Hera, koka, hasz, LSD. Kilka słów o tym, jak Czarnecka zmieniła dilera

Na zdj. kadr z oficjalnego teledysku, fot. YouTube.com

Jimmy bardzo nieśmiałym chłopaczkiem był
Który grzecznie do szkoły iść chciał
Diler sprzedał za rogiem mu działki trzy
Jedną gratis uczciwie mu dał

Pamiętacie tę magnetyzującą dziewuchę, która śpiewaniem o ćpaniu podbiła pół internetu? Pewnie, że pamiętacie, bo takie indywidua wchodzą do głowy tak jak nóż w Nutellę. Nagranie z jej występu na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu ma w serwisie YouTube ponad 11 milionów wyświetleń, a ona sama jest świetnie rozpoznawalna. Tym większe brawa dla niej, że potrafiła wykorzystać chwilę sławy i założyła konto na Polakpotrafi.pl.

Na zasadzie crowdfundingu uzbierała w ten sposób pieniądze, niezbędne do nagrania oficjalnego teledysku. Potrzebną kwotę 8 tys. zł internauci wpłacili na jej konto w niecałe 24 godziny, co już było wielkim sukcesem. Mało tego – w chwili zamknięcia akcji Czarnecka miała już 36 tys., które obiecała wydać m.in. na epkę i recital piosenki aktorskiej.

I do tego momentu wszystko jest bardzo spoko, bo teledysk się rzeczywiście ukazał. Problem tylko w tym, że nie jest specjalnie udany. Kiedy go zobaczyłam, poczułam lekkie nie halo. No, niby ok. Estetyczne to i poprawne, pływające w akwarium rybki dodają nawet klimatu, a sama Czarnecka w makijażu typu zombie dodaje mocy przesłaniu. Tylko widzicie, po kilkudziesięciu sekundach dopadła mnie nuda. Podczas gdy nagranie z PPA mogłam oglądać jak zahipnotyzowana po kilka, kilkanaście razy dziennie, tutaj nie udało mi się wytrzymać do końca. Ja wiem, że stylistyka slow jest taka modna i fajna, a narkotyki takie złe i zabójcze, ale teledysk autentycznie mnie zawiódł.

W mojej głowie Karolina Czarnecka wciąż kojarzy się szalenie pozytywnie, w tym swoim zawadiacko-dziewczyńskim kucyku, czaderskiej bluzie i na zielono-niebieskim tle. Stoi pośrodku tej sceny i ma taką osobowość, taką charyzmę, taką mimikę i takie choreo, że mogłabym nosić za nią rzeczy do pralni. Jest piękna, młoda, radosna, ma pazur w głosie i genialną twarz, od której się trudno oderwać.

Nie wiem, może narkotyki też mają datę ważności albo Karolina zmieniła po drodze dilera, ale to, co pokazuje na teledysku, wydaje się zupełnie nie jej. Gdybym nie widziała wersji wcześniejszej, taką też bym się pewnie zachwyciła. Ale wiem, co było wcześniej, i tego tutaj kupić jakoś nie mogę.

Sama Czarnecka tłumaczyła się, że trochę przeraził ją odbiór pierwszego wykonania. Że pisały do niej dzieciaki, zadowolone z pozytywnego przekazu, który – ich zdaniem – wyraźnie mówił: wow, narkotyki są fajne. I że dlatego postawiła teraz na taką konwencję – pełną dramatyzmu, smutku i przerażenia – żeby nikt nie miał już wątpliwości. Tylko, kurczę. W ten sposób ze świetnego kawałka zrobiła kampanię o zupie.

A przecież sztuka to nie jest kampania społeczna. Nie musi uświadamiać, co jest dobre, co złe. Nie musi rezygnować ze swoich największych atutów celem uchronienia owieczek przed zgubnymi skutkami ćpania. Do kogo „pozytywny” przekaz miał dotrzeć, do tego i tak przecież już dotarł. Nie ma szans, żeby oficjalny klip rozniósł się po sieci w równie dzikim tempie. Ci natomiast, którzy długo na niego czekali, mają prawo czuć się zawiedzeni. Gdzie ta energia, emocje, gdzie ten błysk w oku? Zamiast tego: rybki, trumienka i spływające makijaże.

I o ile po poprzednim wykonaniu kawałek sama nuciłam jak opętana, tak teraz nie mam ochoty, bo to trochę jak wbić sobie w czółko gwóźdź. Przecież gdybym chciała, żeby zrobiło mi się smutno, włączyłabym TVN albo stanęła na wagę.

A zresztą, sami zobaczcie: