Spójrz na mnie z czułością. Niewiele więcej możemy dla siebie zrobić

Na zdj. kadr z filmu „Wielkie piękno”, reż. Paolo Sorrentino

Zamiast patrzeć z wyższością i pogardzać nami, powinnaś spojrzeć na nas z czułością. Wszyscy  jesteśmy na skraju rozpaczy. Jedyne, co możemy zrobić, to spojrzeć sobie w oczy, dotrzymać sobie towarzystwa i trochę pożartować.

Dziś będzie o ocenianiu. O tym, że lubimy mierzyć ludzi swoją własną miarą, że przykładamy do nich kalki, które mamy w głowie i na ich podstawie pochopnie wyciągamy wnioski. Bo to, że coś w głowie mamy my, nie znaczy, że ma to też cały świat.

Czasami robimy głupoty. Jak na przykład kolczyk w chrząstce, który będziemy sobie wyrywać przy każdym szarpnięciu grzebieniem. Albo złapanie za gorący talerz, prosto z mikrofali (uwielbiam to urządzenie; zimne jedzenie w gorącym naczyniu, maksimum doznań, minimum ściemy).

Albo otwarcie paczki ciastek z nadzieją, że zjemy tylko jedno. Moja koleżanka mówi, z jednym ciastkiem jest jak z yeti – wszyscy o nim słyszeli, ale nikt go nigdy nie widział. Bo jak już otwierasz taką paczkę, to nie ma opcji, żebyś jej całej nie upakował do brzuszka. A to z kolei generuje problemy, na przykład pięć kilo problemów w okolicy tyłka.

Ale nieważne, jaki to rodzaj głupoty. Inni robią rzeczy bardziej spektakularne, jak na przykład idą na polonistykę i myślą, że znajdą po niej dobrze płatną pracę. Albo wierzą, że są w stanie zmienić kogoś w przytulaka i altruistę, chociaż jego egoizm osiągnął trwałość konstrukcji z betonu. To całkiem nieistotne, na jaką głupotę się aktualnie targniemy. Punkt wspólny i tak będzie jeden – robimy to, bo to normalne – zwyczajnie, po ludzku się mylić.

Każdy z nas prędzej czy później na czymś się w życiu wykłada. Okazujemy się idiotami, niezależnie od wykształcenia, pochodzenia, koloru paznokci i sposobu, w jaki mówimy słowo „banan”. Dlatego tak ważne jest, żeby tolerować też wpadki innych. Żeby nie patrzeć na nich z wyższością, darować sobie całe to ocenianie, lustrowanie, rozkładanie ich ruchów na czynniki pierwsze. Możecie rozpisać ich wady w Excelu, możecie podśmiewywać się z ich kolejnych dramatów i niepowodzeń. Albo patrzeć z politowaniem, wzruszać znacząco ramionami. Tylko po co? Myślicie, że macie inaczej?

Szalenie lubię „Wielkie piękno”. Toni Servillo jako pisarz jednego dzieła i uczestnik wielu imprez sprawdza się w nim bez dwóch zdań. Ma twarz, na której widać wszystko. Uśmiech, żal, politowanie. Dla siebie, dla życia, dla świata. Jego mina wyraża w sobie często tę niewypowiedzianą rozpacz, której nie powodują rzeczy bieżące – wszystkie te pierdołowate zmartwienia i problemy, jak nieudana randka, rachunek za prąd albo kiepska książka. To raczej rozpacz, wynikająca z bólu istnienia. Ale taka, z którą już się pogodziło, którą przyjmuje się niejako w pakiecie, z całym tym urokiem, które życie jednak w sobie ma.

Dlatego tak lubię te słowa. „Jedyne, co możemy zrobić, to spojrzeć sobie w oczy, dotrzymać sobie towarzystwa i trochę pożartować”.

Możemy też napić się wina. Bo „kiedy pijesz, to świat nadal gdzieś tam sobie istnieje, ale przynajmniej na chwilę zdejmuje Ci nogę z gardła”, jak mawiał dziadek Bukowski.