Casanova po przejściach, seks po pięćdziesiątce

Na zdj. kadr z filmu „Casanova po przejściach”, reż. John Turturro

Seks bez miłości to puste doświadczenie. Ale wśród pustych doświadczeń, to jedno z najlepszych.

Woody Allen

Są filmy, w których cieple można wytaplać się jak świnka w błotku. I jakkolwiek nieprofesjonalnie by to nie brzmiało, to „Casanova po przejściach” jest właśnie jednym z tych filmów. Może nie wybitnym, ale na pewno wartym tego, aby go obejrzeć. Tak zwyczajnie, po ludzku, bez wielkich oczekiwań, aby nie było i wielkich zawodów. Zobaczycie za to, jak komedia o erotycznym biznesie może przeplatać się ze smutną lekcją o samotności.

FADING GIGOLOIntrygujący jest zwłaszcza sam początek, kiedy to właściciel nowojorskiego antykwariatu, prowadzonego z ojca na syna, plajtuje i musi go zamknąć. Wpada wtedy na pomysł zostania alfonsem i zaprzęgnięcia w wir pracy swojego oddanego pracownika i przyjaciela. Za stosowną prowizją, rzecz jasna.

Tak pomyślana fabuła nie mogła się chyba nie udać – tym bardziej, że grający alfonsa Woody Allen dobiega osiemdziesiątki, a dowcip ma tak błyskotliwy, że przy scenach z jego udziałem uśmiech praktycznie nie schodzi nam z twarzy. Ta mimika, ta gesty, ta powierzchowna naiwność staruszka zmiksowana z żyłką do interesów, z tą przyjemną i bezceremonialną kalkulacją. Allen rzeczywiście jest tu najśmieszniejszy od lat i momentami kradnie głównemu bohaterowi całe show.

Ale i John Turturro, wchodzący w rolę męskiej prostytutki, sprawdza się doskonale. Nieprzesadnie piękny, powściągliwy, a jednak zabawny i męski. Wie, jak obchodzić się z kobietami, co mówić, kiedy zadziałać i w jaki sposób je dotknąć. A że dorabia w kwiaciarni, to zważcie, jak mocne i delikatne zarazem ma dłonie.

Casanova po przejściachSam najmłodszy też nie jest, bo za trzy lata stuknie mu sześćdziesiątka. Także klientki trafiają mu się mocno po czterdziestce, ale za to jakie! W tych rolach wulgarnie seksowna Sofia Vergara i powalająca długością nóg Sharon Stone. A na deser – Vanessa Paradis w roli nieśmiałej, wycofanej Żydówki, absolutnie wyzutej tu z seksapilu i świetnie wchodzącej w postać wdowy z szóstką dzieci.

Jak nietrudno się domyślić, interes kwitnie, panowie przeliczają dolary, a panie nie wychodzą z podziwu nad tak sprawnym i taktownym kochankiem. Niestety, skończy się ta sielanka, kiedy biedaczek nam się zakocha.

Pachnie tu oczywiście sztampą, bo motyw to stary jak świat, ale ta ładniutka, naiwna konwencja, nie odbiera nic temu filmowi. Przeciwnie, dodaje mu tylko uroku. Oczywiście nasz żigolak zaczyna pałać uczuciem do sparaliżowanej strachem Żydówki (nie jest to spoiler, widać to już po zwiastunie), co wpływa na jego stosunek do pozostałych dam. Wspaniale przemycony to dowód na wyższość miłości nad seksem, ale bajka – w przeciwieństwie do disnejowskich – nie skończy się wcale szczęśliwie.

Ale idźcie do kina, zobaczcie. Rzadko używam takich określeń, ale to… naprawdę miły film!