Lalka Barbie ma mieć rozstępy? To wyślijcie ją jeszcze do pośredniaka

Na zdj. kadr z filmu „Barbie i tajemnicze drzwi”, reż. Karen Lloyd

Nie śpiesz się do dorosłości. Staraj się pozostać dzieckiem tak długo, jak to możliwe, bo gdy raz stracisz moc magii, na zawsze pozostaniesz żebrakiem szukających jej okruchów.

Robert McCammon, „Magiczne lata”

Słyszeliście o pomyśle poszerzenia talii księżniczkom z Disneya? Dopuszczenia tam też księżniczek otyłych, bo przecież człowiek bywa otyły? Albo o nowych lalkach Barbie, które mają mieć ciała jak normalne kobiety oraz dołączony zestaw naklejek, imitujących blizny, rozstępy i pryszcze? No to przeczytajcie.

Zacznijmy od odpowiedzi na najważniejsze tutaj pytanie. Wiecie, co jest najfajniejszego w dzieciństwie? Powiem Wam: to, że jest nieprawdziwe. Że pozwala nam wierzyć w św. Mikołaja, jednorożce i elfy. Że jest totalnie innym światem, niż świat dorosłych – takim, w którym wszystko jest możliwe. Także to, że zostanie się księżniczką albo gwiazdą rocka. I lalki Barbie oraz postacie z Disneya idealnie tę wiarę budują.

Tymczasem ciągle oskarża się je o to, że mają nierealistyczne kształty, a ich anatomia przeczy zdrowemu rozsądkowi, fundując dzieciom wypaczony obraz świata (jakby nie robił tego Pan Kleks, łykający swoje cudowne pastylki i gadający do kruka). To z kolei ma działać destrukcyjnie na psychikę dziecka, które od razu myśli, że szczęście ma rozmiar XXS.

A przecież to TOTALNA bzdura. Po pierwsze, to nie zabawki odpowiadają za kształtującą się psychikę dziecka, ale osoby mu najbliższe. To matka, ojciec, rodzeństwo czy dziadkowie mają realny wpływ na jego poczucie własnej wartości, charakter, na to, co dziecko i o czym sądzi. Nie lalka ani postaci z TV.

Po drugie, pełen przekrój realistycznych kształtów dzieci mają dookoła – widzą swoje mamy, ciocie, babcie. Widzą sąsiadki, nauczycielki i panie z warzywniaka. Widzą, jak wygląda ciało normalnej, żywej kobiety. Nie musimy podkreślać im na każdym kroku, że normalny człowiek nie wygląda jak Śnieżka, Ariel czy Hulk.

Skąd w ogóle pomysł, że lalki i księżniczki mają przypominać prawdziwe kobiety? Przecież przynależą do świata magii, cudów i zmyślenia. Dlatego mają być piękne i idealne, doskonałe i uśmiechnięte. Chcemy, żeby wyglądały jak prawdziwe kobiety? To może jeszcze fundujmy im okres, wyginajmy buzię w podkówkę, a zamiast pięknie stroić, wysyłajmy do kolejki do pośredniaka. Bo przecież ma być zgodnie z prawdą, realistycznie.

Dlatego jak czytam o nowych lalkach, które mają mieć krągłości, a do tego doklejane blizny, pryszcze, a nawet rozstępy, to od razu ciśnie mi się na usta pytanie, czy nowa Barbie będzie miała też raka. Bo tak, normalne, prawdziwe kobiety, miewają czasem raka. Miewają też depresję, hemoroidy oraz mężów-katów. To może dołączmy jej Kena z kablem od żelazka?

Tak, wiem, że to, co teraz piszę, jest ciosem poniżej pasa. Ale nie większym, niż odbieranie dzieciom dzieciństwa. One nie muszą w wieku pięciu czy dziesięciu lat wiedzieć jeszcze, że istnieje coś takiego jak cellulit albo niemieszcząca się w jeansy dupa. Nie każmy im bawić się lalkami, które zderzają dzieciństwo z dorosłością, są zapowiedzią niedoskonałości, defektów, problemów. Oczywiście, wychowujmy je mądrze, róbmy wszystko, aby były świadome, że prawdziwe życie nie spływa szampanem i nie funduje nam na obiad kawioru. Ale nie róbmy z nich dorosłych zbyt szybko, nie każmy bawić się „prawdziwymi” zabawkami, bo na tym polega ich cała magia: właśnie na tym, że są nieprawdziwe.

Tak, ja też bawiłam się lalkami Barbie. Tak, wierzyłam w św. Mikołaja. I tak, wierzyłam w jednorożce. Nie zachwiało to moją psychiką ani obrazem świata, nie spowodowało, że wycięłam sobie dwa żebra, żeby mieć talię osy, ani nie pojechałam na biegun, żeby pomagać pakować prezenty. Dlatego jeśli kiedykolwiek będę miała dziecko, będę chciała, żeby także w ten świat magii i złudzenia wierzyło jak najdłużej. I przyrżnę w twarz każdemu, kto zbyt wcześnie powie mu, że prawdziwe życie wygląda jednak inaczej.