Friendzone wciągnie każdego, czyli „Wieczór filmowy” Lucy Courtenay

Wiecie, czym jest friendzone? Żeby to lepiej zrozumieć, wyobraźcie sobie ruchome piaski. Na pewno oglądaliście Indianę Jonesa albo inny film, na którym Bogu ducha winny człowieczek nieszczęśliwie ugrzązł w pochłaniającej go brei. Śmierć to więc raczej mało przyjemna i zjawiskowa i – jak się okazuje – także mało prawdopodobna. W rzeczywistości bowiem ani ruchome piaski nie bywają tak głębokie, żeby w nie kogokolwiek wessało, ani nie wciągają pechowców na swoje dno, bo zwyczajnie mają większą gęstość niż woda. W praktyce oznacza to, że prędzej wypchną nas na powierzchnię, niż wciągną w ostatni krąg piekieł. Słowem: życia nas nie pozbawią. Co najwyżej – wyplują nas jak przeżuty obiad albo pobrudzą nam but.

Natomiast ruchome piaski w postaci, jaką znamy z filmów, idealnie obrazują schemat popadania we friendzone. To znaczy: jest sobie para, dajmy na to: chłopak i dziewczyna. Kumplują się, spotykają, wymieniają tonę smsów i maili, w końcu – chodzą razem do knajp, na zakupy, do kina. Problem w tym, że on się w niej zakochuje, a ona w nim nie. Jedno więc jest zakochane, a drugie w ogóle nie przyjmuje tego do wiadomości. Ba, potrafi nawet spotykać się z kimś innym, zdając swojemu przyjacielowi szczegółową z tego relację. Jeśli więc wpadłeś we friendzone, masz przechlapane: zapadasz się coraz głębiej i głębiej, a ponieważ nie potrafisz wykonać totalnie żadnego ruchu, ukochana osoba wymyka się z Twoich rąk, a Tobie wydostać się już z tego jest coraz ciężej.

Niestety, na tym etapie podobieństwa friendzone do ruchomych piasków się kończą. Jeśli bowiem rzeczywiście utknąłeś w martwej, przyjacielskiej strefie, nie ma takiej siły, która by Cię stamtąd wypchnęła. Ba, powiem więcej: trzeba naprawdę sporo odwagi i samozaparcia, żeby robić dobrą minę do złej gry i taplać się w niej swobodnie niczym żabka w błotku. A finalnie: szczęśliwie się z tego bagna wydostać.

WIECZÓR FILMOWY, CZYLI HAPPY ENDU NIE BĘDZIE?

A dlaczego dzisiaj Wam o tym mówię? Bo o tym jest właśnie „Wieczór filmowy” Lucy Courtenay. Autorka podeszła w nim do tematu friendzone w sposób naprawdę mistrzowski, rozrysowując go krok po kroku. Główni bohaterowie tej książki popełnili tu wszystkie możliwe błędy i wpadli w tak schematyczną i przewidywalną relację, że konia z rzędem temu, kto by nie odgadł większości fabuły już po kilku pierwszych stronach. Co nie znaczy w ogóle, że książka jest nudna. Przeciwnie. Obserwowanie, jak Sol popada we friendzone, jak bardzo Hanna jest ślepa i niczego nieświadoma, w końcu śledzenie ich romansów ze wszystkimi dokoła, tylko nie ze sobą nawzajem… to naprawdę udana rozrywka. Tak fajnej i lekkiej powieści – choć przeznaczonej raczej dla nastoletniego odbiorcy – dawno nie czytałam. Ale po kolei.

