Klnij, mała, klnij. Czyli dlaczego jesteśmy wulgarni

Na zdj. kadr z filmu „Wilk z Wall Street”, reż. Martin Scorsese

Chuj z tym, chuj z tamtym. Kurwa tu, kurwa tam. Tak mówiło się na Wall Street.

Jordan Belfort, „Wilk z Wall Street”

Jeśli widzieliście film, to jesteście oswojeni. Nie wiem jednak, czy wiecie, ale w „Wilku z Wall Street” słowo „fuck” pada 506 razy. Czyli prawie trzy razy na minutę. Całkiem, jak w życiu. Tylko w życiu ma się trochę mniej hajsu, mniej jędrny tyłek i nie uganiają się za nami takie chłopaki.

Ale wiadomo, taka jest przecież konwencja. Scorsese znany jest zresztą z soczystego języka i nikt mu o to afery nie robi. A jak robi, to pewnie jest podstarzałym, poważanym krytykiem, o którym nikt normalny nigdy nie słyszał, więc mówić może co najwyżej do siebie oraz ludzi napotkanych w windzie.

Poza tym są sytuacje, w których kląć zwyczajnie wypada. Kiedy już cały tradycyjny zasób słownikowy uległ wyczerpaniu, a Tobie jest tak źle, że bardziej się chyba nie da. Kiedy już doszczętnie trafia Cię szlag, wszystko jest dokładnie odwrotnie, niż powinno, zadajesz sobie pytanie: co jeszcze mogłoby pójść nie tak? I ja Ci powiem, że to jest bardzo niefortunne pytanie, bo zanim się obejrzysz, to odpowiedź może kopnąć Cię w twarz.

Tylko wtedy nie bój się kląć. Dzięki temu ładnie schodzi z człowieka powietrze i łatwiej rozładować napięcie. Trzeba jedynie pamiętać, że „kurwa” to nie znak przestankowy i umiar jakiś znać. Bo to kompletna porażka, bluzgać w tramwajach, na ulicach czy w kolejce po pęto kiełbasy.  Kląć bez sensu, na pełnej ostentacji, żeby inni słyszeli, to niegodziwość i wstyd.

Pamiętam zresztą takie ładne zdanie z profesora Miodka, rzucone gdzieś w wywiadzie dla Newsweeka: „Ogólny pejzaż komunikacyjny Polski, gdzie ciągle słyszę „wypierdalaj kurwa, bo ci przyjebię” jest bardzo smutny”.

Pejzaż komunikacyjny. Jest smutny. Aż chcę do niego pobiec i prosić, żeby mnie mocno przytulił.

Ale to nie tylko pejzaż komunikacyjny jest smutny. Smutne jest także życie. Ta rzeczywistość, która zmusza nas do rzucania mięsem. Która wymyka się słowom polubownym i przyzwoitym. Też bym wolała mówić, że jest pięknie i kocham stworzony ręką Pana świat, a nie, na przykład, że znowu się wszystko zjebało.

Niestety, życie to nie jest pole, na którym rosną truskawki. Czasem jest trochę pod górę, czasem nawet bardzo. I nie widzę powodu, żeby robić z tego tajemnicę albo wielkie halo. Jak mam ochotę, to krzyczę. Jak mam ochotę, to klnę. A jak komuś z tego powodu jest smutno, to ja bezradnie rozkładam ręce.

Ale niech nikt nie mówi, że damy nie klną. Albo że nie klną ludzie dobrze wychowani. Albo ludzie inteligentni.

No jak to, kurwa, nie?