Black Mirror, czyli jak nie zakrztusić się pudełkiem gorzkich czekoladek


Powiedziałbym, że Black Mirror jest trochę jak pudełko gorzkich czekoladek. Nigdy nie masz pewności, jaka czekoladka ci się trafi. Ale wiesz, że będzie gorzka.

Charlie Brooker, twórca Black Mirror


Jestem typem widza, który podświadomie unika zmuszających do refleksji produkcji. Filmy i seriale chcę traktować jako formę rozrywki, a nie mentalną połajankę, po której nie mogę zasnąć. Czemu? Nie wiem. Od zawsze tak mam. Nie zrozumcie mnie źle, nie oglądam też tylko głupich, amerykańskich komedii. Ale dobra książka czy dokument są dla mnie lepszą alternatywą niż obarczony ciężkim klimatem film.

Pewnie dlatego długo przekonywałem się do „Black Mirror”. Nie pomagały pozytywne recenzje, które trafiały do mnie z każdej strony. Zwyczajnie za wiele razy się na nich zawiodłem, aby wierzyć w kolejne „objawienie”, jakim miał być ten serial. Co mnie ostatecznie przekonało? Nic innego, jak wywiad z twórcą serii, z którego też pochodzi powyższy cytat. Zaciekawiło mnie to pudełko czekoladek, które są metaforą zbioru odcinków – odcinków, trwających około godziny, przedstawiających zupełnie różne historie, niepowiązane ze sobą fabularnie. A wszystko osadzone w futurystycznych realiach. Brzmi ciekawie?

Owszem, jest bardzo ciekawe.

Black Mirror


PRZYSZŁOŚĆ JEST DZIŚ

Kino futurystyczne jest dziś mocno zaniedbane. Dobre produkcje można policzyć na palcach jednej ręki. W kinach możemy zawsze trafić na coś pokroju „Avatara” czy „Grawitacji”, gdzie obraz jest ważniejszy niż fabuła, a próba oddania jakichkolwiek realiów nie stoi nawet na drugim planie. Dlatego tym bardziej doceniam każdy powiew świeżości, którym w moim mniemaniu były w ostatnim czasie tytuły takie jak „Ex Machina” czy bohater tego wpisu – „Black Mirror”.

„Black Mirror” dotyka przy tym przyszłości w bardzo ciekawy sposób. Głównie dzięki postawieniu technologii w roli swego rodzaju bohatera lub spoiwa serii. Praktycznie każdy odcinek jest mniej lub bardzo powiązany z gadżetami, które otaczają nas już w tym momencie, bądź za chwilę będą. Wszędobylskie ekrany sterowania, ultracienkie telefony z masą funkcji, drony czy autonomiczne samochody to nie jest coś, czego będą doświadczać nasze dzieci. To jest nasza przyszłość za 10-20 lat. I pewnie teraz wydaje się nam to absurdalne, ale biorąc pod uwagę to, że ledwie od 10 lat mamy smartfony, a wiele firm już testuje auta bez kierowców, zaczynamy zastanawiać się, ile taka transformacja technologiczna realnie zajmie. Bo to nie jest pytanie z serii „czy”, tylko „kiedy”.

I drugie, zdecydowanie ważniejsze – jak my, ludzie z telefonem i internetem zareagujemy na tę masę możliwości i wyzwań. „Black Mirror”stara się nam pokazać, jak może to wyglądać. I mimo tego, że w całej serii znajdziemy obrazy, w których technologia jest tym pozytywnym „bohaterem”, to jednak w wielu przypadkach krzywdzi. Ale nie sama w sobie – krzywdzi, bo ludzie korzystają z niej w ten, a nie inny sposób, nie mając świadomości, jakie niesie to za sobą konsekwencje.

Black Mirror

Black Mirror


TECHNOLOGIA W SŁUŻBIE CZŁOWIEKOWI CZY ODWROTNIE?

