Pieniek w lesie, kołek w dupie. Czyli o czeskiej reklamie T-Mobile

YouTube.com

Polski cwaniak to stereotyp, który od dawna pokutuje w czeskiej świadomości. To powoli się zmienia, ale niestety ciągle jeszcze przedstawiciele starszego pokolenia hołubią obraz zapamiętany z lat 70. i 80., kiedy to Polacy pielgrzymowali przez wszystkie kraje demokracji ludowej handlując, czym tylko się dało.

Jaroslav Rudiš, rozmowa na łamach serwisu Dwutygodnik.com

Widzieliście tę uroczą reklamę, w której Polak wciska Czechowi wadliwy telefon? Nie? To już nie zobaczycie. Nie zobaczycie, bo polski kołek w dupie po raz kolejny okazał się twardszy od siły zdrowego rozsądku.

Czasem mam ochotę zadawać ludziom pytania o naprawdę podstawowe rzeczy, ale nie wiem, czy ich to nie obrazi. Wiecie, trudno podejść do prof. Miodka i zapytać, czy „chuj” się kreskuje. Po prostu, są rzeczy, które się wie. Tak samo myślałam, że wszyscy wiedzą, że reklama MA PRZYCIĄGAĆ UWAGĘ. Ma wzbudzać emocje, wywoływać kontrowersje, być kreatywna, pomysłowa, zabawna. I tak, taka właśnie była reklama czeskiego oddziału T-Mobile.

Widzieliśmy w niej czeskich narciarzy, którzy po przekroczeniu granicy z Polską natykają się na nieźle wygadaną choinkę. Choinka jest Polakiem, do tego praktykującym tzw. handel obwoźny. Po uchyleniu połów płaszcza okazuje się, że kupić można od niego wszystko, od malinowych lizaków, aż po telefony. No więc Czech kupuje telefon, który okazuje się bublem. Zanim jednak zdąży ponownie spojrzeć na swojego handlarza, po tamtym nie będzie już śladu. Co najwyżej wystający z ziemi pień.

I co? I super! Szacunek dla twórców, a współczujący głask dla tych, których to oburzyło. Jak bardzo trzeba być bowiem sztywnym, jak głęboko wepchnąć sobie w dupę kij, żeby w czymś, co jest po prostu DOBRĄ REKLAMĄ dopatrzeć się upokorzenia, narodowej krzywdy i utrwalania stereotypów?

I czy naprawdę to Polacy powinni czuć się obrażeni? Popatrzmy na tego Czecha! Jest nie mniejszym przecież idiotą, który kupuje telefon od napotkanej w lesie choinki. NO SORRY. Jeżeli ktoś tu powinien czuć się obrażony, to chyba Czesi. Chociaż ciężko wyczuć, czy lepiej mieć opinię idioty czy złodzieja.

Tymczasem to Polska poczuła się dotknięta. Jestem przekonana, że jest on niezgodny z wszelkimi zasadami reklamy, etyki medialnej i dobrego smaku, ale przede wszystkim szkodzi dobrym relacjom polsko-czeskim, które wiele osób po obu stronach granicy stara się budować – miała napisać o spocie ambasador RP w Pradze, żądając „natychmiastowego zdjęcia reklamy z ramówki telewizyjnej i usunięcia jej z portali społecznościowych”. I to by jeszcze nie było takie złe. Złe jest to, że T-Mobile się ugiął.

Prezes reklamy wycofał, a w oświadczeniu „wyraził ubolewanie z powodu tego, że spot reklamowy spotkał się z chłodnym przyjęciem z polskiej strony”. Ja bym tu sprostowała: przyjęcie nie było chłodne. Było aż za ciepłe. Było przyjęciem poparzonej małpy, która nie wie, jak się powinna zachować. I nie mam tu na myśli pani ambasador, ale pewien wzorzec myślowy, który każe nam obruszać się na najmniejszy choćby prztyczek. Który nie pozwala nam śmiać się z siebie, zachować dystansu, klepnąć tych Czechów po plecach i z serdecznym uśmiechem powiedzieć: toście nam teraz dojebali.

Można było zrobić z tego żart. Można było też udać, że sprawy nie ma, to i media tematu by nie podjęły. Bo nie oszukujmy się, ale właśnie tak nadaje się rzeczom rozgłosu. Kogo w przeciwnym razie zainteresowałaby kolejna reklama telefonii komórkowej? Zapewniam: nikogo. Tymczasem o T-Mobile usłyszał cały kraj (a nawet dwa), a Polacy znowu wyszli na buców.

Jakże celna okazuje się więc finalna postać pieńka. Szkoda tylko, że tak mocno utknął nam w dupie.