Pech to pech. Albo zwykłe draństwo

Na zdj. kadr z filmu „Casablanca”, reż. Michael Curtiz

Ze wszystkich barów, we wszystkich miastach na całym świecie, ona musiała wejść do mojego.

Jest sobota, jest bar. I to jeden z najlepszych. Film też jeden z najlepszych, do tego z mężczyzną takim, że na samą myśl miękną mi zawsze kolana. Ale sam cytat lepiej brzmi w oryginale. Of all the gin joints in all the towns in all the world, she walks into mine. Czujecie różnicę? No to zaczynamy.

To się nazywa pech. Albo ironia losu. Albo zwyczajne draństwo. Bo jak to jest, że dwoje ludzi musi wpaść na siebie zawsze, ilekroć bardzo by tego nie chciało? Jak często zdarza Ci się wyjść na miasto bez makijażu i akurat wtedy spotkać największą plotkarę w mieście? Jak często wpadasz na byłego i jego super-piękną-i-mądrą dziewczynę właśnie wtedy, kiedy ochlapał Cię przejeżdżający obok autobus, przez co Twój płaszcz ścieka błotem jak wiosna w roztopach? Jak często miniesz na korytarzu szefa akurat w dniu, kiedy od rana zawalasz ważny projekt? I jak bardzo Cię to dziwi, bo przecież on nigdy nie wychyla nosa zza drzwi gabinetu?

Nie, nie tylko Ty tak masz. Jeśli wiodłaś dotąd wspaniałe życie, a nagle rzucił Cię facet, szef wyrzucił na zbity pysk, a właścicielka mieszkania podniosła czynsz, to jest wielkie prawdopodobieństwo, że ktoś zaraz zorganizuje imprezę, na której sto osób zapyta Cię, jak tam właściwie się masz. I co u Ciebie. I co u Twojego faceta. I czy dalej mieszkasz w tym pięknym mieszkaniu i pracujesz w tej cudownej korpo.

Tak się dzieje i tak już po prostu jest. I albo możesz usiąść teraz na środku dywanu i zapłakać rzewnymi łzami (co także polecam, bo działa oczyszczająco i łatwiej się po tym zasypia), albo wziąć się w garść i przygotować na każdą okoliczność. Zawsze bądź gotowa na niewygodne pytania. Zawsze wyglądaj tak, jak chcesz, żeby Cię widziano. Ja wiem, że czasem zasypiasz do pracy. Ale ja wtedy albo biorę taksówkę, albo zwyczajnie się spóźniam. Wolę mieć w portfelu dwie dychy mniej, ewentualnie zgarnąć opieprz od szefa, niż stać się tematem rozmów dla trzydziestu koleżanek z piętra. Raz w roku wyjdziesz z domu z tłustymi włosami? Bądź pewna, że właśnie wtedy zobaczy Cię cały świat.

I nie chodzi o to, aby nie pozwalać sobie na chwile słabości. Zastanów się tylko, czy ostentacyjne obnoszenie się z nimi nie pogorszy Ci dodatkowo humoru. Ok, masz zły dzień. Budzik nie zadzwonił, prostownica przypaliła Ci ucho, a pies nasikał na dywan. Ok, wyjdź do pracy we wczorajszej bluzce, bez makijażu i z sińcami pod oczami. Ale nie dziw się, że każdy zapyta, co u licha się stało, a na koniec zaliczysz jeszcze mocno niewygodne spotkanie. Na przykład z byłym. Albo z matką. Albo z matką byłego.

Jak ich wtedy przekonasz, że to tylko ten jeden, jedyny raz?