień. Natomiast dzisiaj chciałam pokazać Wam coś jeszcze innego – ikigai, czyli… japońską sztukę szczęścia!

Ktoś zapyta: dlaczego akurat Japonia? Co oni tam wiedzą o szczęściu? To ja może wspomnę na starcie, że Japończycy zajmują czwarte miejsce na świecie pod względem długości życia, a Japonki drugie. I nigdy nie ukrywali, że zawdzięczają to właśnie ikigai, które nazywają „powodem, dla którego chcesz rano wstać z łóżka”. Ta definicja ma zresztą swoje językowe uzasadnienie i jest zbitką słów: iki („żyć”) oraz gai („powód”). Na polskim rynku właśnie ukazała się poświęcona całej tej filozofii książka, a jej autorem jest Ken Mogi – neurobiolog (czyli naukowiec!), a nie żaden tam coach.

PO CO KOMU IKIGAI?

Japończycy wierzą, że to właśnie ikigai nadaje życiu sens i dodaje im sił każdego dnia. Ba, wierzą też, że może ono im to życie odmienić! Wydłużyć, uszczęśliwić, pozbawić stresu, uczynić zdrowszym i bardziej satysfakcjonującym. I to nie jest jakiś tani, marketingowy chwyt – oni mają na to solidne badania.

To, co przy tym najbardziej niezwykłe w ikigai, to czerpanie przyjemności z różnorodności, jaką niesie życie. Bo co czyni Cię tak naprawdę szczęśliwym/szczęśliwą? U nas zwykło się myśleć, że żeby być szczęśliwym, muszą być spełnione pewne ściśle określone warunki. Na przykład muszę być ładna i zgrabna, muszę mieć świetną pracę, dobre zarobki, kochającego partnera. Ktoś inny powie, że musi mieć też Bugatti w garażu, jeszcze ktoś inny, że trójkę dzieci albo posadę prezesa. I wiecie, gdzie w tym myśleniu czai się problem?

Że w ten sposób sami odwlekamy sobie swoje szczęście. Nie jesteśmy szczęśliwi tu i teraz, w tym momencie, z tego, co teraz właśnie mamy. Zamiast tego mówimy sobie, jakie warunki muszą zostać spełnione (czy też: jakie punkty z naszej życiowej check-listy odhaczone), abyśmy mogli wreszcie odtrąbić sukces. A jeśli nam się nie udaje, czujemy się sfrustrowani, zawiedzeni, przegrani. Ikigai takie nie jest. Ikigai mówi: hej, Ty też masz prawo do szczęścia, szczęście jest łatwe, chodź i zrób je sobie właśnie tutaj i właśnie teraz. Ba, wg ikigai szczęście jest też demokratyczne i dostępne dla każdego, a taką samą radość może nam dawać radość ze spotkania z Barackiem Obamą, jak i zwykła filiżanka kawy.

Ikigai składa się przy tym z pięciu filarów, a żeby nie powtarzać się za książką, pokażę Wam, jak je realizuję u siebie. Chodźcie!


FILAR PIERWSZY: ZACZYNANIE OD RZECZY MAŁYCH 

Kocham moje łóżko. Kocham w nim leżeć, czytać, pisać, oglądać filmy, spać, bawić się z dzieckiem. Kocham moment, w którym się do niego kładę i w którym się w nim budzę. I bardzo, ale to bardzo nie kocham z niego wstawać. Ikigai nie mówi mi bynajmniej , że muszę to nagle polubić. Mówi, żebym zaczynała swój dzień od rzeczy małych, a każdy z nich uczyni się bardziej znośnym. I dla mnie takim punktem łagodzącym jest gorąca herbata. Zanim jeszcze wbiję się w jeansy i usiądę do pracy, siadam sobie z kubkiem herbaty w ręce. Czarnej, gorącej, z cytryną i miodem. To jest moje zaczynanie od rzeczy małych. Dla Ciebie może to być kostka czekolady, włącznie ulubionego radia czy zimny, orzeźwiający prysznic. Ważne, by były to rzeczy drobne i powtarzalne.


FILAR DRUGI: UWALNIANIE SIEBIE

Do tego służy mi blog. Jak część z Was już wie, zakładałam go, kiedy moje życie kompletnie się rozsypało. Nie miałam pracy, nie miałam faceta, ba – nie miałam nawet własnego miejsca, bo wyprowadziłam się z Wrocławia, a przeprowadzkę do Oslo ze względów zdrowotnych musiałam odwołać na kilka dni przed wylotem. To wtedy zaczęłam pisać – i to po kilka tekstów dziennie! Wiedziałam, że na początku nikt tego nie przeczyta. Ale nie oczekiwałam tego. Żadnego uznania, słów wsparcia, pochwały. Robiłam swoje, a nagroda przyszła sama. Tak samo mówi ikigai: graj, kiedy nikt nie słucha, rysuj, gdy nikt nie patrzy, pisz opowiadania, których nikt nie przeczyta. Nie nastawiaj się od razu na wielki sukces: uwolnij siebie i rób swoje, a wtedy największym sukcesem będzie Twoja własna, wewnętrzna satysfakcja.


