Fuck the Poor, czyli szanuj bezdomnego jak siebie samego

Na zdj. kadr z filmu „Boisko bezdomnych”, reż. Kasia Adamik

Wiesz, to dziwne, za czym się tęskni poza domem. Na przykład brakuje mi zapachu porannej kawy… i smażonego bekonu.

Fannie Flagg, „Smażone zielone pomidory”

Jak reagujecie na ludzi bezdomnych? Bo ja staram się wcale. Bez omijania szerokim łukiem, ale i bez udzielania pomocy. Mijam ich jak powietrze, chociaż wdzierają mi się do uszu i nosa. Nachalni, nawet jeśli pozostają milczący. Zalegający na przystankach, oblegający dworce oraz ławki w parkach. Naruszający ład przestrzenny i moją prywatną strefę komfortu. Tak, czasem zagłuszam sumienie. Rzucam kilka groszy, dzielę się papierosem. Ale sterylnie, na dystans. I wcale nie jest mi wtedy mniej wstyd.

Wstydzę się bezradności. Tego, że nikt nie oswoił mnie, jak radzić sobie z biedą. Jak z biedą rozmawiać. Potrafię zagaić staruszkę w tramwaju i chłopaka w kinie. Podać chusteczkę wyjącej nastolatce i puścić oczko do obcego dziecka, kiedy przebieramy z nogi na nogę, czekając na pasach. Ale bieda jest inna. Bieda odbiera możliwości, słowa i gesty.

I właśnie dzisiaj jest Dzień Ludzi Bezdomnych. Zainicjował go jeszcze Marek Kotański, ten sam, który stworzył Monar. Dzień to oczywiście nieformalny, bo kto formalnie biednymi interesować by się chciał. Od tego są mopsy, przytułki. Jasne, pomogą inni. Nic się nie stanie, jeśli nie pomogę ja.

I w tym właśnie tkwi problemem. Nie są nim ci denerwujący nas w naszym otoczeniu bezdomni, ale nasza niestrudzona ignorancja, która na tych ławkach, dworcach i ulicach ze spokojnym sumieniem pozwala im trwać.

Widzieliście film „Fuck the Poor”? Trwa niewiele ponad minutę, zgarnął prawie trzy miliony wyświetleń i od kilku dni przewija się przez cały internet. Akcja wydaje się prosta – na ulicach Londynu staje mężczyzna, noszący tablicę z tytułowym napisem. Efekt? Oburzenie, zniesmaczenie, wyzwiska. Odsłona druga – napis „Help the Poor”. Efekt? Właściwie żaden.

W ten sposób brytyjska fundacja charytatywna The Pilion Trust pokazała, że jedynie działająca okazuje się terapia szokowa. Że jak nie uderzysz człowieka pałką w łeb, to on się sam z siebie nie ocknie. Niestety, łatwiej wkurzyć, niż rzeczywiście poruszyć. Pieprzyć biedę? Niepodobna. Pomóc potrzebującym? No dajcie spokój.

A tymczasem w niczym nie jesteśmy od bezdomnych lepsi. Może mamy lepsze buty, wyprasowane ubrania i co wieczór mydlimy nasze ciała emulsją od Dove. Ale to nie czyni nas bardziej człowiekiem.

Nie wiem, czy wiecie, ale przeciętny „staż” polskiego bezdomnego to około sześciu lat. Mniej więcej tyle potrzebuje on, aby dźwignąć się z dołka. Dać sobie pomóc albo samemu wziąć się w garść.

Sześć lat bez dachu nad głową, zapachu porannej kawy i smażonego bekonu.

Sześć lat Twojej ignorancji, wymownych spojrzeń, prychnięć pod nosem i zmieniania miejsca, gdy wsiada do tramwaju.

Nie chcesz, nie pomagaj. Nie musisz – nie krzywdź.