Hotel Transylwania 2: Jednak nie tak łatwo zrobić z człowieka potwora

Co prawda Halloween dawno już za nami, ale w kinach na dobre rozgościły się sympatyczne potwory z „Hotelu Transylwania”. Ci, którzy widzieli ich w pierwszej części filmu, sami z siebie wybiorą się pewnie na drugą. Tym, którzy ani razu nie widzieli ekipy na oczy, szczerze radzę nadrobić zaległości. Bo choć może grozy tu jak na lekarstwo, a i od śmiechu brzuch Was raczej nie rozboli, to kino to najmilsze ze wszystkich.

hotel transylwania

Od tego wszystko się zaczęło

Wyobraźcie sobie dobrze funkcjonujący, choć wyraźnie podzielony świat. Taki, w którym żyją obok siebie i ludzie, i potwory. Mocno jednak zaburzony, bo… to potwory boją się ludzi. Tak swój początek wzięła pierwsza część tej opowieści.

Drak, czyli hrabia Dracula, ucieka wraz z córeczką i buduje jej nowy, bezpieczny dom. Jego dawny zamek spalili bowiem ludzie, a jego żona zginęła w płomieniach. Od teraz mieszkać więc będą w hotelu Transylwania – bezpiecznej przystani, w której mogą się zaszyć wszystkie prześladowane przez ludzi strachy.

Pewnego dnia ich przystań nieoczekiwanie odwiedza jednak…człowiek. I to w momencie, kiedy córka Draka, Mavis, nie jest już takim znowu dzieckiem  – w końcu świętuje swoje 118. urodziny. No i wtedy wydarza się wpadka. Bo od słowa do słowa, między dość fajtłapowatym i nieznośnie rudym Johnnym a mroczną Mavis dzieje się… zing. Znaczy – zakochują się. Drak wściekły jak diabli, ale córka dla niego jest najważniejsza. Co tu więc zrobić z człowiekiem? No, chyba tylko pokochać.

Hotel Transylwania 2

Dlaczego to dziecko nie lata?

I tu zaczyna się druga część. Młodzi biorą ślub, a po roku rodzi im się syn. Jak nietrudno zgadnąć – rudy. Do tego z czupryną, którą można by obdzielić trzy głowy ludzkie. Po ojcu fajtłapowaty, z genialnie olbrzymimi oczami. Cały hotel nie posiada się więc ze szczęścia, a jedyny problem okazuje się mieć dziadek Drak. Bo choć ciągłość rodu została zapewniona, to gdzie mały Dennis u licha ma kły?

Stara wampirza legenda mówi, że jeśli nie wyrżną się dziecku do 5. urodzin, to szansa bezpowrotnie stracona. Tymczasem czas w bajce leci nieubłaganie, 5. urodziny maluch obchodzić będzie lada dzień, a ze wszystkich potworów najbardziej lubi… Pana Ciasio. Nie interesują go wampirze gry i zabawy, nie potrafi latać, nie zmienia się w nietoperza. Słowem – człowiek, nie wampir. Dlatego Drak postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.

Hotel Transylwania 2

Potwory jadą na męską wycieczkę

Drak ma jasny plan – młodych wysyła do Kalifornii, a sam postanawia obudzić w małym rudzielcu jego wampirzą naturę. Towarzyszy mu w tym cała spółka – Frank – czyli monstrum Frankensteina, Niewidzialny Człowiek Griffin, mumia Murray, wilkołak Wayne i żywa galareta Mike. Trudno o straszniejszy zespół, prawda? Wszyscy mają pokazać malcowi, jak się straszy ludzi.

Problem w tym, że… wilkołak, zamiast zabijać, woli polatać za ringo, Niewidzialny Człowiek ma Nieistniejącą Kochankę, mumia bardziej przypomina gadający papier toaletowy, a napadnięte przez Franka w parku biegaczki… pytają, czy zrobi sobie z nimi selfie. Taka to straszna brygada.

Drak jest więc zdany tylko na siebie, ale wcale nie zamierza odpuszczać. Kiedy ktoś delikatnie sugeruje mu, że może Dennis to jednak człowiek, rzuca wściekłe „nie ma takiej opcji”. Co mu z tego wyjdzie? Zobaczyć musicie sami. Ja tylko podpowiem, że do akcji wkroczy sam Vlad – ojciec Draka i postrach ludzkości. Który pojęcia nie ma o tym, że w hotelu syna bywalcami bywają dziś ludzie, a i jego własna wnuczka wzięła sobie za męża człowieka.

Hotel Transylwania 2

Bajka z morałem

Czy warto wybrać się na to do kina? Tak, jeśli tak, jak ja, kochacie bajki, animacje i kino familijne. Nie oszukujmy się – obydwu częściom „Hotelu” daleko do miana wybitnych, ale są tak ładnie zrobione, mają tak fajnych i ciekawych bohaterów i taką dawkę ciepła i dowcipu, że ja się mimowolnie rozpływam.

Do tego potwory uczą, bawiąc. Tym razem dostajemy solidną lekcję tolerancji i poszanowania dla cudzej odmienności. Na przykładzie Draka uczymy się, że nie można wymagać od dzieci rzeczy niemożliwych, przekładać na nie własnych ambicji i robić z nich kogoś, kim żadne z nich nie jest. Jedyne, co trzeba – to kochać. Bez względu na wszystko.

Osobiście kocham ten film także za padające w nim teksty. Takie jak „nie rób smutnego nietoperka” albo „zawrzyj paszczę”. Gwarantuję, że wejdą do Waszego domowego słownika! Nudzi Wam się w chłodny, listopadowy wieczór? No to macie rozrywkę!

Zobaczcie zwiastuny filmu: