Dlaczego lubimy Kevina? Powody, dla których oglądanie go jest OK

Nie wiem, czy wiecie, ale „Kevin sam w domu” obchodzi w tym roku 25. urodziny. Jak dotąd zarobił na całym świecie ok. 500 milionów dolarów, co czyni go… najbardziej dochodową komedią wszech czasów! A jednak co roku nie brakuje maruderów, zdaniem których powinno się zdjąć go z anteny.

Tymczasem gdy kilka lat temu prezes Polsatu nie zamieścił go w świątecznym repertuarze, w internecie zawrzało. Do redakcji zaczęły przychodzić listy i e-maile, które jednym głosem obwieszczały bojkot. Polsat się więc ugiął, Kevin wrócił do ramówki, a nasz świat stał się znowu bezpieczny.

Dlaczego więc tak go lubimy? Z przynajmniej 10 powodów:

1. Bo to już element tradycji

Tak jak choinka, śnieg czy prezenty. I choć śnieg zawodzi nas nieco w tym roku, to Kevin na Polsacie równo o 20 będzie. Dlaczego nam się nie znudził? Bo główną cechą tradycji jest to, że jest… powtarzalna. Tak, jak co roku ubieramy choinkę, wręczamy sobie prezenty czy składamy życzenia, tak co roku chcemy oglądać Kevina, choć znalazłby tonę nowszych i ciekawszych programów. Monotonia nie zawsze jest zła – są w końcu rzeczy, które dobrze znamy, a na które mimo wszystko czekamy.

Kevin Sam

2. Bo zwyczajnie jest fajną komedią

Krytycy mogą się tu oburzać i rozkładać sobie dzieło na czynniki pierwsze, ale w przypadku filmu o takim zasięgu to widz ma jednak ostateczny głos. Miliony ludzi na całym świecie nie mogą się mylić – jeśli to ten film puszczany jest rok w rok, od X lat, to nie dlatego, że nic innego od tamtej pory nie nakręcono, ale dlatego, że ludzie zwyczajnie oglądać go chcą.

3. Bo każdy z nas ma w sobie trochę Kevina

Nie oszukujmy się – ilu z Was nie zaklnie dziś ani razu? Ilu – w pocie czoła lepiąc te uszka i pucując okna – nie obiecało sobie, że kolejne święta spędzi w górach lub w ośrodku SPA? Każdy z nas ma w sobie małego Kevina, który po dziurki w uszach ma swojej rodziny i całej tej przedświątecznej gorączki. Dlatego kibicujemy mu w duchu i utożsamiamy się z nim, choć to przecież nieco wredny dzieciak.

Kevin Sam

4. Bo lubimy oglądać pozytywne przemiany

Co prawda Kevin na początku nie wydaje się tęsknić do bliskich, ale w toku rozwoju fabuły coraz mocniej ten brak już odczuwa. Ba, na koniec filmu cieszy się z ich powrotu. Tak samo i nas cieszy ta jego przemiana i to, że wbrew piętrzącym się zagrożeniom, ze wszystkiego udaje mu się wyjść cało. No i dochodzimy do wniosku, że może i rodzina nas wkurza, ale lepszy upierdliwy dziadek od towarzystwa złodziei czy innych oprawców.

5. Bo nikt tak pięknie się nie ucieszył z wolności

Pamiętacie tę scenę, kiedy Kevin orientuje się, że jest sam? Biega po domu jak poparzony kot, a Wy siedzicie właśnie osaczeni przez niezliczoną ilość wujków i cioć. Dobrze więc popatrzeć na szaloną radość Kevina, choć w głębi ducha każdy mu chyba zazdrości.

6. Bo nikt tak pięknie się nie drze

Cudny w Kevinie jest też wachlarz przeżywanych przez niego przygód. Od konieczności obrony domu przed złodziejami, aż po… pierwsze w życiu użycie wody po goleniu, która – delikatnie mówiąc – go szczypie. Te perypetie – od zagrażających życiu po totalnie absurdalne – sprawiają, że z tym dzieciakiem nie da się nudzić. Nawet, jeśli tę samą scenę krzyku ogląda się 10. z rzędu raz.

7. Bo to film dla każdego

Na święta zjeżdża się zwykle cała rodzina – pod nogami plączą się maluchy, z foteli spoglądają na nas posunięci w latach dziadkowie, a my musimy tłumaczyć rodzicom, dlaczego piąta dokładka barszczu z uszkami nie wchodzi tym razem w grę. Jak ich wszystkich pogodzić? Na pewno nie proponując coś od Tarantino czy drętwą „Familiadę”. Tymczasem Kevin to film dla całej rodziny – niezależnie od wieku widza oraz jego płci.

8. Bo święta bez Kevina są jak sylwester bez wódki

Czyli najważniejszy w życiu jest wybór. Chcesz – pijesz. Nie chcesz – nie pijesz. Ale to do Ciebie ma należeć ten komfort, że sam podejmujesz decyzję. Tak samo z Kevinem – telewizora możesz nie włączyć. Albo przełączyć na inny kanał. Natomiast nie chcesz, by ktoś Ci zabrał zabawkę, którą się bawisz co roku.

Kevin Sam

9. Bo każdy chce w końcu odejść od stołu

Oczywiście, można uznać, że telewizja w święta to grzech i opychać się za stołem aż do upadłego, ale – nie czarujmy się – każdy chce w końcu złapać oddech. Wizja zmiany miejscówki ze sztywnego krzesła na bardziej przyjemną kanapę kusi więc niezależnie od tego, co właściwie leci w TV. Po prostu, można odpocząć.

10. Bo co innego mielibyśmy oglądać

Przy założeniu, że nie mamy przy sobie komputera ani filmów na DVD, niewiele nam w telewizji zostaje. Bo co mielibyśmy oglądać? Koncerty kolęd, orędzia hierarchów, transmisje z pasterek i innych uroczystości? W święta telewizja nas nie rozpieszcza, więc z dwojga złego lepiej wybrać Kevina. Czyli tak, jak czasem trzeba głosować, wybierając tzw. mniejsze zło.

A na deser – 9 rzeczy, których prawdopodobnie o Kevinie nie wiecie:

To jak jest z Wami – oglądacie w święta Kevina czy nie? ;)