A czy Ty budzisz się w łóżku z kimś obcym? Nie? To zobacz ten film

Na zdj. kadr z filmu „Najbliżsi obcy”, promującego akcję „Popieram Związki”

To jest dzień z mojego życia. Budzę się z kimś obcym. Śmiech obcego słychać w całym domu.  Idziemy na spacer – ja i obcy. Jestem szczęśliwa.

Większość ludzi prawdopodobnie nigdy nie zobaczy tego filmu, ponieważ nie ma w nim śmiesznych kotów. Bo żeby film miał rację bytu i pobił rekordy popularności, powinien występować w nim kot. Najlepiej mały i śmieszny. Do tego głupi, co nie jest takie znowu trudne, biorąc pod uwagę, że to ciągle jednak jest kot.

I najlepiej, żeby ten kot zahaczał o coś łapą albo z czegoś spadł. Z biurka, parapetu albo chociaż z łóżka. No, żeby się ewidentnie wywalił na tę kocią twarz.

Wtedy film jest śmieszny i ludzie go sobie szerują. A jak film jest na smutno albo na poważnie, to wszyscy kręcimy głowami na „nie”. A to nierozsądne, bo dużo nas wtedy omija.

Albo omijamy coś my. Zwykle szerokim łukiem. Ostatnio pisałam o tym na przykładzie bezdomnych. Dziś będzie o innej, także spychanej na margines grupie społecznej. Grupie, która chce normalnie żyć, tak jak ja czy Ty.

Bo widzisz, jak chcę się z kimś związać, to zwyczajnie to robię. Łapię go za rękę na spacerze w parku, rzucam mu się na szyję, kiedy odbiera mnie z dworca. Możemy jeść pizzę z jednego talerza i pić colę z jednej butelki. Zwyczajnie, otwarcie, przy ludziach.

Mogę włożyć białą sukienkę i iść z nim pod ołtarz, małe dziewczynki będą nam sypać pod nogi czerwone płatki róż, a wielka maszyna wystrzeli do nieba konfetti.

I on odwiedzi mnie potem w szpitalu, kiedy będę rodzić mu dzieci i będzie odbierał je z przedszkola i chodził do nich na wywiadówki. Będziemy szczęśliwi, bo wszystko nam będzie wolno i naszym dzieciom też. Chyba, że okaże się, że wyrośnie z nich lesbijka lub gej.

I w tym właśnie tkwi problem. Ktoś kiedyś wymyślił sobie, że piękno tkwi w różnorodności, nie wiedzieć czemu – płciowej. Że związek dwojga ludzi to taki, gdzie jedno chodzi siku do toalety z krzyżykiem, a drugie – do toalety z kółeczkiem. Ostatnio trafiłam też na taką z serduszkiem, ale trochę bałam się do niej wejść.

I tylko ci ludzie mogą się wiązać formalnie. Mogą dobierać się w pary i mieć w tym kraju pełnię praw. Bo jak Ty jesteś chłopak i Twój partner jest chłopak, to wyglądacie gorsząco i źle.

Takie kampanie jak ta pokazują, że to nie tyle niesprawiedliwe, co zwyczajnie niemądre. Bo w świetle polskiego prawa osoby żyjące w parach jednopłciowych pozostają dla siebie obce – chociaż budzą się razem i razem zasypiają, smażą naleśniki w sobotnie, leniwe poranki i zdmuchują wspólnie świeczki na urodzinowych tortach. Są obce, chociaż żyją pod jednym dachem, razem płaczą i razem się śmieją. Chociaż robią wszystko to, co ja i Ty, kiedy bywamy w związkach.

Zobaczcie koniecznie ten film. To część kampanii społecznej „Popieram Związki”. Trwa półtorej minuty i jest zapisem dnia z życia młodej, pięknej kobiety. Takiej, która funkcjonuje właśnie z kimś obcym. Bo tak stara się jej wmówić nasz kraj.

Nie wiemy tego zresztą od wczoraj. Jak czytamy na stronie kampanii, początki działań na rzecz wprowadzenia do polskiego systemu prawnego instytucji związku partnerskiego sięgają roku 2003. To daje razem ponad dziesięć lat. Tyle, w ile ludzkość zdążyła sobie zgotować i zakończyć dwie światowe wojny.

Tak, czasami jesteśmy sobie obcy.