FILAR TRZECI: HARMONIA  I TRWANIE

Wiecie, na czym polega teoria pięciu minut? Polega ona na tym, aby każdego dnia znaleźć chociaż pięć minut wyłącznie dla siebie. Choćby się paliło i waliło, nie ma Was dla nikogo. Jesteście tylko Wy, sami ze sobą. To jest to, co mi zapewnia harmonię choćby w najbardziej zwariowanym dniu i co jest takim punktem stałym, maleńkim fundamentem. To tych pięć minut zapewnia mi takie najbardziej autentyczne trwanie – tu i teraz, ze sobą, bez problemów, znajomych, Facebooka. Nie słyszę wtedy grającego telewizora, nie odbieram dzwoniącego telefonu, ignoruję huk chodzącej trzecią godzinę pralki. To jest właśnie moja harmonia i moje trwanie – choćby przez pięć minut, ale jednak każdego dnia, zawsze.


FILAR CZWARTY: DROBNE PRZYJEMNOŚCI

Że niby brylanty mają być najlepszym przyjacielem dziewczyny? A w życiu! Mnie tam wystarczy zwykła czekolada. Naprawdę, to jest to, co ratuje mi każdy dzień. Poza tym nie wiem, czy wiecie, ale najnowsze badania wykazały, że czekolada zawiera ponad 600 substancji, które pozytywnie działają na nasz organizm. 600! A to daje jakieś 600 argumentów za tym, że naprawdę warto ją jeść. Pomijając fakt, że genialnie poprawia nastrój i pozwala zapomnieć o kłopotach, to do tego stymuluje nasz układ odpornościowy, zmniejsza ryzyko zawału serca, a nawet… chroni przed próchnicą. Jeśli więc ktoś kiedyś mówił Wam, że to puste kalorie, to śmiało skasujcie jego numer, bo kłamał. A że przy okazji zaokrąglają się od niej trochę boczki? W końcu czego się nie robi dla chwili przyjemności, prawda?


FILAR PIĄTY: TU I TERAZ

Japończycy wierzą, że każda okazja jest wyjątkowa. Nieważne, czy stoisz właśnie na szczycie wieży Eiffla, czy pośrodku polskiego blokowiska. Nieważne, czy wydałeś na obiad ostatnich 15 złotych, czy masz ze sobą walizkę pełną dolarów. Nieważne, czy wczoraj straciłeś pracę, czy może jutro czeka Cię poważna operacja. Ważne jest tu i teraz. Ważny jest każdy dzień, każdy moment i każda okazja. Ikigai przypomina więc, żeby doceniać każdą chwilę, bo… każda chwila przemija. Dlatego tak ważne jest smakowanie wszystkiego: pysznej kolacji, czytanej właśnie książki, oglądanego zachodu słońca. Japończycy przywiązują ogromną rolę nawet do najdrobniejszych rytuałów i doceniają je. I tego uczy nas ikigai: by być tu i teraz i tym właśnie się cieszyć. I mam nadzieję, że tym wpisem Was także tą filozofią zarażę! 


ikigaiUWAGA, KONKURS!

Razem z wydawnictwem Wielka Litera mamy dla Was 3 egzemplarze tej niezwykłej książki. Co trzeba zrobić, aby ją wygrać? Wystarczy, że w komentarzu pod tym postem odpowiesz na pytanie:

A Ty, po co wstajesz z łóżka? Podaj nam swój powód!

Na Wasze odpowiedzi czekamy do końca niedzieli (29.10.2017). Nazwiska zwycięzców pojawią się tutaj, w zaktualizowanym wpisie, już we wtorek (31.10.2017).


WYNIKI KONKURSU 

Dziewczyny! Ogromnie Wam dziękuję za wszystkie odpowiedzi, naprawdę niełatwo było wybrać tylko trzy spośród nich. No ale zasady to zasady, więc nagrody otrzymują:

Agnieszka Burawka – za szczerość

Eliza Świdzikowska – za słodycz

Chciej Lepiej – za Misia Uszatka

Wszystkim Wam dziękuję za udział i zapewniam, że jeszcze niejeden konkurs nam się tutaj trafi. A zwyciężczynie bardzo proszę o przesłanie mi danych do wysyłki (oraz numeru telefonu dla kuriera!) na adres mailowy: joanna.pachla@gmail.com w ciągu 5 najbliższych dni roboczych.


Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Wielka Litera 

Zdjęcia: Agnieszka Wanat

Instagram