Żyjemy w pięknych czasach i możliwości mamy wiele. Każdego dnia na swój sposób ujarzmiamy kolejne futurystyczne rozwiązania. Od komunikatora po drony. Każdego roku jesteśmy w tym bardziej konsekwentni i agresywni. I w sumie to dzięki nam kolejne technologie się rozwijają. Bo bez nas każdy gadżet czy aplikacja byłyby tylko kolejną nieużywaną płytką lub linią kodu. Gdzieś po drodze częściowo wyszliśmy z roli odbiorców, a staliśmy się twórcami, kreatorami trendów. Czym są social media jeśli nie wytworem każdego z nas?

„Black Mirror” bardzo dobitnie pokazuje nam, że często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak głęboko jesteśmy powiązani z rozwiązaniami, bez których kiedyś sobie doskonale radziliśmy. Co więcej, dziś to te rozwiązania determinują często nasz status społeczny, a próba ich wykluczenia z życia kończy się często wykluczeniem z danego środowiska.

Próbujemy za wszelką cenę zaprzyjaźniać się z różnymi rozwiązaniami technologicznymi, tłumacząc sobie, że to dla naszego dobra lub dobra naszych dzieci, przestając jednocześnie widzieć, jaką krzywdę wyrządzamy sobie i bliskim.

Serial przedstawia oczywiście wiele scenariuszy, mniej lub bardziej drastycznych, jednak przekaz jest jasny – nasza ewolucja na stałe połączona jest z rozwojem technologii. Będziemy z nią żyć, lub starać się ją wykluczyć z naszego życia. Niezależnie od wyboru – nie unikniemy jej wpływu na nas i nasze otoczenie.

Black Mirror

Black Mirror


POKOLENIE TECHNOLOGICZNYCH SOCJOPATÓW

Jestem świadom tego, że powyższy opis może być dla Was trochę mdły, jeśli nie wiecie o czym właściwie są odcinki, bądź jakie konkretne tematy poruszają. Nie chcę nadmiernie ogołocić serialu ze smaczków, które musicie odkryć sami. Nie chcę też zniechęcić Was jednym nietrafionym zdaniem. Bo mi ktoś „Black Mirror” reklamował odcinkiem z premierem i świnią. Jeśli oglądaliście, to wiecie, że nie jest to najlepszy pomysł. ;) 

Nadmienię tylko, że w serii poruszane są między innymi wątki takie jak:

– decydowanie użytkowników social media o życiu innych ludzi

– VR w grach i zagrożenia dla psychiki człowieka

– przenoszenie świadomości człowieka po śmierci do cyberprzestrzeni

Oraz wiele, wiele innych.

Tematy dość abstrakcyjne, prawda? To teraz wyobraźcie sobie, że praktycznie każdy z 18 odcinków „Black Mirror” przedstawia Wam bohaterów, mierzących się z podobnymi zagadnieniami. I im bardziej zagłębiacie się w fabułę, tym bardziej będziecie się z nimi utożsamiać i skłaniać do pewnych refleksji. Każdy z Was będzie miał inne przemyślenia, jednak prędzej czy później zaczniecie zastanawiać się, czy nie znacie kogoś podobnego do którejś z postaci lub czy sami nie znajdujecie w sobie pewnych cech wspólnych. A jeśli na oba pytania odpowiecie przecząco, to zostanie to ostatnie – czy faktycznie to nas czeka? Czy będziemy społeczeństwem technologicznych socjopatów?

“Black Mirror” to 18 odcinków. 18 historii, które pozostaną w Waszych głowach na dłużej i zmuszą Was do refleksji. Poczujecie po nich emocjonalne zmęczenie. Ale nie takie, jak po horrorach, po których każda nocna eskapada do łazienki kończy się stanem przedzawałowym. Serial zmusi Was do przemyślenia swojego podejścia do pewnych kwestii, postawienia się po której ze stron, wyrobienia sobie zdania na tematy, o których wcześniej nawet nie myśleliście.

