A Ty, kim chcesz zostać w przyszłości?

Na zdj. kadr z filmu „Służące”, reż. Tate Taylor

Chcę być dziennikarką. Albo pisać powieści. Albo i to i to.

Pamiętacie te piękne czasy, kiedy mieliście zaledwie kilka lat i wszyscy dokoła pytali, kim chcecie zostać w przyszłości? Ile dziewczynek chciało być wtedy aktorką, modelką, księżniczką! Albo artystką. Popijać herbatę w kawiarenkach Montmartre’u, tworzyć w maleńkim pokoiku, gdzieś na poddaszu, z balkonikiem wychodzącym wprost na wieżę Eiffla. Albo piosenkarką. Wychodzić na scenę, błyszczeć w światłach reflektorów, patrzeć z góry na ten wiwatujący przed nimi tłum. Albo chociaż lekarką. Leczyć biedne, chore dzieci, chodzić w białym fartuchu i uśmiechać się przyjaźnie do ludzi.

A dziś? Ile z nas spełniło już te marzenia, ile dopiero zamierza? W jaki sposób życie zweryfikowało Wasze plany? Ja ciągle trzymam się hardo. Też chciałam być dziennikarką. Albo pisać powieści. No więc bywam dziennikarką i pisuję powieści.

Ale to nie jest tak, że teraz sława, satysfakcja i hajs. Powieść grzeje się gdzieś w czeluściach komputera, wciąż czeka na dokończenie. Dziennikarstwo to adrenalina, emocje i fun, ale cena jest ciągle wysoka. Nieprzespane noce, poprawiane w nieskończoność teksty, niedostarczone na czas autoryzacje, przełożeni, którym chciałoby się wsadzić do kubka z kawą pośliniony obficie palec.

Nie, nie tak to widziałam. Miałam mieć piękne okno z widokiem na świat, starą, wspaniałą maszynę do pisania, tysiące sprzedanych książek na koncie. Ale zanim dorosłam, świat lekko zwariował. Jeśli chcesz żyć w mieście, trafiasz na bloki z widokiem na bloki. Komputery dawno wyparły maszyny, a książki wyparł internet. Ludzie przestali czytać, a już na pewno kupować. Ile znacie domów, pełnych wielkich bibliotek? Regałów, ciągnących się od ściany do ściany? Grzbietów książek, rozpostartych od podłogi po sufit?

Tak, trwam przy marzeniach. Z uporu i dla idei, ale także ze strachu. Umiem zmieniać zawody. Umiem się przystosować, przestawić, zapomnieć. Ale co, jeśli kiedyś sobie przypomnę? Jeśli po życiu, spędzonym w banku lub korporacji, nawet szaleńczo szczęśliwym, popatrzę kiedyś przez okno, stara, zmęczona i chora, i pomyślę: więc to było życie? Więc goniłam za pieniędzmi, za prestiżem, za kredytem na trzydzieści lat i domkiem z ogródkiem i dzisiaj wszystko to mam, ale nie jestem tym, kim kiedyś obiecałam sobie być?

Boję się. Że za marzenia płaci się zbyt wysoką cenę, by tak łatwo im nagle odpuszczać. Może ten kredyt, ten dom – może to wszystko poczeka? Może dam sobie jeszcze rok, dwa? Albo całe życie? Kiedyś się uda, kiedyś będę wielka.

A Ty? Czy jesteś w miejscu, w którym obiecałeś sobie być?