wieczór filmowyHanna to super dziewczyna. Jest ładna, bystra, lubiana. Do tego spotyka się z najprzystojniejszym chłopakiem w całej szkole, więc już w ogóle nic, tylko zazdrościć. Do tego ma fajnego przyjaciela, na którego zawsze może liczyć i do którego może zadzwonić nawet w środku nocy. Przyjaciel ma na imię Sol i jest chuderlawym, rudym Anglikiem, którego rodzice nie dość, że są gejami, to jeszcze trzymają pod swoim dachem stanowiącego zagrożenie dla siebie i dla innych, dość niezrównoważonego kota. Do tego Sol to jedyny znany Hannie chłopak, który rozpoznaje cytaty z filmów, wplatane przez nią w rozmowę. No ale Sol to Sol. Póki co, liczy się tylko Dan. Problem w tym, że Dan przestaje się Hanną interesować i zdradza ją na oczach tłumu nastolatków, do tego w… samego sylwestra.

Jak nietrudno się domyślić, życie Hannie ratuje wówczas Sol. Przy okazji ratując też honor, bo biedaczka w zbyt obcisłej sukience i ze zbyt dużą ilością alkoholu we krwi miała niemałe trudności z pokonaniem schodów. Niestety, Sol nie zdołał uratować już swoich butów, kiedy Hanna radośnie na nie wymiotowała. W każdym razie: jeśli to nie jest przyjaźń, to ja nie wiem już, co nią jest. I w ramach tej właśnie przyjaźni Hanna wpada na genialny pomysł: będą razem z Solem oglądać po jednym filmie w ostatni dzień miesiąca przez okrągły rok, aż do kolejnego sylwestra. Tak po prostu, żeby było fajnie.

JAK WYJŚĆ Z FRIENDZONE? NIESTETY, NIE TAK ŁATWO

Ktoś powie: ok, dobry pomysł! Ale czy w praktyce jest równie dobrze? Średnio, bo Sol się w niej podkochuje, a ona w nim nie. Hanna ma bowiem ten sam problem, co większość ładnych nastolatek: jest kompletnie zapatrzona w siebie i nie widzi wiele więcej, ponad czubek własnego nosa. I to do tego stopnia, że jest w stanie skłócić się z najlepszą przyjaciółką czy pociąć mamie jej ukochaną sukienkę. Do tego Hanna uparła się, że ona i Dan są po prostu dla siebie stworzeni – chociaż sam Dan zdaje się tego zdania nie podzielać. A może biedny nie ma czasu w ogóle się nad tym zastanowić? Wszak sznureczek łaknących jego uwagi dziewczyn jest długi, a on codziennie ma do dyspozycji tylko jedną parę rąk, jedne usta i jedną dobę.

Uprzedzając pytania: nie, Dana nie da się lubić, ale możecie próbować. „Wieczór filmowy” to w ogóle jedna z tych książek, w których od razu wiecie, którą ze stron chcecie trzymać. I – jak jeden z bohaterów – pod koniec lektury także zrozumiecie, że życie jest zbyt krótkie, żeby spędzać je z niewłaściwymi ludźmi. Jest też zbyt krótkie, żeby czytać złe książki, więc przyda Wam się odrobina rozrywki z grupką normalnych, ludzkich, nastoletnich bohaterów – z całą gamą problemów i rozterek, charakterystycznych dla tego wieku – to polecam Wam ją mocno. Przekonacie się, że friendzone naprawdę jest taki zły, jak go malują i że nie ma nic gorszego niż doradzanie ukochanej kobiecie ze złamanym sercem. Może dlatego Sol tak mało mówi? W każdym razie: polubicie go za to.

A książkę szczególnie polecam podobnym kinomanom, jak ja. Wszystkie filmowe cytaty i wtręty są tu naprawdę urocze, a i motyw wieczorów filmowych powinien przypaść Wam do gustu. No i same imiona bohaterów! Czy Hanna i Sol tylko mnie kojarzą się z Hanem Solo, zadziornym przystojniakiem z cudownych „Gwiezdnych wojen”? Tak czy siak: książka do przeczytania! Ciepła, zabawna, romantyczna – taka do poduszki lub torebki. Najlepiej z kubełkiem popcornu w dłoni.

Zdjęcie główne: adragan/fotolia.com