Finał każdego odcinka to kolejna zjedzona, gorzka czekoladka. Ale zapewniam – warto opędzlować całe pudełko. Oczywiście nie na raz. Chociaż wiem, że jak wsiąknięcie, to nie będzie dla Was ratunku. ;) 

Black Mirror

Black Mirror


A dla nieprzekonanych – zwiastuny dwóch ostatnich sezonów:

16
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment authors
PawełAda | RzeczovnikEwa AnnaWiedzma JesiennaOla Michalewska Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Ola Michalewska
Gość
Ola Michalewska

Zdecydowanie zgadzam się z każdym zdaniem tej recenzji. z jednym zastrzeżeniem – mnie ten serial przeraża bardziej niż najmocniejszy horror (choć akurat nie jestem fanką obu gatunków czy sci-fi czy dreszczowców bo bać się nie lubię). Sama namawiałam chłopaka do seansu po pozytywnych recenzjach – teraz on namawia mnie na każdy kolejny odcinek, bo jestem po nich rozstrojona psychicznie. Ale warto. BM włącza myślenie I pobudza do dyskusji. przeraża, bawi, wciąga. Serial tak bardzo nierealny, że ma się ochotę wyśmiać jego czarną wizję przyszłości ale ten śmiech jest gorzki I grzęźnie w gardle. btw nie wiem komu przyszło do głowy… Czytaj więcej »

Ala
Gość
Ala

Hej, mam pytanie skierowane właściwie do każdego, kto oglądał „Black mirror”. Otóż do tej pory obejrzałam jedynie pierwszy sezon i po przerwie jakoś trudno mi wrócić do serialu. Zastanawiam się, czy kiedy mówicie, że przeraża was on jak horror, macie na myśli taki sam styl straszenia, czy to, co miałam okazję zobaczyć w pierwszym sezonie (czyli raczej przerażenie własnymi refleksjami)? I czy serial skręca w krwawą stronę (nie cierpię dosadnych scen przemocy, krwi itp.)? Pozdrawiam :)

Ola Michalewska
Gość
Ola Michalewska

My jak narazie jesteśmy w połowie trzeciego sezonu I do tej pory ciągle chodzi o ten sam „refleksyjny” strach. Odcinek dotyczący wirtualnej rzeczywistości był horrorowaty ale nawet ja (a jestem typem, który boi się własnego cienia) byłam w stanie obejrzeć. Myślę, że oglądanie z przerwami jest najlepszym rozwiązaniem, my oglądamy max dwa odcinki na raz aby je sobie przetrawić I za kilka dni kolejny seans. jeśli podobał Ci sie sezon pierwszy to warto wrócić, choć slyszałam opinie, że czwarty sezon jest dużo słabszy. zobaczymy:)

Ala
Gość
Ala

Dzięki za obie odpowiedzi :) Myślę, że musimy wrócić do oglądania, zwłaszcza, że narzeczony mnie namawia. Choć nie wiem, czy dam radę teraz, w taką depresyjną porę roku ;)

Ola Michalewska
Gość
Ola Michalewska

Dasz, dasz, warto:) miłego seansu :)

Wiedzma Jesienna
Gość
Wiedzma Jesienna

Mnie zniechecil odcinek z premierem i swinia. Zrobilo mi sie poprostu niedobrze i stwierdzilam ze to nie jest serial dla mnie. Niby wiem ze kazdy odcinek jest o czyms innym, ale mysl ze moglabym natrafic na kolejny w takim samym stylu to od razu sprawia ze nie chce nawet probowac.

Ewa Anna
Gość
Ewa Anna

Po dwóch sezonach ciężko mi wrócić do Black Mirror, bo obraz przemyśleń wrył się na trwałe w szare komórki. Obecnie wybieram lżejsze klimaty i nawet przeoczyłam że pojawił się już 4 sezon.