Koniec z bikini na wyborach Miss World? Dzięki, nie patrzę

Fot. Miss World 2008, Ksenia Sukhinova, fot. Rosengurtt/Wikimedia/CC

Nie mieć żadnych ubocznych zamiarów wobec kobiety to jest wielka nieuprzejmość.

Jerzy Pilch, „Miasto utrapienia”

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że jednym z najpopularniejszych konkursów w historii świata jest konkurs piękności. Bo tak, kobiety – oprócz tych wszystkich swoich wstrętnych cech – bywają również piękne. Ale nie tak piękne, jak te z reklamy Dove, tylko autentycznie tak zjawiskowe, że nawet ja mam ochotę schować się pod kołdrą z kubełkiem lodów w ręce. Ale wiecie, jak jest. Nowy Rok, nowe postanowienia, żadnych lodów, z diety tylko szpinak i seks.

I tenże konkurs piękności ma to do siebie, że analizuje się na nim PIĘKNO kobiet. Niewiarygodne, nie? Żadnych podstępów, żadnej przewrotności. Jak się nazywa, tak działa, czyli trochę inaczej, niż w przypadku żarówek firmy Osram.

Oczywiście, zaraz pojawią się tacy, którzy zaczną mówić o pięknu wewnętrznym. Ale tych zignorujemy i odeślemy do szlachetnej twórczości Paulo Coelho, a sami skupimy się na tym, co dorośli lubią najbardziej. To jest: na dupach.

Nie, żebym sama przywiązywała wielką wagę do swojego wyglądu: jakoś wcięcie w talii nie spędza mi snu z powiek (nieprawda), ani nie marzę o tym, żeby zaśmiecać fejsa swoimi zdjęciami w bikini (też nieprawda). Niemniej, na piękne kobiety zwyczajnie lubię popatrzeć. To dlatego jestem wielką fanką Jeany Kicz i jak oglądam filmy porno, to nigdy z brzydkimi dziewczynami.

A tymczasem szefowa Miss World robi zamach na te wszystkie widoki i dumnie ogłasza, że koniec z konkurencją w bikini. A mówi to w taki sposób, że mam ochotę zapytać, czy głupia jest, czy z policji:

Naprawdę nie chcę i nie potrzebuję oglądać kobiet przechadzających się w bikini. Nie interesuje mnie czy dziewczyna ma pupę 2 cale mniejszą niż inna. Nie patrzymy na jej pupę, ale słuchamy tego, co mówi – miała oświadczyć Julia Morley.

Jezu, serio? To może przenieśmy konkurs do radia? Co to znaczy, że nie patrzymy na jej pupę? Jeżeli patrzymy na twarz, oczy, nos, usta, to dlaczego nie możemy patrzeć na pupę? Będziemy teraz dzielić ciało kobiety na bardziej i mniej podatne na zbereźne myśli? Przypomnę, że są tacy, co lubią nawet stopy.

I od kiedy to ważne jest, co te kobiety mają do powiedzenia? Skoro nie liczy się wygląd, a gadane, dlaczego wprowadzane są ograniczenia wiekowe? Kiedy ktoś widział na wybiegu Miss World nadprzeciętnie mądrą i elokwentną 35-latkę? 45-latkę? Albo własną babcię. Ja mam mądrą babcię i Ty pewnie też.

Naprawdę próbuje się nam wmówić, że kogokolwiek interesuje, co te dziewczyny mają do powiedzenia? Która studiuje fizykę, która uczy angielskiego dzieci w Ghanie, a która charytatywnie daje się fotografować, pływając z delfinami?

Żeby nie było: nie odmawiam tym kobietom mądrości. Nie odmawiam im charakteru, pasji, zainteresowań. Mówię tylko, że w kontekście konkursu, do jakiego same się dobrowolnie zgłosiły, cechy te nie mają większego znaczenia.

Tym mocniej dziwię się, kiedy czytam w zagranicznej prasie, że to „prawdopodobnie najbardziej rewolucyjna zmiana w historii wyborów”. Ja uważam, że prawdopodobnie najgłupsza. A już uzasadnienie pani dyrektor, że występujące w bikini kandydatki przypominają „paradę cieląt”, to niezły strzał w kolano. Bo jaki z tego wniosek? Że parada cieląt ubranych oburzałaby mniej? Prościej byłoby zlikwidować sam konkurs.

Żeby nie było: też jestem przeciwna wszechobecnej nagości. Nie podoba mi się sprowadzanie kobiety do roli obiektu seksualnego i rzucanie w reklamie haseł w stylu „Dziś będzie na twarz, skarbie”. Ale oddzielajmy rzeczywistość od bajki. Konkurs Miss World ma tę bajkę przypominać, te dziewczyny mają być piękne i zgrabne, a jak to ocenić, nie rozbierając ich? Pewnie, że w ogrodniczkach byłyby mniej seksowne i mniej narażone na „niegodne spojrzenia” i „nieczyste myśli”. Ale grzechem jest ubierać takie ciała w cokolwiek.

A nawet, jeśli zgodzić się na tezę, że niesłusznie promuje się piękno fizyczne, zapominając o duchowym, przypominam, że jedno i drugie jest ważne i żadnego nikt sobie nie kupi. Tak, jak głupia dziewczyna nie podreperuje IQ z 60 do 200, tak i intelektualistka nie urośnie z 1,55 m do 1,75. Nie wiem, która z nich ma w życiu większy fart, ale czasem myślę, że więcej da się załatwić zgrabnym tyłkiem niż szóstką na maturze z matmy. I tak, chyba zamieniłabym się z nimi rolami, choćby nazywać mnie mieli cielęciem i ubierali w stringi z anielskiego włosa.